NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Frankel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą David Frankel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lipca 2017

1229. Dwoje do poprawki, reż. David Frankel

     Kiedy jesteśmy z kimś przez wiele wiele lat, przychodzi taka chwila, gdy zaczyna nam czegoś brakować. Niedoceniani, zaniedbani zaczynamy czuć się nieszczęśliwie. Nie możemy się dogadać i tu z pomocą może przyjść nam terapia, która za oceanem jest popularna, a u nas w Polsce ludzie unikają jej jak ognia. Doświadczenia pewnego trzydziestoletniego małżeństwa stały się podwaliną scenariusza, na podstawie którego David Frankel stworzył film o tytule „Dwoje do poprawki”.

     Kay i Arnold (Meryl Streep, Tommy Lee Jones) żyją ze sobą już ponad trzydzieści lat. Śpią w osobnych sypialniach, a ich poranek co dzień wygląda tak samo. Kay powoli zaczyna mieć dość tej nieustającej monotonni, a kiedy przypadkowo trafia na ofertę intensywnej terapii przygotowywanej przez doktora Felda (Steve Carrell) wydaje całe swoje oszczędności, aby spróbować ulepszyć swoje małżeństwo. Wraz z Arnoldem wyjeżdżają na cały tydzień do Hope Springs i tam pod przewodnictwem Felda pracują nad intymnością w swoim związku.
     Małżeństwo takie jak każde, z problemami takimi jak każde. Brak czułości i ciągła monotonia potrafią ogłupiać i po pewnym czasie są powodem do pytań, czy aby na pewno nadal się kochamy, czy to już tylko przyzwyczajenie. Mężczyznom zazwyczaj odpowiada taki stan rzeczy, to kobiety, tak jak Kay podejmują pierwszy krok, bo to zazwyczaj one czują się zaniedbywane, niekochane i nieatrakcyjne. Wybierają wówczas różne drogi, albo potajemnie szukają szczęścia gdzie indziej, albo odchodzą od mężów, albo, co jest najtrudniejszą z nich, postanawiają pracować nad związkiem. W filmie prezentuje się właśnie tę ostatnią, bo choć bardzo wiele filmów już nie raz podejmował się przeprowadzenia terapii wstrząsowej na widzu, to dopiero „Hope Springs” robi to tak dosadnie. Zdecydowanie spełnia swoje zadanie, bowiem każdy oglądający utożsamia się z parą widzianą na ekranie, tzn. każdy kto choć raz chciał pracować nad związkiem. Dlatego też, nieoczekiwanie dla niektórych, obraz stał się swoistym poradnikiem łóżkowym, a w zasadzie na odbudowanie intymności pomiędzy dwójką kochanków. Wszystko po to, aby móc znaleźć oparcie w swojej drugiej połówce, zmienić to, co wydaje się nie do zmiany. Z innej zaś strony pozwala przełamać pewne bariery, które pojawiają się pomiędzy ludźmi i pomaga im w nawiązaniu dialogu na dotychczas trudne, niekomfortowe.

     Poprzez tematy podejmowane w filmie dochodzi do niekiedy bardzo komicznych sytuacji. Dyskomfort wynikający z nieumiejętności dyskusji o seksie może rozbrajać niektórych widzów, ale trzeba też spojrzeć trzeźwiej na ten problem. Bo choć momentami na usta wypełza nam uśmiech radości, zażenowania, czy też rozbawienia, produkcja ta to przede wszystkim studium ludzkiego związku, w którym ludzie znajdują się o krok od upadku, czy też przełamują wewnętrzne bariery. Pada tu jednak pewne świetne zdanie, które w pewien sposób podsumowuje cały film.
Bardziej zależy Ci na Twojej dumie, czy na nim?”
     Trudno jest się dziwić, że cała terapia odbywa się w takim miejscu jak Hope Springs. Piękne miejsce, pełne uroczych okienniczek i bardzo spokojnych uliczek. Tam nawet w barze nikt Ci krzywdy nie zrobi, a miasteczko pełne jest bardzo romantycznych knajpek, w których zakochani mogą spędzać wspólne wieczory. Nic nie może lepiej wpływać na poprawę relacji niż tak piękne widoki i urocze miejsca. Wraz z nimi gra również muzyka skomponowana przez Floriana Ballhausa, która wspierana jest przecież ciekawe utwory bardziej bądź mniej znanych współczesnych wykonawców. Oddają dramaturgię chwili, innym razem bawią, a momentami podkreślają nastrój. Z jednej strony narzuca nam co mamy czuć, ale z drugiej uwydatnia nasze emocje.
     W dwóch najważniejszych rolach w filmie występują najznakomitsze gwiazdy kina. Rola żeńska przypadła oczywiście Meryl Streep, która wydawała się wyborem oczywistym. Ta kobieta czuje się dobrze w każdej roli, a jej Kay przypomina bardzo wiele podobnych kreacji, jak choćby tej na potrzeby „Mamma Mia!”. Trochę niepodobna do niej jest postać uroczej, trochę onieśmielonej kobiety. Bardziej przypada do gustu, kiedy dysponuje silniejszym i bardziej hardym charakterem. Nie oznacza jednak, że wychodzi to źle, po prostu gubi się w objęciach Tommy Lee Jonesa, który tu jest po prostu nieprawdopodobny. Ignorancja i nieświadomość jego postaci jest rozbrajająca, bowiem nic bardziej nie śmieszy kobiety, gdy ktoś taki jak Arnold myśli, że zwykły pocałunek w policzek każdego dnia naładuje jej akumulatory na tygodnie. Potrafił być jednocześnie romantyczny, ale nie utracił przy tym swojej męskości, co także jest pewną nauką dla każdego mężczyzny zasiadającego do filmu.
     „Dwoje do poprawki” to film, który koniecznie trzeba obejrzeć we dwójkę. Ci, którzy uważają, że produkcja bardzo powierzchownie traktuje o małżeństwie, zupełnie nie zrozumieli o co tutaj w ogóle chodziło. W bardzo inteligentny i niekonwencjonalny sposób ukazuje się seksualność kobiety i jej prawdziwe potrzeby. Nie chodzi tutaj o seks, jak niektórym mogłoby się wydawać, ale o poczucie bycia atrakcyjną i kochaną przez mężczyznę, z którym spędziło się wiele lat. Ponadto bez większych oporów pokazuje sztuczki na urozmaicenie życia, a także udowadnia, że z partnerem można się dobrze bawić w każdym wieku. Wszystko to w przepięknych krajobrazach, wraz z pozytywnie nastrajającą ścieżką dźwiękową i świetną rolą Tommy Lee Jonesa, który ubarwia nam seans.

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: Hope Springs / Reżyseria: David Frankel / Scenariusz: Vanessa Taylor / Zdjęcia: Florian Ballhaus / Muzyka: Theodore Shapiro / Obsada: Meryl Streep, Tommy Lee Jones, Steve Carrell, Jean Smart, Ben Rappaport, Marin Ireland, Patch Darragh, Brett Rice / Kraj: USA / Gatunek: Komedia romantyczna, Dramat
Premiera: 8 sierpnia 2012 (Świat) 14 września 2012 (Polska)

piątek, 10 grudnia 2010

594. Marley i ja, reż. David Frankel

Oryginalny tytuł: Marley & Me
Reżyseria: David Frankel
Scenariusz: Scott Frank, Ron Roos
Zdjęcia: Florian Ballhaus
Muzyka: Theodore Shapiro
Kraj: USA
Gatunek: Komedia obyczajowa
Na podstawie: powieści Johna Grogana "Marley & Me"
Premiera światowa: 25 grudnia 2008
Premiera polska: 30 marca 2009
Obsada: Owen Wilson,  Jennifer Aniston, Eric Dane, Alan Arkin, Haley Bennett


    Każde dziecko chce mieć jakieś zwierzątko. Dla każdego jest to pewnego rodzaju wyzwanie, które pomaga przystosować się do nowych obowiązków. Nic więc dziwnego, że dwójka naszych bohaterów funduje sobie psa. Gdy nauczą się opiekować psem, z dziećmi nie będą mieli problemów. Nie zdają sobie jednak sprawy z tego jakie poważne problemy to za sobą pociągnie. Jest to autentyczna historia spisana przez Johna Grogana- amerykańskiego dziennikarza, którego książka „Marley & Me” opowiada historię jego własnego psa. Na podstawie książki powstał film fabularny reżyserii Davida Frankela („Diabeł ubiera się u Prady”), który bił rekordy popularności w amerykańskich kinach. 
    Jenny i John  (Jennifer Aniston, Owen Wilson) to młode małżeństwo, które prowadzi radosne życie. Przeprowadzają się do słonecznej części kraju i oboje chcą mieć dzieci. Są jednak pełni obaw czy sobie poradzą, w związku z czym postanawiają się do tego odpowiednio przygotować. Dlatego też John kupuje Jenny uroczego Labradora, którego nazywają Marley. Okazuje się jednak, że Marley nie jest zwykłym psem. Jest bardzo żywiołowy, wszystko zjada, a w dodatku trudno jest go okiełznać. Sąsiedzi się go boją i nawet treser psów nie potrafi sobie z nim poradzić. Jenny i John starają się jednak tym nie przejmować, gdyż John dostaje własną rubrykę w gazecie, w której pracuje dzięki czemu gazeta zwiększa obroty. Po pewnym czasie John i Jenny postanawiają postarać się o dziecko. Kiedy za pierwszym razem się nie udaje nie zniechęcają się i już wkrótce cieszą się swoim dzieckiem. Na szczęście Marley dobrze znosi towarzystwo malucha. Gdy pojawia się kolejne dziecko rodzina zaczyna przechodzić poważny kryzys, którego ukojeniem zdaje się być uroczy pies.
    Jakoś trudno było mi się zabrać do tego filmu, ale kiedy w jednej z głównych ról występuje pies trudno jest mi się jakoś oprzeć. W szczególności, że zwierzęta najlepiej wypadają w roli komików. Film zapowiadał się także dość sympatycznie, więc stwierdziłam „dlaczego nie?”. Większości rzeczy się spodziewałam. Inne sceny najchętniej bym usunęła, ponieważ tylko niepotrzebnie przedłużają film. Spodziewałam się także jakie będzie zakończenie tego filmu, bo jak inaczej mogłaby się skończyć ta historia. No w sumie, gdyby skończyła się inaczej go Grogan nie napisałby tej książki.
    Jednym z atutów filmu jest humor. Co prawda nie można powiedzieć, że podczas oglądania można było boki zrywać ze śmiechu. To nie ten typ filmu. Oczywiście zabawnie było kiedy Marley buszował po domu. Jak zjadał podłogę, ścianę, czy też kanapę. Podobały mi się także jego reakcje na burzę. To jak wskoczył Johnowi na kolana podczas jednej z nich totalnie mnie rozbroiło, ale z drugiej strony wcale mnie to nie dziwi. Najbardziej uśmiałam się chyba przy scenie, w której John jedzie obejrzeć nowy dom wraz z dzieckiem i Marleyem, a ten od razu wskakuje do basenu za domem. Tak, wiele było podobnych scen, w których główną rolę odgrywał Marley, ale to w sumie dobrze, w końcu o tym psie jest ten film. Przecież każdy pies na swój sposób jest uroczy.
    Cieszę się także, że to właśnie pies był bohaterem tej historii. Dzięki temu można trochę się utożsamić z głównymi bohaterami, bo w sumie to mnóstwo ludzi ma psy w dzisiejszych czasach. Sama także mam jednego. Wiem jak to jest cierpieć kiedy pies, najbliższy przyjaciel, zaczyna chorować. W filmie towarzyszyły temu wszystkiemu także problemy, które się nawarstwiały przez dzikie zachowanie Marleya. No, ale w sumie jak ktoś jest z niemowlakiem 24 godziny na dobę i nie ma nawet chwili odpoczynku, bo gdy tylko dziecko zaśnie, a Marley znowu coś przyuważy i zaczyna szczekać, to wiadomo, że za długo niemowlak sobie nie pośpi, a przy tym my także nie pośpimy i jesteśmy wiecznie wykończeni. No, a jak jesteśmy zmęczeni to kończy się to tym, że wszystko nam przeszkadza, nawet nasz ukochany pies, który w tym filmie faktycznie pokazał jak prawdziwym jest przyjacielem. Groganowie wiele wycierpieli. Ich miłość niejednokrotnie była wystawiana na próbę, ale wszystkie przeszli oni znakomicie. Podobała mi się ta rodzinna atmosfera, która za tym wszystkim szła. To jak wszyscy potrafili docenić to co robił dla nich, jak przy nich był. Był prawdziwym członkiem ich rodziny, zresztą chyba każdego psa traktuje się podobnie.
    W filmie główną rolę odegrał oczywiście pies. Chociaż wraz z biegiem wydarzeń jego rola spadła na dalszy plan ustępując miejsca Jennifer Aniston oraz Owenowi Wilsonowi. Odnoszę dziwne wrażenie, że od kiedy Jennifer opuściła „Przyjaciół” przestała się rozwijać. W „Przyjaciołach” zawsze była zabawna, robiła zabawne miny i gesty. Brakuje mi tego. Teraz jest jakaś taka bez życia i widać to niestety w tym filmie. Nie wiem czy to rozstanie z Bradem ją tak przybiło czy co, ale no wyssano z niej energię. Owen Wilson natomiast wcale nie był lepszy, tzn. no może trochę był, ale także jakoś nie powalał swoim aktorstwem w tym filmie. Wciąż nie potrafię się do niego przekonać. Może w przyszłości. Całokształt obsady i gry oceniam jednak całkiem dobrze. Zawsze przecież mogło być gorzej, co nie pozwoliłoby nam na dotarcie do końca filmu.
    „Marley i Ja” to zdecydowanie bardzo przyjemny film dla całej rodziny. Film o miłości i uczuciu jakie rodzina żywi w stosunku do swojego zwierzątka. Historia, co prawda, bardzo przewrotna, no ale w końcu napisana została ona przez samo życie, a takie historie zawsze są najlepsze. Nie żałuję czasu poświęconego na ten film. Można było sobie popłakać, albo po ryczeć tak jak ja to zrobiłam, a czego się nie spodziewałam. Dlatego ostrzegam, że jest taki motyw. Uważam, że warto obejrzeć taki filmy, ponieważ zdecydowanie wyróżnia się na tle innych filmów, pomimo swojej schematyczności.