Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: Saw VI
Po tym jak Jigsaw (Tobin Bell) został zamordowany cała jego gra jest kontynuowana przez agenta specjalnego Hoffmana (Costas Mandylor). Wkrótce wychodzi na jaw, że to jego była żona – Jill (Betsy Russell), ma wykonać ostateczne zadanie. Pośmiertnie, zostawiając swojej żonie tajemniczą skrzynię z danymi, wybiera na swój cel firmę ubezpieczeniową, z którą sam był związany, a która odmówiła mu pomocy kiedy był o krok od uratowania samego siebie. Firma ta pod kierownictwem Williama Eastona (Peter Outerbridge) częściej odrzuca prośby o pomoc niż je przyjmuje przez to skazując na śmierć wielu swoich klientów. Tym razem to on będzie musiał podjąć się gry, w której będzie musiał decydować o losie swoich współpracowników. Ma godzinę na wykonanie kolejnych zadań, a kiedy zawiedzie już nigdy nie zobaczy swojej rodziny. Tymczasem FBI jest w przełomowym miejscu swojego śledztwa, którego znaczącym punktem jest osoba Hoffmana.
Pomimo tego, że kontynuowanie tego filmu na siłę wydaje mi się bezcelowe to jednak i tak oglądam każdy nowy film, bo przecież muszę dokończyć to co zaczęłam, prawda? No, ale okazuje się,że z coraz większym obrzydzeniem podchodzę do tego filmu i dlatego pierwsze minuty oglądałam z przysłoniętymi oczami. Bo w końcu ileż można patrzeć na to jak ludzie odcinają sobie mięcho, po to aby przeżyć? Jak się jednak okazuje wkrótce mocny jest tylko początek filmu, później także się leje dużo krwi(zresztą jak zawsze), ale już w mniej obrzydliwy sposób, chociaż przyznam, że niektóre posunięcia były mniej ludzkie od innych.
Kiedy dowiedziałam się, że Tobin Bell podpisał kontrakt na kolejne filmy z serii „Piła” zastanawiałam się – „Wtf? Przecież on już nie żyje!”. Ten człowiek jednak pokazuje, że „nie żyć” nie oznacza „być martwym”. Oczywiście za specjalnie nie szaleje w tym filmie, bo jest już raczej u kresu wytrzymałości,ale wciąż jest całkiem przerażający. Costas Mandylor – z kolei, nie podoba mi się. Nigdy mi się nie spodoba. Nową twarzą jest Peter Outerbridge („Zabójczy numer”), którego nigdy nie lubiłam. W tym filmie raczej też mi się nie spodobał, podsumowując go „Ja bym go zabiła!”. W filmie ponownie mogliśmy zobaczyć Shawnee Smith (whyyy?!) oraz Betsy Russell, która okazała się być (w końcu!) kluczowym elementem zemsty Jigsawa. Pozostali? No cóż – niewiele dotrwało do końca.