Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny
tytuł: The Guilt Trip
Oryginalny tytuł: Step up
Kariera apodyktycznej
szefowej jednej z amerykańskich firm – Margaret Tate, wisi na włosku
kiedy to dowiaduje się od swoich szefów, że wygasa jej wiza w
efekcie czego zostanie deportowana do rodzinnej Kanady. Margaret nie ma
zamiaru jednak tak łatwo odpuścić, dlatego też szybko znajduje
rozwiązanie, nie do końca przemyślane. Przedstawia szefom swojego
narzeczonego – Andrew Paxtona, który tak naprawdę jest jej asystentem od 3
lat. Andrew zgadza się na układ tylko pod warunkiem, że dostanie awans i
zostanie redaktorem. Narzeczeni muszą być bardzo uważni, gdyż jeden z
pracowników urzędu imigracyjnego – Gilbertson zrobi wszystko, aby
udowodnić, że ich narzeczeństwo jest jedną wielką farsą. Zanim jednak do
tego dojdzie Margaret wraz z Andrew wyjeżdża w jego rodzinne strony na
Alaskę na urodziny jego babki. Tam poznaje całą rodzinę, która bardzo
ciepło ją przyjmuje, co dla niej samej jest szokiem. Nikt nie przewiduje,
że pod całym tym udawaniem miłości mogą rodzić się prawdziwe uczucia.
W światowej
gospodarce może i panuje wielki kryzys (chociaż ostatnio podobno zaczyna
się ożywienie gospodarcze), jednakże twórcy przeżywają chyba
prawdziwy„renesans”. Naprawdę coraz częściej przypadają do gustu.
Wspaniałym przykładem jest „Narzeczony mimo woli”, który naprawdę bawi
widza. Mogłabym wymieniać tutaj niezliczoną liczbę humorystycznych scen,
które sprawiają, że człowiek się śmieje i śmieje. Wyjawię jednakże tylko
te, które mnie rozśmieszyły najbardziej. Oczywiście na pierwszym miejscu
jest scena spotkania nagich ciał Margaret oraz Andrew. Takich rzeczy nie
ogląda się w każdym filmie, a jednakże można było przestawić to w
niesamowicie zabawny sposób. Drugą sceną z kolei jest scena walki
Margaret z orłem o puchatego białego psiaka (który jest niesamowicie
uroczy – BTW). Ta scena jest o tyle fajna, że towarzyszyły mi przy niej
niezliczone emocje. Krzyczę więc: „Rzuć w niego telefonem, głupia!”, na
co mój mężczyzna: „Przecież właśnie w niego rzuciła!” , „Acha. Nie
zauważyłam ;P”. No co ja więcej mogę jak twórcy chcą robić krzywdę
zwierzakowi. W ogóle to jakim prawem ten orzeł atakował tego psa. Nie
rozumiem tego motywu, no ale już go nie zrozumiem. Bardzo podobała mi się
także atmosfera w pracy u Margaret.Właściwie nie tyle atmosfera, co
sama solidarność pracowników, a także ich tempo.
Z początku
wydawało mi się, że obsadzenie w głównej roli męskiej Ryana
Reynoldsa nie było zbyt trafną decyzją. W sumie to nadal mam w związku z
tym mieszane uczucia. Wydaje mi się jednak, że bardzo dobrze sobie z nią
poradził. Był zabawny i nawet przekonujący. Jednakże i tak widzę w tej
roli kogoś zupełnie innego – o innym temperamencie. Jego szefową zagrała
Sandra Bullock. Kobieta,którą bardzo sobie cenię nie tylko za grę
aktorską, ale też za jej ogromne serce. Jest wspaniałą kobietą dlatego
też wizerunek straszliwej szefowej,której wszyscy się boją był według
mnie nie trafiony. W szczególności, że Sandra trochę zepsuła tą postać.
Nie potrafiła do końca oddać tego zachowania.Oczywiście ubrania, wyraz
twarzy i zachowanie, ale jednak dało się pod tym dostrzec prawdziwą
Sandrę. Z pewnością poczuła ulgę kiedy jej postać w końcu mogła się
otworzyć. Najbardziej w filmie podobała mi się natomiast babcia
w wykonaniu Betty White. Jest naprawdę fantastyczna. Nie tylko dlatego,
że jest typową babuszką, ale też i dlatego, że jest niesamowicie zabawna
(nigdy nie zapomnę jej zawału). W filmie mogliśmy także zobaczyć Malin
Akerman w roli byłej narzeczonej- Gertrudy, a także Mary Steenburgen i
Craiga T. Nelsona jako rodziców Andrew -Grace i Joe Paxtonów.