
Reżyseria: Gary Winick
Scenariusz: Greg DePaul, June Diane Raphael, Casey Wilson
Zdjęcia: Frederick Elmes
Muzyka: Ed Shearmur
Kraj: USA
Gatunek: Komedia
Premiera światowa: 05 stycznia 2009
Premiera polska: 06 lutego 2009
Obsada: Kate Hudson, Anne Hathaway, Candice Bergen, Steve Howey, Chris Pratt, Bryan Greenberg, Kristen Johnston
Jak wiele jest kobiet na świecie, które od dziecka planują swoje śluby. Jak wiele jest takich, które marzą o tym, aby to ich najlepsze przyjaciółki stanęły obok nich na ślubnym kobiercu. A co jeżeli zdarzy się, że Twoja najlepsza przyjaciółka ma mieć ślub tego samego dnia co Ty? Z takim problemem borykają się najlepsze przyjaciółki w produkcji reżyserowanej przez ulubieńca żeńskiej części publiczności Gary`ego Winick`a za magiczną komedię romantyczną „Dziś 13, jutro 30”. 5 lat po sukcesie owego filmu Winick dzięki współpracy z trójką scenarzystów Gregiem DePaul`em („Twarda laska”), June Raphael oraz Caseyem Wilson`em do życia powołane zostały „Ślubne wojny” przedstawiające dwie najważniejsze rzeczy w życiu kobiet- ślub i przyjaźń.

Takie filmy jak ten jest mi niezwykle trudno oceniać ze względu na to, że nie potrafię być do końca obiektywna. Wiecie jak to ze mną jest. Zawsze podobają mi się filmy o ślubach, ponieważ zawsze staram się wychwycić jakieś fajne pomysły. Dlatego też długo czekałam na ten film i w końcu się doczekałam. Jednakże nie chcę tutaj pisać o samych ślubach, tylko po prostu przekazać swoje odczucia wobec filmu.

Gdybym miała powiedzieć o czym konkretnie jest ten film to wydaje mi się, że o przyjaźni. W końcu to ona jest jednym z ważniejszych uczuć jakie rządzą w życiu kobiety. Każda kobieta potrzebuje mieć prawdziwą przyjaciółkę, która zawsze będzie przy niej, która jej doradzi, która wesprze i zawsze będzie wiedziała co powiedzieć. Ten film idealnie to przedstawia. Mamy wielką przyjaźń, która momentami razi brakiem uczucia, przynajmniej mnie. Przyjaźń, która może się rozpaść przez najważniejszy dzień w życiu. Z przyjaźnią jest jednakże prawie tak samo jak z miłością- prawdziwa przetrwa wszystko. Każdy może jej pozazdrościć. Dlatego też film mnie poniekąd wzruszył. Z oczywistych powodów. Po takiej dawce emocji to nawet samotniki zapragną mieć w końcu przyjaciela.
Film jest sklasyfikowany jako komedia romantyczna. No cóż, poniekąd można się z tym zgodzić, ale nie do końca. Humoru co prawda było dużo, a właściwie było dużo scen, które miały potencjał, ale mnie jakoś nie rozbawiły. Najszerzej uśmiechnęłam się chyba jak Liv histeryzowała, że ma niebieskie włosy. Moim zdaniem takie złośliwości nie są zabawne i pewnie dlatego mnie to nie bawiło. Z drugiej strony romans, którego było tutaj jak na lekarstwo. Nie możemy filmu, który opowiada o ślubie od razu sklasyfikować jako film romantyczny, gdyż miłości tam prawie w ogóle nie było. Oświadczyny, ślub, czy to wystarczy na komedię romantyczną? W sumie to może nie odczytałam jej między wierszami, albo po prostu nie dało się jej odczuć, a to niestety o czymś świadczy.

Film oczywiście mi się spodobał, ale jednak za mało było tutaj o ślubach. Za mało było w ogóle jakiegoś uczucia w tym filmie, ponieważ zarówno miłość, jak i przyjaźń nie zostały zbyt dobrze odegrane i pomiędzy postaciami czuło się pewnego rodzaju dystans. Dało się jednak przeżyć, ale jeżeli spodziewacie się typowego filmu o ślubach to lepiej jest obejrzeć „Powiedz tak”. „Ślubne wojny” bowiem bez względu na tytuł mają w sobie mało ze ślubów.
Tylko, że Ślubne wojny nie są tak denne jak Powiedz tak. Więc już prędzej polecałabym Ślubne wojny... choć też arcydziełem nie jest.
OdpowiedzUsuńno nie wiem.. ja mam odmienne uczucia. bardziej polecałabym Powiedz tak :D
UsuńRacja, średniawy :P A tak się cieszyłam, że dwie fajne aktorki w jednym filmie :D
OdpowiedzUsuń