NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niebo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niebo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 grudnia 2010

717. Nostalgia anioła, reż. Peter Jackson

Oryginalny tytuł: The Lovely Bones
Reżyseria: Peter Jackson  
Scenariusz: Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens  
Zdjęcia: Andrew Lesnie  
Muzyka: Brian Eno 
Na podstawie: powieści Alice Sebold  
Kraj: USA / Nowa Zelandia / Wielka Brytania  
Gatunek: Dramat / Fantasy  
Premiera światowa: 24 listopada 2009  
Premiera polska: 12 marca 2010  
Obsada: Saoirse Ronan, Mark Wahlberg, Rachel Weisz, Susan Sarandon, Stanley Tucci, Reece Ritchie 

    Peter Jackson znany jest całemu światu przede wszystkim jako nagrodzony Oscarem twórca ekranizacji trylogii J.R.R. Tolkiena o tytule „Władca Pierścieni”. Jackson, który specjalizował się do tej pory głównie w kinie przygodowym wraz ze zrzuceniem dużej ilości kilogramów pokazuje nam swoją wrażliwszą stronę ekranizując powieść Alice Sebold o tytule „Nostalgia anioła”. Próbuje w nim odpowiedzieć na pytanie co zrobić ze swoim życiem po stracie ukochanej osoby, a także co czeka nas po śmierci.
   Susie Salmon (Saoirse Ronan) to młoda dziewczyna kochająca życie. Od kiedy dostała na urodziny aparat jej wielką pasją jest fotografia. W szkole dobrze się uczy i skrycie podkochuje się w Rayu (Reece Ritchie) uważając, że on nawet nie wie o jej istnieniu. Ku jej zdziwieniu pewnego dnia po zajęciach pozalekcyjnych Ray oczarowany Susie umawia się z nią na randkę. Niestety, w drodze powrotnej do domu przez pole kukurydzy dziewczyna zostaje zaczepiona przez swojego sąsiada – Pana Harveya (Stanley Tucci), który chce jej pokazać swój mały projekt. Zaciąga dziewczynę do bunkra i tam ją morduje. Susie znajdując się w miejscu pomiędzy  Niebem a Ziemią przez wiele lat obserwuje swoich bliskich pogrążonych w cierpieniu, a także ukochanego Raya.
    Kiedy po raz pierwszy pojawiły się informacje na temat tego filmu nie byłam do końca przekonana czy będzie to film dla mnie. Oczywiście wiedziałam, że w końcu go obejrzę, ale dopiero kiedy mogła tego seansu odkładać zbyt długo. Jak się okazało film był nie tylko wspaniały pod względem historii, ale przede wszystkim ze względu na jego estetykę wizualną i muzyczną.
    Nikt z nas nie wie jak jest po drugiej stronie. Nikt nie wie czy wierzyć ludziom, którzy mówią o tym, że widzieli co czeka nas po śmierci. Dużo jest filmów, które opowiadają o tym stanie rzeczy i bez względu na to co jest podstawą domniemywań twórców to jednak wszyscy przedstawiają Niebo jako krainę pełną szczęścia i przede wszystkim koloru. Z drugiej zaś strony pokazywane jest nam cierpienie na Ziemi. To co się dzieje z naszymi bliskimi kiedy odchodzimy z tego świata z własnej woli lub też nie. To jak sobie oni radzą z tym cierpieniem, ponieważ każdy radzi sobie z bólem na inny sposób. Rodzina, która z pewnością przeżywa dramat. Niektóre zachowania wydają się być dość dziwne, jak na przykład wyjazd Abigail. Inne są całkowicie uzasadnione, jak porywczość Jacka i obsesyjna chęć dorwania mordercy swojej córki. To cierpienie wzbudza w widzu rozmaite uczucia. Wydawać by się mogło, że głównie będzie to poruszenie, ale mnie o dziwo to nie dotknęło. Zdarzyła się tylko jedna scena, w której łzy stanęły mi w oczach. Była to jedna z ostatnich scen, w których wzięła udział Susie. Ponadto film kończy się w miarę optymistycznie, a przede wszystkim daje uczucie, że sprawiedliwości zawsze stanie się zadość co zostało pokazane w dość szczególny sposób.
    Pod względem wizualnym film nie budzi żadnych zastrzeżeń. Wszystkie efekty dotyczące świata Susie po śmierci były idealne. Niesamowite kolory, przepiękne animacje. Budzące jednocześnie miłe uczucia, ale także i przerażające. Oczywiście, mogłabym opisać tutaj każdy szczegół z wydarzeń, które mają miejsce w osobistym czyśćcu Susie, ale nie miałoby to większego sensu. Wszystko wygląda pięknie i trzeba to zobaczyć samemu. Z drugiej strony mamy zaś kontrastującą rzeczywistość, bolesną i ponurą. Andrew Lesnie, który już niejednokrotnie współpracował z Jacksonem po raz kolejny pokazał, że można go uznawać za jednego z lepszych zdjęciowców. Inną sprawą jest muzyka. Starałam się w nią bardzo wczuć. Rzadko kiedy zdarza mi się w ogóle skupiać na muzyce, ale tym razem mi się to udało i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona, co może szokować patrząc na filmy, do których Brian Eno skomponował oprawę muzyczną.
   Obsada filmu początkowo wyglądać miała zupełnie inaczej. Z jednej strony można się cieszyć z niektórych zmian, ale z innych raczej nie da się być zadowolonym. Podoba mi się to, że jednak zdecydowano się na Rachel Weisz. Darzę ją sympatią od kiedy to pierwszy raz ujrzałam ją w „Mumii”. Później okazało się, że potrafi grać w bardziej ambitnych filmach i tak z każdym filmem mnie zachwyca. W roli Abigail co prawda aż tak bardzo się nie popisała, ale zawsze mogło być gorzej. Jak na przykład w przypadku Marka Wahlberga. Nie wiem czy kiedykolwiek zmienię o nim zdanie. Czasami zastanawiam się dlaczego w ogóle ktoś go jeszcze zatrudnia przy filmach. W roli Jacka znowu pokazał, że nie nadaje się na aktora, ale, nie powiem, dobre sceny miał. O dziwo Saoirse Ronan całkiem dobrze zagrała. Jest jeszcze młoda, ale czasami gra lepiej od tych bardziej doświadczonych gwiazd. Z zaciekawieniem przyglądałam się rozdaniu Oscarów, gdzie Stanley Tucci był nominowany właśnie za rolę George`a Harveya. Kiedy w końcu obejrzałam film byłam jeszcze bardziej zaskoczona, gdyż po raz kolejny przyszło mi się zastanawiać za co oni dają te nominacje – być może nie było nikogo lepszego. Nie wiem co kierowało tymi ludźmi kiedy dawali mu nominację za najlepszego aktora drugoplanowego, gdzie wypowiada on może 10 zdań przez cały film. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że gra dialogami to nie wszystko, no ale jednak nie przemawiało to do mnie. Był przerażający, to prawda, ale żeby od razu nominację – no ale na szczęście i tak Waltz dostał Oscara. Jak więc widać w obsadzie zdarzyły się wpadki, ale w gruncie rzeczy całość odbierana jest pozytywnie.
    „Nostalgia anioła” to film nieprzeciętny, który zachwyca przede wszystkim od strony audiowizualnej. Co bardziej dociekliwi odnajdą w nim kilka mądrości, które mogą im pomóc w doczesnym życiu, przede wszystkim dotyczące bólu i sposobu radzenia sobie z nim kiedy stracimy dziecko, czy inną kochaną nam osobę. Film wzbudza wiele emocji, niekoniecznie tych pozytywnych, ale pamiętać należy, że właśnie o to chodzi w takich produkcjach. 

piątek, 19 lutego 2010

587. Między piekłem a niebem, reż. Vincent Ward

Oryginalny tytuł: What Dreams May Come
Reżyseria:
Vincent Ward
Scenariusz: Ronald Bass
Zdjęcia: Eduardo Serra
Muzyka: Ennio Morricone, Mark Snow, Robert Elhai, Michael Kamen
Kraj: USA / Nowa Zelandia
Gatunek: Melodramat / Fantasy
Premiera światowa: 28 września 1998
Premiera polska: 23 kwietnia 1999
Obsada: Robin Williams, Annabella Sciorra, Cuba Gooding Jr. 
    „Między piekłem a niebem” w reżyserii Nowozelandczyka Vincenta Warda to współczesna opowieść o Orfeuszu i Eurydyce, gdzie to Orfeusz wyruszył w niezwykłą wyprawę do Hadesu, aby uwolnić stamtąd swoją ukochaną Eurydykę. Z tą tylko różnicą, że Orfeusz przybył tam ze świata żywych podczas, gdy Chris opuszcza Niebo, aby dotrzeć do Annie w Piekle. Już sama historia wydaje się niezwykła, a jeżeli jeszcze dołożymy do tego przepiękne zdjęcia Eduarda Serry („Krwawy diament”,„Dziewczyna z perłą”), to możemy być pewni, że będzie to film, który pozostanie niezapomniany.
    Chris i Anniesą szczęśliwym małżeństwem, do momentu, w którym ich dzieci- Marie i Ian, ginąw wypadku samochodowym. Przez pewien czas Annie obwinia się o ich śmierć przez co trafia do szpitala psychiatrycznego. Po czterech latach Chris i Annie dzięki wzajemnemu wsparciu wydają się znowu odnajdywać szczęście. Niestety okrutny losc hce, że pewnej nocy Chris próbując ratować ofiarę wypadku samochodowego sam ginie kiedy uderza w niego zdezorientowany wydarzeniami na drodze kierowca. Trafia do Nieba. Z początku nie potrafi się przystosować, ale dzięki czarnoskóremu przewodnikowi, Albertowi, wszystko staje się piękniejsze. W szczególności, że odnajduje swojego psa- Katie oraz swoją córkę. Jednakże Albert przybywa do Chrisa ze złą wiadomością. Okazuje się, że Annie nie mogła pogodzić się ze stratą dzieci, a później samego Chrisa i odebrała sobie życie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że samobójcy nie trafiają do Nieba tylko do Piekła. Chris nie może się z tym pogodzić i wraz z Albertem wybiera się do Piekła, aby uwolnić z niego ukochaną Annie.
    Aż wstyd się przyznać, że dopiero po całej dekadzie udało mi się obejrzeć ten film. Prawie dwugodzinny seans nie wygląda zbyt optymistycznie w telewizji, bo dołączając do tego reklamy wychodzi trzy godziny, a jeszcze dodając fakt, że jest to puszczane wieczorem to z pewnością odechciewa się go oglądać. W szczególności, że film nie jest łatwy w odbiorze, ale o dziwo oglądało się go bardzo przyjemnie i dwie godziny zleciały niczym sekunda. Nie ma się co dziwić, kiedy patrzy się nat akie wspaniałości czas leci szybko, bo wszystko co piękne szybko się kończy. Trudno jest mi ująć słowami to jakie mam uczucia względem tego filmu. Kończąc oglądanie wykrzyknęłam: „Piękny film!”. Jest piękny i to pod wieloma względami. Nie chodzi tutaj o wizualne odczucia, ale także o odczucia same w sobie jakie wywołuje przepiękna miłość. Zostało nam tutaj pokazane co to znaczy kochać do śmierci i nawet dłużej. Szkoda tylko, że taką miłość rzadko się spotyka.
    Tego co widziałam w tym filmie dawno nie miałam okazji oglądać. Wizja Nieba jaka została tutaj przedstawiona jest niezwykle przepiękna, bajkowa. Serce napełnia aż to wspaniałe uczucie, uczucie radości oraz spokoju. Myślę, że każdego tawizja by zachwyciła a jeszcze jakby się go obejrzało w późniejszym czasie to prawdopodobnie pomogłoby nam przyswoić sobie śmierć i wierzyć, że w Niebie naprawdę jest pięknie, tak pięknie jak bardzo będziemy tego chcieli, że spotkamy tam ludzi, którzy już dawno odeszli z tego świata i możemy żyć z nimi dalej, w wiecznej miłości i radości. Niezwykłe kolory, które wypełniały ten film, niezwykle nasycone sprawiają, że nasze wrażenia zostają spotęgowane. Niebo malowane farbami, pełne życia. A później Niebo z prawdziwego zdarzenia, żadnej farby, a już tylko sama natura i Bóg. Krajobrazy również były przepiękne. Człowiek aż ma ochotę tam być i przeżywać dokładnie to samo co nasz bohater. Trudno jest oderwać od nich wzrok i tak właśnie powinno być. Coś wspaniałego.
    Film to również spora dawka emocji. Nie tylko dla naszych bohaterów, ale też dla widzów, którzy już dawno zdążyli ich pokochać i utożsamić się w pewien sposób z nimi. Z początku nie jest to może takie oczywiste, ale kiedy z czasem poznajemy więcej szczegółów z dawnego życia Chrisa i Annie stają się nam bliżsi. Dokonać możemy tego dzięki genialnemu montażowi, który potrafił przenieść nas w jednej sekundzie do wydarzeń sprzed wielu lat a już chwilę później wrócić z powrotem do teraźniejszości. Nie dzieje się to jakoś chaotycznie, co sprawia, że film ogląda się wyjątkowo przyjemnie i staje się ciekawszy. Nie ma wątpliwości, że Chris i Annie bardzo się kochają. Pierwszy raz widzę taki film o miłości. Ich miłość jest dla nas oczywista, a to że Chris poświęca się dla Annie, aby wydostać ją z Piekła jest szczytem poświęcenia na jakie potrafi się zdobyć dusza. Każdy z nas marzy o takiej miłości- miłości po sam grób i nawet po śmierci.
    Film jest doskonały także dzięki wspaniałej dwójce aktorów. Robin Williams jest głównie znany z komedii, ale o dziwo bardzo postarał się przy odgrywaniu postaci Chrisa. Przyszło mu to z łatwością i potrafił zachować powagę na twarzy. Myślałam, że nadaje się tylko do komedii, ale miał też role bardziej dramatyczne. Ta z „Między piekłem a niebem” jest jedną z lepszych. Bardzo mi się podoba w tym filmie i myślę, że każdy zapomni na czas seansu o jego zabawowej duszy. Dzielnie towarzyszyła mu Annabella Sciorra, której za specjalnie nie znam, ale tym co pokazała w tym filmie urzekła moje serce. Jej cierpienie bardzo mnie poruszyło i chciałabym, aby więcej aktorów i aktorek potrafiło tak wspaniale pokazać przedstawiane uczucia.
    Film jest niezwykły, przepiękny i chwytający za serce. Myślę, że wielu osobom przypadnie do gustu. Ja żałuję, że tak długo zwlekałam, bo jest to nie tylko film o miłości, ale także o Niebie. Wszystko to przedstawione w niezwykłej oprawie graficznej. Wszystko było przepiękne i chciałabym, aby więcej filmów pozostawiało we mnie tak pozytywne uczucia jak ten. Możliwe, że stało się to także za sprawą zakończenia, które urzekło mnie, urzekło mnie tak bardzo, że pokochałam ten film.
 
Ocena: 9/10