Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: The Accidental Husband
Dr Emma Lloyd jest specem od związków, która udziela rad na antenie radia. Kiedy jednak pewna kobieta zrywa przez to ze swoim narzeczonym- Patrickiem, kilka dni przed ślubem postanawia się on zemścić na sercowym specu. Wraz ze swoim sąsiadem postanawia zrobić mały przekręt, w związku z czym kiedy następnego dnia Emma udaje się wraz ze swoim narzeczonym Richardem do urzędu stanu cywilnegodowiaduje się, że już ma męża i jest nim Patrick. Emma postanawia wyruszyć więc do Astorii gdzie mieszka Patrick i wyjaśnić całe to nieporozumienie co może doprowadzić do anulowania ich małżeństwa. Jednakże już po pierwszym spotkaniu Emma zostaje u niego na noc, po wcześniejszym balangowaniu. Później jednak nie może się od niego odpędzić i z czasem zaczyna zapominać o dokumentach do podpisu. Nie podoba się to Richardowi, który zauważa, że Emma zaczyna się wahać, a i ona sama zaczyna się zastanawiać czy nie wziąć sobie do serca swoich własnych rad.
W głównej roli kobiecej zobaczyć możemy Umę Thurman, za którą nie wiem czemu, ale jakoś nie przepadałam. Według mnie w niektórych filmach jest dziwnie sztywna, ale przyznam się bez bicia, że jej rola w tym filmie totalnie mnie zauroczyła. Wkońcu była zabawna, ale była także kobietą z klasą. Podobała mi się jej delikatność i świeżość. Spodobała mi się po raz pierwszy od bardzo dawna. U jej boku- tego bliższego boku- zobaczyliśmy Deana Jeffreya Morgana, którego ja osobiście uwielbiam od czasu kiedy pierwszy raz zobaczyłam go w serialu „Supernatural”. To właśnie ten człowiek wprowadził niesamowicie dużo uroku dotego filmu. Był po prostu świetny. Jego uśmiech, oczy, działały kojąco. Samo patrzenie na niego sprawiało mi przyjemność. Nie mówiąc już o jego grze. Żałuję, że to nie ja byłam w tych chwilach Umą. Przy drugim boku naszej głównej bohaterki trwał Colin Firth, który po raz kolejny zawiódł mnie swoją postawą w filmie. Po raz kolejny mi się nie spodobał. Nie wiem czy to przez to, że jest Anglikiem czy nie potrafi się wkomponować, ale dla mnie był za sztywny. Totalnym zaskoczeniem dla mnie było pojawienie się w filmie Isabelli Rossellini. Pomimo tego, że jest Włoszką to zagrała mały epizod jako Niemka. Coś ciekawego, ale jakby nie było to wspaniale się spisała w tej roli.
