NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 grudnia 2010

544. Gnijąca panna młoda Tima Burtona, reż. Tim Burton

poniedziałek, 6 grudnia 2010

324. Licencja na miłość, reż. Ken Kwapis

292. Złów i wypuść, reż. Susannah Grant

wtorek, 3 sierpnia 2010

667. Narzeczony mimo woli, reż. Anne Fletcher

Oryginalny tytuł: The Proposal
Reżyseria: Anne Fletcher 
Scenariusz: Pete Chiarelli 
Zdjęcia: Oliver Stapleton 
Muzyka: Aaron Zigman 
Kraj: USA  
Gatunek: Komedia romantyczna 
Premiera światowa: 01 czerwca 2009 
Premiera polska: 19 czerwca 2009 
Obsada: Sandra Bullock, Ryan Reynolds, Mary Steenburgen, Craig T. Nelson, Betty White, Malin Akerman

    Co się zdarzy kiedy piękna bizneswoman odnosząca sukcesy będzie zmuszona opuścić nagle kraj? A co jeżeli wpadnie na genialny pomysł i przy wykorzystaniu swojej pozycji zmusi jednego z pracowników do poślubienia jej? Kogoś z takim tupetem zaprezentował nam najnowszy film Anne Fletcher („Step up”, „27 sukienek”) o wszystko mówiącym tytule „Narzeczony mimo woli”. Podsumować mogę ją jednym zdaniem „Najlepsza komedia romantyczna jaką miałam okazję ostatnio oglądać”. 
    Kariera apodyktycznej szefowej jednej z amerykańskich firm – Margaret Tate, wisi na włosku kiedy to dowiaduje się od swoich szefów, że wygasa jej wiza w efekcie czego zostanie deportowana do rodzinnej Kanady. Margaret nie ma zamiaru jednak tak łatwo odpuścić, dlatego też szybko znajduje rozwiązanie, nie do końca przemyślane. Przedstawia szefom swojego narzeczonego – Andrew Paxtona, który tak naprawdę jest jej asystentem od 3 lat. Andrew zgadza się na układ tylko pod warunkiem, że dostanie awans i zostanie redaktorem. Narzeczeni muszą być bardzo uważni, gdyż jeden z pracowników urzędu imigracyjnego – Gilbertson zrobi wszystko, aby udowodnić, że ich narzeczeństwo jest jedną wielką farsą. Zanim jednak do tego dojdzie Margaret wraz z Andrew wyjeżdża w jego rodzinne strony na Alaskę na urodziny jego babki. Tam poznaje całą rodzinę, która bardzo ciepło ją przyjmuje, co dla niej samej jest szokiem. Nikt nie przewiduje, że pod całym tym udawaniem miłości mogą rodzić się prawdziwe uczucia.  
    Komedie romantyczne zawsze dzielą widzów na tych, którzy film pokochali oraz tych co nie obejrzą go już nigdy więcej. Wszystko zależy od punktu widzenia. Albo komuś przejadła się ciągła schematyczność tego typu filmów, albo po prostu nie poczuł tego czegoś co poczuć powinien. Prawda jest taka, że ten film to typowa powtórka z rozrywki. Przecież motyw deportacji był poruszany wielokrotnie. Wszystko to zostało przedstawione jednakże w nowej formie, która mnie osobiście bardzo przypadła do gustu. Początkowo dość sztywny, nie mniej jednak wyjątkowo zabawny film, przeradza się w wiejską – jeszcze zabawniejszą, sielankę. Czegoż chcieć więcej? A no tylko miłości, której tutaj także nie brakuje.
    W światowej gospodarce może i panuje wielki kryzys (chociaż ostatnio podobno zaczyna się ożywienie gospodarcze), jednakże twórcy przeżywają chyba prawdziwy„renesans”. Naprawdę coraz częściej przypadają do gustu. Wspaniałym przykładem jest „Narzeczony mimo woli”, który naprawdę bawi widza. Mogłabym wymieniać tutaj niezliczoną liczbę humorystycznych scen, które sprawiają, że człowiek się śmieje i śmieje. Wyjawię jednakże tylko te, które mnie rozśmieszyły najbardziej. Oczywiście na pierwszym miejscu jest scena spotkania nagich ciał Margaret oraz Andrew. Takich rzeczy nie ogląda się w każdym filmie, a jednakże można było przestawić to w niesamowicie zabawny sposób. Drugą sceną z kolei jest scena walki Margaret z orłem o puchatego białego psiaka (który jest niesamowicie uroczy – BTW). Ta scena jest o tyle fajna, że towarzyszyły mi przy niej niezliczone emocje. Krzyczę więc: „Rzuć w niego telefonem, głupia!”, na co mój mężczyzna: „Przecież właśnie w niego rzuciła!” , „Acha. Nie zauważyłam ;P”. No co ja więcej mogę jak twórcy chcą robić krzywdę zwierzakowi. W ogóle to jakim prawem ten orzeł atakował tego psa. Nie rozumiem tego motywu, no ale już go nie zrozumiem. Bardzo podobała mi się także atmosfera w pracy u Margaret.Właściwie nie tyle atmosfera, co sama solidarność pracowników, a także ich tempo.
    Czymże byłby ten film, gdyby nie przewidywalne iskrzenie między dwójką bohaterów. Oczywiście, tego zawsze się można spodziewać, ale był taki moment, że się zawahałam. Może to być dla niektórych dość podbudowujące, „skoro jemu się udało to czemu ja ma mnie poderwać szefa?”. No, ale przecież tutaj chodziło tylko o interesy. Na szczęście później zaczęło się robić bardzo romantycznie. Był nawet jeden moment, w którym się bardzo wzruszyłam ciepłem jakie Andrew okazał Margaret. Nic więc dziwnego, że takie filmy oglądamy z przyjemnością – mniejszą lub większą,i zawsze będziemy je oglądać. Ten film idealny jest dla par – dlatego też ja oglądałam go ze swoją połówką. Podobały mi się tutaj także przygotowania do ślubu, które również były przejmujące i wzruszające.
    Z początku wydawało mi się, że obsadzenie w głównej roli męskiej Ryana Reynoldsa nie było zbyt trafną decyzją. W sumie to nadal mam w związku z tym mieszane uczucia. Wydaje mi się jednak, że bardzo dobrze sobie z nią poradził. Był zabawny i nawet przekonujący. Jednakże i tak widzę w tej roli kogoś zupełnie innego – o innym temperamencie. Jego szefową zagrała Sandra Bullock. Kobieta,którą bardzo sobie cenię nie tylko za grę aktorską, ale też za jej ogromne serce. Jest wspaniałą kobietą dlatego też wizerunek straszliwej szefowej,której wszyscy się boją był według mnie nie trafiony. W szczególności, że Sandra trochę zepsuła tą postać. Nie potrafiła do końca oddać tego zachowania.Oczywiście ubrania, wyraz twarzy i zachowanie, ale jednak dało się pod tym dostrzec prawdziwą Sandrę. Z pewnością poczuła ulgę kiedy jej postać w końcu mogła się otworzyć. Najbardziej w filmie podobała mi się natomiast babcia w wykonaniu Betty White. Jest naprawdę fantastyczna. Nie tylko dlatego, że jest typową babuszką, ale też i dlatego, że jest niesamowicie zabawna (nigdy nie zapomnę jej zawału). W filmie mogliśmy także zobaczyć Malin Akerman w roli byłej narzeczonej- Gertrudy, a także Mary Steenburgen i Craiga T. Nelsona jako rodziców Andrew  -Grace i Joe Paxtonów.
    „Narzeczony mimo woli” to nie typowa komedia romantyczna, bo te są zazwyczaj nudne i więcej w nich z dramatu niżeli z komedii. Mam nadzieję, że od tego filmu rozpocznie się epoka zabawnych komedii, bo przecież o to chodzi w takich komediach, żeby nie tylko się powzruszać, ale też i dobrze bawić. Tego w tym filmie nie brak. Z pewnością nie będziecie się nudzić podczas seansu, a gdy jednak zaczniecie to zaraz babcia Annie was rozrusza i przykuje Waszą uwagę. Myślę, że warto poświęcić na ten film chwilę czasu, w szczególności, gdy chcecie spędzić miło czas ze swoją drugą połówką.

czwartek, 28 stycznia 2010

574. Miłość i taniec, reż. Robert Iscove

Oryginalny tytuł: Love N` Dancing
Reżyseria: Robert Iscove
Scenariusz: Tom Malloy
Zdjęcia: Frank Byers
Muzyka: Matt Seigel
Kraj: USA
Gatunek: Muzyczny / Melodramat
Premiera światowa: 14 maja 2008
Premiera polska na DVD: 18 stycznia 2010
Obsada: Amy Smart, Tom Malloy, Billy Zane, Caroline Rhea, Leila Arcieri, Rachel Dratch, Betty White, Nicola Royston
    Obecnie na całym świecie panuje ogromna moda na taniec. Nie tylko wśród programów telewizyjnych, takich jak „You Can Dance”, ale także i wśród filmów. Twórcy coraz częściej sięgają po ten motyw niejednokrotnie zapominając o stworzeniu jakiejś ciekawej historii. W najnowszym filmie Roberta Iscove także pojawia się motyw tańca – tym razem jest to swing. „Love N’ Dancing” jednakże zdecydowanie różni się od swoich poprzedników, bowiem tematem przewodnim tego filmu nie jest sam taniec, a jedynie poczucie spełnienia, szczęścia, a także i problemy miłosne. Ponadto film pokazuje, że aby tańczyć nie trzeba być słyszącym, czy w pełni sprawnym. Miłość do tańca jest najważniejsza i jeżeli tylko chcesz, to możesz to zrobić.

   Kilkukrotny mistrz swingu- Jake Mitchell, zyskuje ogromną sławę dzięki swojej niepełnosprawności, głuchoty. Kiedy jednak jego wieloletnia partnerka taneczna i życiowa- Corinne  Kennedy, postanawia go porzucić z tego powodu, Jake zrywa także i z tańcem. Teraz prowadzi wykłady odnośnie ludzi niepełnosprawnych. Na jednym z nich poznaje uroczą nauczycielkę- Jessicę Donovan, która poznawszy jego umiejętności prosi go o pomoc w nauce tańca przed jej ślubem wraz z Kentem Krandelem. Jednakże Kent ma ważniejsze sprawy od tańca i w dniu pierwszej lekcji zostawia swoją narzeczoną z tancerzem, a sam rusza do swojego biura. Jessica i Jake coraz lepiej zaczynają się dogadywać, co sprawia, że dziewczyna powoli zakochuje się w tańcu. Jednakże zachowanie jej przyszłego męża powoduje, że jej uczucia kierują się także w stronę Jake`a. Kiedy ten proponuje jej, aby była jego partnerką w konkursie swingu, ta pomimo wielu obaw zgadza się. W końcu Jessica odnajduje to co naprawdę kocha- a mianowicie taniec.
    Gdy zasiadałam przed telewizorem, aby obejrzeć ten film byłam raczej sceptycznie nastawiona. „Znowu film o tańcu” – myślałam. I faktycznie był to film o tańcu, ale jak dla mnie znajdował się on na trochę dalszym planie. To sprawiło, że przed szereg wyszła historia miłosna Jessici, która ma narzeczonego, ale nie jest zadowolona ze swojego związku. To sprawia, że film jest wyjątkowy. W szczególności, że nie nudzi. Historia opowiedziana jest dość zachęcająco i to mi się podoba. W dodatku ten taniec – niekiedy naprawdę można się zachwycić.
    Historie miłosne należą do moich ulubionych. Zawsze lubię popatrzeć na to jak mężczyźni traktują w nich kobiety. Zawsze wtedy lubię się rozmarzyć nad czymś czego sama nie mam. Myślę, że mój mężczyzna powinien oglądać więcej podobnych filmów, aby się czegoś nauczyć i każdy w sumie powinien. W tym filmie co prawda mamy tego przeciwieństwo. Tutaj dowiadujemy się czego nie robić, tzn. mężczyźni się dowiadują, bo w innym przypadku może się to kiepsko skończyć dla związku. To jest dobre dla tego filmu i bardzo mi się podobało. Już obawiałam się, że to będzie miało jakiś leczniczy wpływ, ale okazało się inaczej. Chociaż jakby nie było to takie historie zawsze kończą się tak samo, prawda? Zawsze musi być ten happy end, ale i tak starałam się przed nim bronić rękami i nogami. Tak czy inaczej podobało mi się to.
    Trudno, żeby nie wspomnieć o tańcu w filmie, gdzie odgrywa on jedną z kluczowych ról. Przyznam się szczerze, że inaczej wyobrażałam sobie swing, chociaż pewnie pomyliłam go z twistem. Taniec w sumie jest dość ciekawy i można go interpretować na różne sposoby. Podobały mi się w sumie wszystkie występy finałowe. Każdy był inny, no ale występ Jessici i Jake`a był olśniewający. Naprawdę poruszający. Oto chodzi w tym filmie. Nie mamy tutaj kolejnych hiphopowych rytmów, chociaż podobne ruchy się zdarzały. Może był to taki zamysł twórców, aby nauczyć, zainteresować młodych czymś innym, nie tylko  hip hopem, popem, itp., bo w to można zobaczyć wszędzie. Cieszę się, że wprowadzono taką innowację, w szczególności, że bohaterami są tutaj nie jakieś głupiutkie nastolatki, a dorośli ludzie, którzy wiedzą już co nieco o życiu. Tańce wyglądały tym lepiej, że dopasowana do nich była bardzo piękna muzyka. W sumie można było kilka ciekawych piosenek, które sprawiły, że widz idealnie wczuwa się w klimat, no i aż czuje, że mógłby zatańczyć, pomimo tego iż nie ma o swingu zielonego pojęcia.  Bardzo fajne rytmy.
    Pod względem aktorstwa ten film nie jest zbytnią rewelacją. Zaangażowanie do produkcji mało znanego aktora Toma Malloya okazało się nie być najlepszym posunięciem. Co prawda aktorem ten poradził sobie z postacią głuchego tancerza Jake`a Mitchella, ale nie było w tym nic fascynującego. Zresztą role w takich filmach nie są zbytnio wymagające przez co aktorzy także nie mają możliwości wykazania się. Tom spisał się całkiem nie najgorzej. Bardzo za to podobała mi się rola Amy Smart, która została Jessicą Donovan. Pierwszy raz widziałam ją tańczącą i nie jest ważne czy sama tańczyła czy był to jakiś dubler. Zrobiła na mnie wrażenie. Poza tym jak zawsze jest urocza. Jej narzeczonego zagrał Billy Zane- człowiek, którego nie znoszę od czasu jego występu w „Titanicu”. Nie wiem czemu, ale odpycha mnie od niego. Tutaj ponadto był łysy. Jako faceta go nie lubię, ale z rolą sobie poradził. W pozostałych rolach możemy zobaczyć Carolinę Shea (znaną z serialu „Sabrina- nastoletnia czarownica”), Leilę Arcieri, Rachel Dratch i wielu innych.
    Film ogólnie robi dość pozytywne wrażenie. Cały film jednak bijemy się z myślami, żejuż tyle widziało się tych filmów, aż do obrzydzenia. Mnie osobiście przypadł do gustu, ale rozumiem czemu inni psy na nim wieszają. Każdy ma swój gust. Wiadomo, że dla nastolatków, które fascynują się hip hopem film o swingu nie będzie jednak niczym fascynującym, ale taka odskocznia od typowego filmu czasemsię przydaje. Poza tym po coś w końcu powstają te filmy, prawda?
Ocena: 5/10