NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anne Fletcher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anne Fletcher. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

1065. Mama i ja, reż. Anne Fletcher

Oryginalny tytuł: The Guilt Trip
Reżyseria: Anne Fletcher
Scenariusz: Dan Fogelman
Zdjęcia: Oliver Stapleton
Muzyka: Christophe Beck
Kraj: USA
Gatunek: Komedia
Premiera: 19 grudnia 2012 (Świat) 08 marca 2013 (Polska)
Obsada: Barbra Streisand, Seth Rogen, Colin Hanks, Yvonne Strahovski, Adam Scott, Brett Cullen, Dale Dickey, Kathy Najimy, Miriam Margolyes

    Amerykanie mają to do siebie, że bardzo często wybierają się w kilkudniowe wycieczki samochodami, aby przejechać z jednego na drugi koniec kraju. Rzadko kiedy zdarza im się powtarzać te pomyłki w dorosłym wieku i to w dodatku z nadopiekuńczą matką. Anne Fletcher, która stworzyła takie świetne filmy, jak „Narzeczony mimo woli”, czy „Step up- taniec zmysłów” teraz opowiada ciepłą historię o rodzinnych więziach i nadziejach w najnowszej produkcji o podróży przez cały kraj- „Mama i ja”.

piątek, 26 listopada 2010

187. Step up- Taniec zmysłów, reż. Anne Fletcher

Oryginalny tytuł: Step up
Reżyseria: Anne Fletcher
Scenariusz: Duane Adler, Melissa Rosenberg
Zdjęcia: Michael Seresin
Muzyka: Aaron Zigman
Kraj: USA
Gatunek: Melodramat, Muzyczny
Premiera światowa: 11 sierpnia 2006
Premiera polska: 01 września 2006
Obsada: Channing Tatum, Jenna Dewan, Drew Sidor, Mario, Damaine Radcliff, De'Shawn Washington, Rachel Griffiths

    Tyler wraz z przyjaciółmi dewastuje scenę w Akademii Artystycznej. Zostaje złapany tylko on. Za karę dostaje 200 godzin pracy społecznej w tej właśnie Akademii. Dostrzega tam Norę, która przygotowuje się do swojego pokazu dyplomowego. W pewnym momencie sam dostaje szansę pokazać swój talent taneczny, gdy partner Nory doznaje kontuzji. Tyler początkowo ma zastępować go tylko na próbach jednak, gdy okazuje się, że kontuzja daje mu się we znaki, Tyler występuje również na pokazie, który jest dla niego szansą dostania się na Akademię.
    Wiem, że miałam opisać inny film, no ale byłam w kinie właśnie na tym i postanowiłam od razu się tym z wami podzielić :)
    Chorowałam na ten film od czasu, gdy zobaczyłam pierwszy zwiastun w TV :P no i w końcu doczekałam się i go obejrzałam i to w kinie.
    Zacznę jak zawsze od tytułu. Nie rozumiem w sumie czemu jest taki tytuł, tzn. chodzi mi o drugą część tytułu. Pierwsza część pojawia się w jednej z piosenek i podczas początkowych treningów Tylera z Norą. A taniec zmysłów? jak dla mnie taniec to taniec, no tak tylko, że w tym filmie było to takie... niesztywne :D
    W filmie jest kilka mocnych stron. Jedną z nich są układy taneczne, które według mnie są zniewalające. Z zachwytem patrzyłam na każdy kolejny układ. Najbardziej poruszyło mnie jak tańczyli w klubie, gdzie Tyler spotkał Norę. W pewnym momencie to sama miałam ochotę wstać i zacząć tańczyć. Dla zainteresowanych piosenka, która wtedy tam leciała to "Til the dawn" w wykonaniu Drew Sidora. Na soundtracku jest inna wersja niż w filmie, w filmie była... bardziej porywcza :D Innym fragmentem tanecznym, który mi się podobał to był oczywiście koniec. Myślałam, że się rozpłaczę jak zobaczyłam ten pokaz taneczny. Po prostu aż mi dech zaparło :)
    Drugą mocną stroną filmu jest oczywiście muzyka. Jest to takie jakby połączenie klasyki z rytmami R`n`B. Tak jak na początku. Widzimy tutaj kontrast. Lekcje baletu, a za chwilę jakiś hiphopowców na ulicy. I wbija ta muza :D najpierw wolniej a potem z całą swoją pasją :) jest to naprawdę niesamowite, już o tamtej chwili wiedziałam, że spodoba mi się ten film :) A ta muzyka to Petey Pablo z piosenką "Show tha money" teraz tak się zastanawiam czy to jest aby ta piosenka z początku hmm... no nic trzeba po prostu zobaczyć raz jeszcze i się upewnić :P wiem tylko, że jest świetna :) W filmie jest wiele różnych przeróżnych świetnych kawałków muzycznych i to właściwie również same podkłady muzyczne. Jest to po prostu piękne. Mnie jeszcze spodobał się utworek, gdy Nora tańczyła z Tylerem już tak lepiej troszku :P była to Samantha Jade z piosenką "Step up". Dobra nagadałam wam trochę o muzyce :D polecam wam ją do ściągnięcia :P
    Teraz przydałoby się troszku o samym filmie, fabule i w ogóle. Ogólnie film był bardzo ciekawy, miał sceny napięcia, sceny radości oraz sceny dramatyczne w tym ta jedna tragiczna. Oczywiście ja ją przewidziałam, bo to było oczywiste, że tak się stanie niestety. Nie wiem czy ktoś będzie wiedział o co chodzi, więc powiem więcej, że jest to w tej scenie, gdy Chudy przychodzi na imprezę, na której miało go nie być. No i potem robi pewną rzecz...
Ktoś tam pisał, że film jest schematyczny. W sumie to jest zaprzeczać nie będę. Zakończenie ma tak jakby z Honey i z W rytmie Hip Hopu. Takie taneczne. Poza tym wątek miłosny tak jak to było w W rytmie Hip Hopu, tyle, że z niewielkimi zmianami. No i tak to chyba tyle jeśli chodzi o schematy w filmach tanecznych. To nie jest ważne, bo film tak czy inaczej jest ciekawy i każdego zainteresuje. Skąd ta moja pewność? Ponieważ mój chłopak nie lubi takich filmów, a ten mu się spodobał. Więc coś w tym musi być :D
    Nie jestem w stanie określić co myślę o obsadzie tego filmu. Channing Tatum był według mnie świetny, ale jakoś tak hmm... no nie urzekł mnie za specjalnie, chociaż tańczył wspaniale. To samo jest z Jenną Dewan grającą Norę. Tańczyła przepięknie, ale w normalnych gadanych scenach wydawała się trochę sztuczna. Tak na marginesie to Jenna grała Tamarę w horrorze o takim tytule :P W filmie wystąpiła również sama Drew Sidora, która śpiewa również do tego filmu. Zagrała ona przyjaciółkę Nory, Lucy. Ich przyjaciela Milesa zagrała również gwiazda muzyki, Mario. Poradził sobie rewelacyjnie, aż w szoku byłam :) W roli pani dyrektor wystąpiła Rachel Griffiths, o której już kiedyś wspomniałam przy "Dwa w jednym". Chudego zagrał De'Shawn Washington. Mały był naprawdę uroczy :D Tak też widzicie, że są gwiazdy tego filmu aktorskie i taneczne więc mam mieszane uczucia zdeczka :D
    Uwielbiam filmy taneczne, a ten trafia do moich ulubionych. Kocham ten film i polecam go wszystkim.


wtorek, 3 sierpnia 2010

667. Narzeczony mimo woli, reż. Anne Fletcher

Oryginalny tytuł: The Proposal
Reżyseria: Anne Fletcher 
Scenariusz: Pete Chiarelli 
Zdjęcia: Oliver Stapleton 
Muzyka: Aaron Zigman 
Kraj: USA  
Gatunek: Komedia romantyczna 
Premiera światowa: 01 czerwca 2009 
Premiera polska: 19 czerwca 2009 
Obsada: Sandra Bullock, Ryan Reynolds, Mary Steenburgen, Craig T. Nelson, Betty White, Malin Akerman

    Co się zdarzy kiedy piękna bizneswoman odnosząca sukcesy będzie zmuszona opuścić nagle kraj? A co jeżeli wpadnie na genialny pomysł i przy wykorzystaniu swojej pozycji zmusi jednego z pracowników do poślubienia jej? Kogoś z takim tupetem zaprezentował nam najnowszy film Anne Fletcher („Step up”, „27 sukienek”) o wszystko mówiącym tytule „Narzeczony mimo woli”. Podsumować mogę ją jednym zdaniem „Najlepsza komedia romantyczna jaką miałam okazję ostatnio oglądać”. 
    Kariera apodyktycznej szefowej jednej z amerykańskich firm – Margaret Tate, wisi na włosku kiedy to dowiaduje się od swoich szefów, że wygasa jej wiza w efekcie czego zostanie deportowana do rodzinnej Kanady. Margaret nie ma zamiaru jednak tak łatwo odpuścić, dlatego też szybko znajduje rozwiązanie, nie do końca przemyślane. Przedstawia szefom swojego narzeczonego – Andrew Paxtona, który tak naprawdę jest jej asystentem od 3 lat. Andrew zgadza się na układ tylko pod warunkiem, że dostanie awans i zostanie redaktorem. Narzeczeni muszą być bardzo uważni, gdyż jeden z pracowników urzędu imigracyjnego – Gilbertson zrobi wszystko, aby udowodnić, że ich narzeczeństwo jest jedną wielką farsą. Zanim jednak do tego dojdzie Margaret wraz z Andrew wyjeżdża w jego rodzinne strony na Alaskę na urodziny jego babki. Tam poznaje całą rodzinę, która bardzo ciepło ją przyjmuje, co dla niej samej jest szokiem. Nikt nie przewiduje, że pod całym tym udawaniem miłości mogą rodzić się prawdziwe uczucia.  
    Komedie romantyczne zawsze dzielą widzów na tych, którzy film pokochali oraz tych co nie obejrzą go już nigdy więcej. Wszystko zależy od punktu widzenia. Albo komuś przejadła się ciągła schematyczność tego typu filmów, albo po prostu nie poczuł tego czegoś co poczuć powinien. Prawda jest taka, że ten film to typowa powtórka z rozrywki. Przecież motyw deportacji był poruszany wielokrotnie. Wszystko to zostało przedstawione jednakże w nowej formie, która mnie osobiście bardzo przypadła do gustu. Początkowo dość sztywny, nie mniej jednak wyjątkowo zabawny film, przeradza się w wiejską – jeszcze zabawniejszą, sielankę. Czegoż chcieć więcej? A no tylko miłości, której tutaj także nie brakuje.
    W światowej gospodarce może i panuje wielki kryzys (chociaż ostatnio podobno zaczyna się ożywienie gospodarcze), jednakże twórcy przeżywają chyba prawdziwy„renesans”. Naprawdę coraz częściej przypadają do gustu. Wspaniałym przykładem jest „Narzeczony mimo woli”, który naprawdę bawi widza. Mogłabym wymieniać tutaj niezliczoną liczbę humorystycznych scen, które sprawiają, że człowiek się śmieje i śmieje. Wyjawię jednakże tylko te, które mnie rozśmieszyły najbardziej. Oczywiście na pierwszym miejscu jest scena spotkania nagich ciał Margaret oraz Andrew. Takich rzeczy nie ogląda się w każdym filmie, a jednakże można było przestawić to w niesamowicie zabawny sposób. Drugą sceną z kolei jest scena walki Margaret z orłem o puchatego białego psiaka (który jest niesamowicie uroczy – BTW). Ta scena jest o tyle fajna, że towarzyszyły mi przy niej niezliczone emocje. Krzyczę więc: „Rzuć w niego telefonem, głupia!”, na co mój mężczyzna: „Przecież właśnie w niego rzuciła!” , „Acha. Nie zauważyłam ;P”. No co ja więcej mogę jak twórcy chcą robić krzywdę zwierzakowi. W ogóle to jakim prawem ten orzeł atakował tego psa. Nie rozumiem tego motywu, no ale już go nie zrozumiem. Bardzo podobała mi się także atmosfera w pracy u Margaret.Właściwie nie tyle atmosfera, co sama solidarność pracowników, a także ich tempo.
    Czymże byłby ten film, gdyby nie przewidywalne iskrzenie między dwójką bohaterów. Oczywiście, tego zawsze się można spodziewać, ale był taki moment, że się zawahałam. Może to być dla niektórych dość podbudowujące, „skoro jemu się udało to czemu ja ma mnie poderwać szefa?”. No, ale przecież tutaj chodziło tylko o interesy. Na szczęście później zaczęło się robić bardzo romantycznie. Był nawet jeden moment, w którym się bardzo wzruszyłam ciepłem jakie Andrew okazał Margaret. Nic więc dziwnego, że takie filmy oglądamy z przyjemnością – mniejszą lub większą,i zawsze będziemy je oglądać. Ten film idealny jest dla par – dlatego też ja oglądałam go ze swoją połówką. Podobały mi się tutaj także przygotowania do ślubu, które również były przejmujące i wzruszające.
    Z początku wydawało mi się, że obsadzenie w głównej roli męskiej Ryana Reynoldsa nie było zbyt trafną decyzją. W sumie to nadal mam w związku z tym mieszane uczucia. Wydaje mi się jednak, że bardzo dobrze sobie z nią poradził. Był zabawny i nawet przekonujący. Jednakże i tak widzę w tej roli kogoś zupełnie innego – o innym temperamencie. Jego szefową zagrała Sandra Bullock. Kobieta,którą bardzo sobie cenię nie tylko za grę aktorską, ale też za jej ogromne serce. Jest wspaniałą kobietą dlatego też wizerunek straszliwej szefowej,której wszyscy się boją był według mnie nie trafiony. W szczególności, że Sandra trochę zepsuła tą postać. Nie potrafiła do końca oddać tego zachowania.Oczywiście ubrania, wyraz twarzy i zachowanie, ale jednak dało się pod tym dostrzec prawdziwą Sandrę. Z pewnością poczuła ulgę kiedy jej postać w końcu mogła się otworzyć. Najbardziej w filmie podobała mi się natomiast babcia w wykonaniu Betty White. Jest naprawdę fantastyczna. Nie tylko dlatego, że jest typową babuszką, ale też i dlatego, że jest niesamowicie zabawna (nigdy nie zapomnę jej zawału). W filmie mogliśmy także zobaczyć Malin Akerman w roli byłej narzeczonej- Gertrudy, a także Mary Steenburgen i Craiga T. Nelsona jako rodziców Andrew  -Grace i Joe Paxtonów.
    „Narzeczony mimo woli” to nie typowa komedia romantyczna, bo te są zazwyczaj nudne i więcej w nich z dramatu niżeli z komedii. Mam nadzieję, że od tego filmu rozpocznie się epoka zabawnych komedii, bo przecież o to chodzi w takich komediach, żeby nie tylko się powzruszać, ale też i dobrze bawić. Tego w tym filmie nie brak. Z pewnością nie będziecie się nudzić podczas seansu, a gdy jednak zaczniecie to zaraz babcia Annie was rozrusza i przykuje Waszą uwagę. Myślę, że warto poświęcić na ten film chwilę czasu, w szczególności, gdy chcecie spędzić miło czas ze swoją drugą połówką.