NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gary Winick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gary Winick. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 sierpnia 2010

673. Ślubne wojny, reż. Gary Winick

Oryginalny tytuł: Bride Wars
Reżyseria: Gary Winick
Scenariusz: Greg DePaul, June Diane Raphael, Casey Wilson
Zdjęcia: Frederick Elmes
Muzyka: Ed Shearmur
Kraj: USA
Gatunek: Komedia
Premiera światowa: 05 stycznia 2009
Premiera polska: 06 lutego 2009
Obsada: Kate Hudson, Anne Hathaway, Candice Bergen, Steve Howey, Chris Pratt, Bryan Greenberg, Kristen Johnston 


    Jak wiele jest kobiet na świecie, które od dziecka planują swoje śluby. Jak wiele jest takich, które marzą o tym, aby to ich najlepsze przyjaciółki stanęły obok nich na ślubnym kobiercu. A co jeżeli zdarzy się, że Twoja najlepsza przyjaciółka ma mieć ślub tego samego dnia co Ty? Z takim problemem borykają się najlepsze przyjaciółki w produkcji reżyserowanej przez ulubieńca żeńskiej części publiczności Gary`ego Winick`a za magiczną komedię romantyczną „Dziś 13, jutro 30”. 5 lat po sukcesie owego filmu Winick dzięki współpracy z trójką scenarzystów Gregiem DePaul`em („Twarda laska”), June Raphael oraz Caseyem Wilson`em do życia powołane zostały „Ślubne wojny” przedstawiające dwie najważniejsze rzeczy w życiu kobiet- ślub i przyjaźń. 
     Emma jest skromną nauczycielką, która od dziecka przyjaźni się z apodyktyczną prawniczką, Liv. Odkąd tylko się poznały są nierozłączne, wszystko robią razem i wzajemnie się wspierają. Od kiedy były małe marzyły o przepięknym ślubie, który może się odbyć tylko i wyłącznie w Hotelu Plaza i tylko w czerwcu. Kiedy są już dorosłe i kiedy w końcu ich mężczyźni postanawiają im się oświadczyć bez wybierają się do swojej ulubionej organizatorki wesel Marion St. Claire. Fart chce, że akurat są wolne trzy terminy na najbliższy czerwiec w Hotelu Plaza w tym dwa w jednym dniu. Niestety okazuje się, że sekretarka popełnia błąd i zarówno Emmę jak i Liv wpisuje na 6 czerwca. Dziewczyny z początku chcą ubłagać kobietę, która dostała termin 27 czerwca o zamianę. Ta jednak pozostaje nieugięta, Emma i Liv muszą wspólnie podjąć decyzję, która z nich zrezygnuje, gdyż koniecznie każda z nich musi być na ślubie drugiej, a podwójne wesele nie wchodzi w grę. Niestety dziewczyny postanawiają przyjąć inną strategię i za swoimi plecami organizują śluby swoich marzeń, a przy okazji wymyślają różne sposoby na zniszczenie ślubu drugiej. Wydaje się, że ich przyjaźń i silna więź łącząca je od dwudziestu lat odeszła w zapomnienie.
   Takie filmy jak ten jest mi niezwykle trudno oceniać ze względu na to, że nie potrafię być do końca obiektywna. Wiecie jak to ze mną jest. Zawsze podobają mi się filmy o ślubach, ponieważ zawsze staram się wychwycić jakieś fajne pomysły. Dlatego też długo czekałam na ten film i w końcu się doczekałam. Jednakże nie chcę tutaj pisać o samych ślubach, tylko po prostu przekazać swoje odczucia wobec filmu.
    Jedno jest pewne- jest to produkcja zdecydowanie skierowana do kobiet. W końcu to one najbardziej przejmują się ślubami. Jednakże ku mojemu zdziwieniu ślub jest właściwie jedynie tłem dla całej historii. Nie znajdziecie tutaj porad, ani żadnych wskazówek co do tego jak powinien wyglądać ślub lub też jak się do niego przygotować. W sumie to trochę szkoda, ale może to i lepiej. Dzięki temu nie był film przesłodzony, a jedynie pojawiały się niewielkie akcenty ślubne jak wybór sukni, czy wieczór panieński, a skończywszy na samym ślubie. Żałowałam trochę, że bohaterki nie przeglądały stosów zaproszeń, sukien, kwiatów, dekoracji czy tym podobnych, no ale w końcu ten film to nie poradnik ślubny, a coś zupełnie innego. 
    Gdybym miała powiedzieć o czym konkretnie jest ten film to wydaje mi się, że o przyjaźni. W końcu to ona jest jednym z ważniejszych uczuć jakie rządzą w życiu kobiety. Każda kobieta potrzebuje mieć prawdziwą przyjaciółkę, która zawsze będzie przy niej, która jej doradzi, która wesprze i zawsze będzie wiedziała co powiedzieć. Ten film idealnie to przedstawia. Mamy wielką przyjaźń, która momentami razi brakiem uczucia, przynajmniej mnie. Przyjaźń, która może się rozpaść przez najważniejszy dzień w życiu. Z przyjaźnią jest jednakże prawie tak samo jak z miłością- prawdziwa przetrwa wszystko. Każdy może jej pozazdrościć. Dlatego też film mnie poniekąd wzruszył. Z oczywistych powodów. Po takiej dawce emocji to nawet samotniki zapragną mieć w końcu przyjaciela.
    Film jest sklasyfikowany jako komedia romantyczna. No cóż, poniekąd można się z tym zgodzić, ale nie do końca. Humoru co prawda było dużo, a właściwie było dużo scen, które miały potencjał, ale mnie jakoś nie rozbawiły. Najszerzej uśmiechnęłam się chyba jak Liv histeryzowała, że ma niebieskie włosy. Moim zdaniem takie złośliwości nie są zabawne i pewnie dlatego mnie to nie bawiło. Z drugiej strony romans, którego było tutaj jak na lekarstwo. Nie możemy filmu, który opowiada o ślubie od razu sklasyfikować jako film romantyczny, gdyż miłości tam prawie w ogóle nie było. Oświadczyny, ślub, czy to wystarczy na komedię romantyczną? W sumie to może nie odczytałam jej między wierszami, albo po prostu nie dało się jej odczuć, a to niestety o czymś świadczy.

    Dwie moje ulubione aktorki Anne Hathaway i Kate Hudson zagrały swoje najlepsze przyjaciółki. W takich rolach jeszcze ich nie widziałam. Anne wydawała mi się dość sztywna, a momentami nawet sztuczna. Kate natomiast zaskoczyła mnie tym, że zerwała z wizerunkiem słodkiej dziewczyny i stała się dorosła. Jakoś dziwna mi się wydawała, no ale taką najwyraźniej miała rolę. Wydaje mi się, że stworzyły  w sumie całkiem nie najgorszy duet. No, ale w końcu Kate faktycznie przyłożyła Anne w ostatniej scenie. To jest dopiero wczuwanie się w rolę.
    Film oczywiście mi się spodobał, ale jednak za mało było tutaj o ślubach. Za mało było w ogóle jakiegoś uczucia w tym filmie, ponieważ zarówno miłość, jak i przyjaźń nie zostały zbyt dobrze odegrane i pomiędzy postaciami czuło się pewnego rodzaju dystans. Dało się jednak przeżyć, ale jeżeli spodziewacie się typowego filmu o ślubach to lepiej jest obejrzeć „Powiedz tak”. „Ślubne wojny” bowiem bez względu na tytuł mają w sobie mało ze ślubów. 

 

sobota, 25 sierpnia 2007

274. Pajęczyna Charlotty, reż. Gary Winick

 Oryginalny tytuł: Charlotte's Web
Reżyseria: Gary Winick
Scenariusz: Susannah Grant, Karey Kirkpatrick
Zdjęcia: Seamus McGarvey
Muzyka: Danny Elfman
Kraj: USA
Gatunek: Animacja / Obyczajowy / Familijny
Na podstawie: książki Elwyna Brooksa White'a
Premiera światowa: 07 grudnia 2006
Premiera polska: 19 stycznia 2007
Obsada: Dakota Fanning, Dominic Scott Kay, Julia Roberts, Steve Buscemi, John Cleese, Oprah Winfrey, Cedric the Entertainer, Kathy Bates, Reba McEntire, Robert Redford,, Thomas Haden Church, Andre Benjamin, Gary Basaraba, Siobhan Fellon




Historia:

    Fern jest dziewczynką mieszkającą na farmie, która kocha zwierzęta. Gdy pewnego dnia jej  tata chce zabić jednego z prosiaczków, ponieważ jest najsłabszy, Fern obiecuje, że się nim zajmie. Od tamtej pory traktuje go jak przyjaciela i nazywa go Wilbur. Niestety kiedy Wilbur jest już za duży, aby mieszkać z Fern w domu, Fern zmuszona jest oddać go na farmę do wujka Homera. Tam Wilbur poznaje inne zwierzęta i bardzo chce się z nim zaprzyjaźnić, jednak najlepszą przyjaciółką okazuje się być pajęczyca Charlotta. Gdy zwierzęta uzmysławiają mu, że nie dożyje pierwszej gwiazdki, Charlotta obiecuje mu, że nie da go zabić. Za pomocą swojej pajęczyny tworzy słowa, które mają przekonać wujka Homera, że Wilbur nie jest zwykłą świnką.
Plusy:
-    wiejskie klimaty. Zawsze podobały mi się takie filmy na temat wsi, farm i zwierzątek. Pewnie dlatego, że sama mieszkam w mieście :) a wiecie jak to jest, czasami ma się ochotę uciec od tego miejskiego hałasu i odpocząć na łonie natury. Jeżeli ktoś tego potrzebuje to ten film jest dla niego odpowiedni. Działa on bowiem kojąco i uspokajająco ;P
-    niesamowita przyjaźń. W dzisiejszych czasach nie za często spotyka się dzieciaki, które tak bardzo kochałyby zwierzęta, w szczególności te wiejskie. Tutaj mamy Fern, która jest po prostu ubóstwia i są to jej jedyni przyjaciele. Z jednej strony to niezdrowe, ale z drugiej.. podobno zwierzęta potrafią być prawdziwymi przyjaciółmi. Dosyć niezwykła była również przyjaźń między Wilburem i Charlottą. Kto by pomyślał, że świnka polubi pająka :D dosyć to niesamowite :P ale dzięki tej przyjaźni inne zwierzęta zaczęły inaczej postrzegać pająki :) ujrzały ich wewnętrzne piękno. Wilbur powiedział coś co mnie zastanowiło "to, że się mieszka w tym samym miejscu, nie czyni innej osoby naszym przyjacielem". Jakoś tak to szło :) ale było to bardzo głębokie.
-    zwierzęcy humor. Tak niektóre motywy po prostu mnie rozbrajały. Jednym takim była scena, w której Wilbur poznał Charlottę. Powiedziała mu, że ona nie zjada much tylko wysysa im krew. Gdy koń to usłyszał... zemdlał :D hehe :D i to tak fes ;P Innym motywem były kruki i strach na wróble. No myślałam, że padnę. Jeden mówi do drugiego: "siedzimy tu już od kilku godzin, a ten gość ani drgnie". Gdy próbowały go zaatakować ten znienacka się odwrócił i znowu jest spłoszył ;D ale na szczęście szybko przekonały się, że ten straszliwy gość to tylko kawałki materiału, guziki i sianko :) ale pośmiać się można było ;P


  -    efekty. Tutaj efekty są raczej przyziemne :) bardzo efektowne są te napisy w pajęczynie. Nie wiem czy normalny pająk umiałby coś takiego napisać, tzn. no raczej nie ;P jeden tekst mnie powalił "ja do 10 klasy nie umiałam przeliterować słowa 'wspaniały' " tak to było śmieszne ;P Wiem na pewno, że niektóre ze zwierząt były wytworzone komputerowo, np. szczurek czy sama Charlotta, u innych to pewnie tylko mimika twarzy została wyrysowana cyfrowo, ale większość zwierząt na pewno jest prawdziwa :)
-    poruszające i pełne nadziei zakończenie. Przyznam, że łezkę uroniłam tuż przy końcu. Tak mi się smutno zrobiło. Nie mogę wam powiedzieć dlaczego, ale może się domyślacie :) jednak była nadzieja :) gdy zwierzęta opiekowały się małymi pajączkami ;) dziećmi Charlotty, było ich ponad 500 :O niestety wszystkie sobie poszły i zostały tylko 3 :) hyh niewiele ;P to "łiii" tych pająków mnie powalało jak sobie leciały gdzieś tam :D:P
Ulubiona scena:
-    kruki i strach na wróble.
Moja opinia:
    Film bardzo mi się podobał. Był sympatyczny i przyjemnie się go oglądało. Szkoda tylko, że skończył się tak jak się skończył, ale to nieważne :) Szkoda tylko, że nie jest to oryginalny pomysł tylko kolejna ekranizacja :)