Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Jest 2019 rok i od dziesięciu lat, kiedy to wybuchła epidemia zamieniająca ludzi w wampiry stanowią one większość populacji na Ziemi. Szybko zaczynają odczuwać tego konsekwencje, gdyż kończą im się zapasy ludzi pełnych krwi. To powoduje, że wampiry cierpiąc z powodu głodu zamieniają się w agresywne bestie zabijające wszystko na swojej drodze – pijąc krew innych wampirów, nawet swoją własną. W firmie Bromleya (Sam Neil) będącym jedną z dostawców ludzkiej krwi hematolog imieniem Edward Dalton (Ethan Hawke) pracuje nad substytutem krwi ludzkiej, która mogłaby zapewnić przetrwaniu cywilizacji wampirów. Jednakże wszelkie próby kończą się niepowodzeniem. Wtedy Edward spotyka na swojej drodze Audrey (Claudia Karvan) – jedną z ludzi, którzy ukrywają się przed wampirami. Prowadzi go ona do Lionela Cormaca (Willem Dafoe) twierdząc, że ma on lekarstwo na ową chorobę. Jak się okazuje Cormac był kiedyś wampirem.
Nie brakuje filmów o wampirach. Żaden jednak nie przedstawia podobnej historii, w której to wampiry mają problem z przetrwaniem równie większy jak ludzie. Nie wiem, gdzie tutaj film łączy się z „Matrixem” czy „Zmierzchem”. Jak dla mnie fani „Zmierzchu” są za młodzi na oglądanie takiego filmu, bo jakby nie było jest to jeden z tych brutalniejszych filmów, gdzie krew leje się strumieniami, flaki lądują na ścianach i ludziach znajdujących się pobliżu, a głowy odrywane są bez największego problemu. No, ale... jest to film o wampirach, a że one żywią się krwią to chyba o to właśnie chodzi. Film przełamuje panujący trend na delikatne wampiry nie rozczłonkowujące swoich ofiar. Z drugiej strony wspinane jest nawiązanie do „Matrixa”. Być może wiąże się to z tym, że ludzie tutaj są zapasem żywności dla wampirów. Wyłapywani, utrzymywani przy życiu, a w końcu osuszani do ostatniej kropelki krwi, żeby zapewnić przeżycie drapieżnikom. Wizja jak dla mnie jest dość wstrząsająca i staram się jak najszybciej wyprzeć ją z pamięci. Jednakże film ma jeden główny plus – zaskakujące zakończenie. Takiego rozwoju zdarzeń nikt się nie spodziewał. A ja lubię kiedy film mnie zaskakuje.
Zawsze miałam mały problem z Ethanem Hawke`m. Nigdy za nim nie przepadałam, ale niekiedy udawało mi się dostrzec walory jego aktorstwa. Tutaj, niestety, nie udało mu się tego przedstawić. Jak dla mnie nie był wystarczająco przekonujący. Ciekawą rolę miał Willem Defoe i on chyba najlepiej się spisał z obsady. Był przekonujący i troszkę mnie przerażał. Sam Neil nie popisał się. Był chyba jedynym czarnym charakterem tak bardzo odznaczonym na historii a, no niestety, nie wyszło mu to najlepiej. Tzn. oczywiście wzbudzał negatywne emocje, tak jak miał to zapewne czynić, ale no jakoś nie do końca. Jedną z kobiecych ról zagrała Claudia Karvan, której nigdy na oczy nie widziałam, a ma dość bogatą filmografię. Tutaj także nie przykuła mojej uwagi. Mogłoby jej w ogóle nie być. Niby pokazana była jakąś relacja uczuciowa pomiędzy nią i Ethanem, ale jak dla mnie była co najwyżej dziwaczna. Ogólnie to obsada w tym filmie nie jest powalająca. Poza jednym wyjątkiem nie ma na kim się skupić, ani kogo docenić za rolę w tym filmie.