NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Córka żywiołu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Córka żywiołu. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 stycznia 2014

Książka #298. Cień żywiołu, aut. Leigh Fallon


Tytuł oryginalny: Shadow of the Mark
Seria: Córka żywiołu #2
Gatunek: fantasy
Rok wydania: 2013 (Świat), 2013 (Polska)
Tłumaczenie: Maria Smulewska
ISBN 978-83-64297-05-2
Ilość stron: 272    Format: 120x190mm


    Przed autorami z całego świata mega wyzwanie. Coraz trudniej jest im się wyróżnić spośród nawału książek, które nam ofiarują. Świat książki przeszedł już chyba wszelkie możliwe trendy, ale i tak najczęściej powraca się do romansów paranormalnych dla młodzieży. Kiedy prawie 3 lata temu Leigh Fallon rozpoczynała przygodę z bohaterami „Córki żywiołu”pewnie nie spodziewała się, że tematyka fantastyczno-romantyczna tak szybko się wypali. Jednakże dzięki swoim irlandzkim korzeniom udało jej się rozruszać trochę literaturę i kontynuować niezapomnianą przygodę z żywiołami w tomie „Cień żywiołu”.
     Meg odkryła, że jest jednym z żywiołowych dziedziców- Naznaczoną. Choć ceremonia pogodzenia się ze swoim przeznaczeniem jest coraz bliżej, a cała Rada wciąż uważa, że jej związek z innym naznaczonym- Adamem, sprowadzi zagładę całego świata, to i tak starają się prowadzić względnie normalne życie, w których nie brak czasu na przyjaciół i naukę. Jednakże coraz bardziej intymne relacje z Adamem, a także dziwny pociąg do Riana sprawiają, że dziewczyna zaczyna się obawiać się swoich mocy. W szczególności, że sprawy zaczynają wynikać się spod kontroli, a Zakon przywraca do działania tajemniczych Rycerzy. To czas, kiedy dotychczasowi wrogowie stają się przyjaciółmi, a najbliżsi okazują się być zdrajcami.
     Książki takie, jak te od Leigh Fallon mają w sobie niesamowitą moc. I to nie tylko dlatego, że ich fabuła kręci się wokół nadnaturalnych postaci obdarzonych super zdolnościami. Duży wpływ ma na to również i sposób w jaki autorka buduje otoczenie. W „Cień żywiołu”jest ono całkowicie zwyczajne, bo w zasadzie akcja mogłaby toczyć się na podwórku każdego z nas. Oczywiście, że mieszkamy w Irlandii. Choć krajobrazy nie są namacalne, to z kartek powieści da się wyczuć ten klimat. Tym razem najwięcej atrakcji wzbudza wyprawa naszych bohaterów w pogoni za dziewczyną. Niemalże czuć te małe leśne stworzonka, mech pod stopami i chłód każdej skały. Tworzy to świetny nastrój, no ale nie ma się co dziwić skoro autorka pochodzi z kraju zielonych koniczynek. Postaciom też udało się rozwinąć w bardzo dobrym kierunku, stają się jeszcze bardziej realistyczne. Autorka skupiła się o wiele bardziej na relacji Meg i Adama, ale nie zaniedbała ich najbliższych. Petra przestała być jedynie niewidzialną kobietą- zyskała charakteru i od razu każdy czytelnik ją zauważa. Powiewem świeżości jest także jedna nowa postać- tajemnicza Chloe, dość niepozorna, ale okazuje się, że konkretna i bardzo odważna dziewczyna. Świetnie sprawdza się zarówno w roli przyjaciółki, jak i obrończyni oraz kochanki. Wszystko do siebie pasuje, o dziwo.
     Fabuła jest jednakże dość sztampowa. Trzyma się schematu dominującego w owym gatunku, ale staje się o wiele bardziej agresywna niżeli „Córka żywiołu”. Był to zaledwie przedsmak tego, co dzieje się teraz. Zaskoczenie przeplata się z najmocniejszymi emocjami. W jednej chwili cieszymy się z porywającego związku Meg i Adama, a za chwilę płaczemy z powodu najrozmaitszych tragedii, które się tu dzieją. Zdrady, kłamstwa i intrygi to zaledwie małe cząstki tego całego bajzlu serwowanego przez autorkę. Tłamsi nas tym niezmiernie nie dając ani chwili odpoczynku dla naszych emocji. Oczywiście, momentami bywa banalnie, w szczególności, gdy dialogi trafić mają do młodych nastolatków, ale jest to idealna lektura na wyluzowanie się. Mamy tutaj nie tylko elementy magii, ale również i grozy, wobec czego książka trzyma w napięciu do ostatnich chwil, kiedy to pokazują się starzy wrogowie, albo na jaw wychodzą tajemnice skrywane w najmroczniejszych zakamarkach od stuleci. To potrafi zaintrygować, a autorka tak sprawnie wyrzuca z rękawa kolejne powody do zaskoczeń, że w pewnym momencie traci się już rachubę. Na szczęście drugi tom kończy się w jakimś konkretnym momencie. Nie ma jakiegoś wielkiego zawieszenia w akcji, choć trzeba przyznać, że finał uderza prosto w serce!
    Drugi tom z serii o „Córce żywiołu”wydaje się być bardziej żywiołowy od tego pierwszego. Autorka nie boi się skrzywdzić znaczących bohaterów, a także wprowadzić taki element zaskoczenia, że czytelnik aż z fotela spadnie. Momentami bywa zabawnie, ale innym razem krew zmrozi nam się w żyłach. Dzięki bardzo dobrym postaciom udało się utrzymać wszystko w ryzach, ale przede wszystkim nie sposób było się tu nudzić. Z pewnością lektura ma swój niepowtarzalny klimat, ciężko jest znaleźć coś podobnego w dzisiejszej literaturze młodzieżowej. Choć jest to typowy romans z intrygą i tajemniczym dziedzictwem w tle, to jednak oferuje coś znacznie więcej- możliwość zapoznania się z kulturą tak pięknego kraju jak Irlandia.

Ocena: 5/6

Recenzja dla portalu IRKA!
irka.com.pl

sobota, 2 listopada 2013

Książka #288. Córka żywiołu, aut. Leigh Fallon

Tytuł oryginalny: Carrier of the Mark
Seria: Córka żywiołu #1
Gatunek: romans, fantasy
Wydawca: Galeria Książki
Rok wydania: 2011 (Świat), 2011 (Polska)
Tłumaczenie: Maria Smulewska-Dziadosz
ISBN 978-83-62170-32-6
Ilość stron: 360    Format: 120x190 mm

     Z bardzo romantycznych klimatów amerykańskich młodzieżówek całkowicie zmieniamy kraj, zmieniamy kontynent. Choć Leigh Fallon, tak naprawdę, przyszła na świat w Afryce Południowej, to jednak przez większość swojego życia mieszkała w Irlandii. Nic więc dziwnego, że to właśnie tam przenosi nas wraz ze swoim debiutem literackim o tytule „Córka żywiołu”. Szkoda tylko, że nie daje nam poczuć więcej irlandzkiego klimatu w tym utworze.

     Megan to zwyczajna nastolatka wyrwana ze swojej ukochanej Ameryki, aby przenieść się do ojca mieszkającego w urokliwej Irlandii. Wbrew wszelkim obawom dziewczyna szybko odnajduje wspólny język z rówieśnikami. Zaskarbia sobie wielu przyjaciół, a nawet nawiązuje bliższy kontakt ze szkolnym super przystojniakiem imieniem Adam. Ta dwójka zdecydowanie ma się ku sobie, ale po tym, jak Meg poznaje prawdę o swoim przeznaczeniu nie jest już pewna, czy to ich prawdziwe uczucia, czy też przyciąganie żywiołów. Jedno jest pewne, ich życie zmieni się diametralnie, ale miłość, która ich łączy może zagrażać całemu światu.
     Czyta sobie człowiek książkę, tak bardzo podobną do wszystkich innych młodzieżówek, z którymi przyszło mu się zetknąć i wydaje mu się, że na tych trzystu stronicach nie wydarzy się już nic fascynującego. Jest sobie zawsze jakaś szara postać, nic nieznacząca w małym światku, do którego trafia. Bardzo sympatyczna jednak, więc szybko zbiera grono przyjaciel. Jest także i on, ten tajemniczy i oczywiście przystojny- tym razem z irlandzkim akcentem! No i jak zawsze schemat pod tytułem „chcę, ale mogę”, który o dziwo tym razem nabiera bardziej globalnego znaczenia. Nie mogę, bo zabiję cały świat- przynajmniej według jakichś pomarszczonych staruszków. Niby nic nowego, bo ciężko w tym doszukiwać się jakiejś innowacyjności. Zmienia się tu jedynie sceneria i problem, który połączy dwójkę ludzi. Co za problem? Ano są to potomkowie starożytnej bogini, którzy dysponują czterema żywiołami. Dzięki temu mogą wyczyniać najrozmaitsze efekciarskie sztuczki, jak lewitacja, zabawa z naturą, podpalanie, czy zwyczajnie oddychanie pod wodą. Niebywałe, bo zakrawa o supermoce X-menów, więc grupa Meg mogłaby się spokojnie zgłosić do Xaviera. Opowieść zdecydowanie nabiera tempa przy samym końcu- co również nie jest niczym nowym, aby dać eksplozję wszelkich emocji, a także objawienie nowych zdolności. Trzeba przyznać, że ostatnie strony porywają i pożałować można, że cała książka nie jest tak wciągająca.
     Z pewnością na plus przemawia tutaj sceneria. Niestety, nie możemy wczuć się za bardzo w ten irlandzki klimat, a szkoda. Za mało tu jednak tych opisów, które mogłyby porwać nas na te przepiękne wrzosowiska i wzgórza Irlandii. Zdecydowanie chce się czegoś więcej, bo tak to zalatywałoby amerykańską nijakością, od której z tak wielką energią udało się uciec. Bohaterowie są dość nijacy, o dziwo pierwszoplanowi oddają siłę swojego charakteru postaciom pobocznym, choć to właśnie na nich powinna skupiać się uwaga czytelnika. A tak to bardziej sympatyzujemy za Caitlin, czy Fionnem niżeli z Meg, czy Adamem. Autorka mogła bardziej tutaj poszaleć a nie tak powierzchownie potraktować bohaterów, którzy mają być podstawą do kilkutomowej historii.
     „Córka żywiołu”to jedna z wielu powieści, jakich teraz pełno. Powiela utarte schematy i w żaden ze sposobów nie próbuje się ponad nie wybić. Nie zaskakuje w niczym, bowiem bohaterowie czynią dokładnie to, czego można się po nich spodziewać. Jedynie co urzeka to zaglądający przez okno klimat przepięknej Irlandii i naprawdę porywająca historia, która wzbogacona o silniejsze charaktery mogłaby nabrać mocy i być nawet idealną lekturą dla młodzieży. Niestety, pozostaje jedynie czymś w pozmierzchowym gatunku, który zaczyna się robić nużący. Jednakże, bez względu na wszystko, przyjemnie się czyta i pochłania bez końca.
Ocena: 3/6