Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Jennifer (Megan Fox) jest najseksowniejszą laską w szkole. Pomimo tego, że jest cheerleaderką, a co za tym idzie jedną z wredot szkolnych, od piaskownicy przyjaźni się z uroczą kujonką – Needy (Amanda Seyfried). Więź pomiędzy przyjaciółkami coraz bardziej doskwiera chłopakowi Needy – Chipowi (Johnny Simmons), jednakże pewnego wieczoru pozwala swojej ukochanej na wyjście z przyjaciółką na koncert jednego z zespołów, za którymi ona szaleje. Na miejscu dochodzi do tragedii – cały bar staje w płomieniach i wszyscy, którzy się tam znajdują giną. Wszyscy oprócz Jennifer, Needy i ekipy z zespołu. Proponują oni Jennifer podwiezienie i pomimo błagań Needy, Jennifer przyjmuje zaproszenie. Kiedy roztrzęsiona Needy wraca do domu i dzwoni do Chipa jej dom odwiedza poturbowana i zakrwawiona Jen. Jednakże następnego dnia, jak gdyby nigdy nic przychodzi do szkoły cała i zdrowa. Wkrótce w okolicy dochodzi do serii okrutnych zbrodni na chłopakach ze szkoły, a Needy dowiaduje się, że stoi za tym jej najdroższa przyjaciółka, która została opętana przez demona.
Historia jakich wiele. Historia o przyjaźni, ale także i o miłości. Pokazuje jak wiele może wytrzymać przyjaźń z psychopatyczną morderczynią, której zdrowy rozsądek już dawno nie traktowałby jako przyjaciółki. Nie mniej zastanawiające jest to jak fabuła się rozrasta – a właściwie jak tego nie robi. Właściwie od początku można się domyśleć kto odpowiedzialny jest za tą całą przemianę Jennifer. Przyznam, że okazało się być to podejściem dość głupim, ale być może właśnie takie to miało być. Totalną masakrą było wywleczenie lesbijskiego wątku. Przez cały film twórcy dają znać, że coś iskrzy pomiędzy przyjaciółkami, ale z drugiej strony mogłoby być to zbyt śmiałe stwierdzenie. Być może miało to jakiś sens, którego ja nie dostrzegłam. Ogólnie schemat pozostaje ten sam jak przy horrorach pomieszanych z filmami dla nastolatek. Podobnie było w przypadku filmu „Tamara”. Podobny schemat tylko, że z kujonowatej laski zrobiła się sex bomba po opętaniu. A tutaj z sex bomby zrobiła się sex bomba ze straszliwymi zębiskami rozszarpująca ciała lecących na nią kolesi i wypijająca krew z ich rozprutych ciał. No, ale przyznać muszę, że rozpoczęcie i zakończenie tej historii jest dość fascynujące, w szczególności sam koniec, kiedy wszystko widzimy w urywkach – ciekawie zmontowane.
Megan Fox jest uznawana za jedną z najseksowniejszych aktorek. Pomimo tego, że wcześniej pojawiała się już w filmach to jednak dopiero rola w filmie „Transformers” przyniosła jej oczekiwaną sławę i sprawiła, że teraz jest rozchwytywana przez reżyserów. Wydaje się, że rola Jennifer jest jak dla niej stworzona. Idealnie wczuła się w seksowną i jednocześnie złą uczennicę. No, ale mojego entuzjazmu nie podzielają krytycy. Według mnie jest zdecydowanie wiele gorszych aktorek grających gorzej. Jej przeciwieństwem jest Amanda Seyfried, której kariera rozwijała się podobnie. Pierwszym filmem fabularnym w jakim się pojawiła były „Wredne dziewczyny”, jednakże świat bliżej ją poznał kiedy wystąpiła w głośnym musicalu „Mamma Mia!” u boku Meryl Streep i Pierce Brosnana. Tutaj niestety była całkowicie bezbarwna. Najlepszymi scenami z jej udziałem są te, gdy znajduje się w zakładzie zamkniętym i ostatnie sceny. Moje ulubione. Po stronie męskiej w filmie mogliśmy zobaczyć przede wszystkim Adama Brody`ego, J.K. Simmonsa oraz Johnny`ego Simmonsa. 
