NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawalerstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawalerstwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 grudnia 2010

351. Dziewczyna moich koszmarów, reż. Bobby Farrelly, Peter Farrelly

poniedziałek, 6 grudnia 2010

290. Układ idealny, reż. Eric Lartigau

wtorek, 28 września 2010

692. Nie mów nikomu, reż. Rohan Sippy

Oryginalny tytuł: Kuch Naa Kaho 
Reżyseria: Rohan Sippy 
Scenariusz: Neeraj Vora
Zdjęcia: Manikandan 
Muzyka: Ehsaan Noorani, Loy Mendonsa, Shankar Mahadevan 
Kraj: Indie  
Gatunek: Melodramat 
Premiera światowa: 26 sierpnia 2003 
Premiera polska: brak danych 
Obsada: Abhishek Bachchan, Aishwarya Rai, Meghna Malik, Arbaaz Khan, Satish Shah,  Suhasini Mulay


    „Nie mów nikomu” to debiut reżyserski Rohana Sippy`ego. Jak na pierwszy film odbierany jest on bardzo pozytywnie przez rzeszę fanów kina bollywoodzkiego. Nic jednak dziwnego skoro film ma w sobie wszystko to czego potrzebuje tego typu film, przede wszystkim ciekawą historię oprawioną idealną muzyką i wspaniałymi zdjęciami. Jednakże czegoś brakuje tej produkcji i do tej pory nie wiem czego. 
    Raj to młody hindus mieszkający w Ameryce, któremu nie spieszy się do ożenku. Jego młodsza siostra– Nikki, za niedługo ma poślubić swojego ukochanego i bardzo chciałaby, aby przyleciał do domu. Raj nie jest zachwycony tym pomysłem, gdyż wie, że na miejscu jego wuj przedstawi mu setkę kandydatek na żony. Jednakże siostra podstępem ściąga go do Indii, a kiedy tam dociera poznaje przepiękną Namratę. Wuj prosi ją, aby znalazła dla Raja żonę. Dziewczyna niechętnie przystaje na ofertę skuszona wizją awansu. Raj jednakże na każdej randce robi wszystko, żeby zniechęcić do siebie dziewczyny. Podczas jednej z tych randek zakochuje się,ale nie w wybranych przez Namratę kandydatce tylko w niej samej. Nie jest on świadomy tego, że Namrata nie tylko ma syna, ale także męża, który odszedł bez słowa wyjaśnienia siedem lat temu.
    Zastanawiające jest to jak wiele  ciekawych scenariuszy miłosnych można napisać. Większość filmów pochodzących z hinduskiego Hollywoodu to filmy o miłości, a jednak scenarzyści piszą coraz to nowsze i wciąż ciekawe historie. „Nie mów nikomu” przedstawia kolejną taką opowieść, tym razem to on kocha ją i to ona musi sobie uzmysłowić, że to on ją kocha. Ciekawe jest to przede wszystkim dlatego, że w filmie „Kroki w chmurach”role się odwracają i to Rai gania za Bachchanem. Nie mniej tutaj nie pozostajemy tylko przy jednym wątku, co jest charakterystyczne dla tych filmów,bo przecież co mogłoby się dziać przez te trzy godziny. Nie mamy tutaj tylko uczucia łączącego Raja z Namratą, ale także pojawia się syn Namraty, który traktuje Raja z początku jak przyjaciela, a później jak ojca. No i w końcu pojawia się wątek, który właściwie powoduje pewne napięcia w filmie. Z romansu przeradza się on w prawdziwy melodramat, który nie do końca wiadomo jak się skończy. Jednakże minusem tego filmu jest zdecydowanie to, że jest to bardzo przewidywalna historia. Każdy bez problemu domyśli się jakie będą dalsze poczynania bohaterów – jest krok przed nimi. Jednakże nie o to przecież chodzi w tym filmie. Najważniejsze jest, żeby było uczuciowo i żeby można było trochę pozazdrościć bohaterom takiego silnego uczucia. A jeżeli przy tym będziemy się dobrze bawić, to tylko dodaje to wartości produkcji.
    Kompozytorami muzyki do tego filmu jest trio składające się z takich osób jak Shankar Mahadevan, Loy Mendonsa i Ehsaan Noorani. Panowie stanęli na wysokości zadania, jednakże nie jest to coś co wyróżniałoby się na tle innych. W filmie usłyszymy całą masę piosenek, ale żadna nie robi piorunującego wrażenia. Oczywiście, są piosenki lepsze i gorsze, ale nie ma żadnej, która wybijałaby się ponad przeciętność.Tytułowa piosenka „Kuch Naa Ho” po głębszym zastanowieniu i kolejnym przesłuchaniu może się faktycznie spodobać. Ma w sobie to coś, odpowiedni nastrój. Z bardziej skocznych utworów spodobać może się „Tumhain Aaj Mein JoDekha” oraz „Aa Bibi Ge”, czy też „Baat Meri Suniye To Zara”. Jeżeli chodzi o choreografie to najbardziej interesująca jest ta do ostatniego utworu, czyli podczas zaręczyn Nikki. Jednakże każda coś w sobie ma. Zdjęcia w filmie mają w sobie pewien urok. Momentami są zachwycające, ale niestety tylko momentami. Ich autorowi, Manikandanowi,  często udaje się uchwycić piękno chwili, przez co film ogląda się, w zasadzie, z czystą przyjemnością.
    W głównych rolach zobaczymy tą samą parę co w filmie „Kroki w chmurach”. Jak wspominałam tutaj następuje odwrócenie ról. Bowiem to Abhishek Bachchan ma kochającą rodzinę i zakochuje się w Aishwarya Rai. Ona z kolei musi sobie to dopiero uzmysłowić, a sama wychowała się bez rodziny, ale za to została pokochana całym sercem przez rodzinę Raja. Aishwaryi po raz pierwszy udało się mnie do niej przekonać. Po raz pierwszy była autentyczna. Poza tym dostała silną rolę i wykazała się w niej, przez co mi zaimponowała. Bardzo dobrze zagrała swoje emocje, bez żadnych większych i zbędnych ekscesów. Z kolei Abhishek także bardzo mi się spodobał. W końcu wydał mi się pociągający. Także pokazał się z silniejszej strony, za co go szanuję. Pojawił się także ten trzeci – Arbaaz Khan. Jego postać Sanjeev była bardzo przekonująca. Powiedziałabym wręcz, że momentami także przerażająca. Samo jego pojawianie się budziło napięcie, chociaż mogło być to spowodowane doborem muzyki. Nie mniej idealnie zagrana rola, taki bollywoodzki czarny charakter.
    Krótko mówiąc, film nawet mi się spodobał. Wśród wszystkich filmów, które miałam okazję póki co oglądać uplasowałabym go pomiędzy „Miłość żyje wiecznie” a „Kroki w chmurach”. Historia wciąga, chociaż dziwić może czemu tak się dzieje. Historia wzrusza, bo przecież która prawdziwa love story nie porusza serc widzów. Historia budzi napięcie,gdyż każda porzucona kobieta do końca życia obawiać się może, czy koszmar z przeszłości pewnego dnia nie zapuka ponownie do jej drzwi. 

piątek, 6 sierpnia 2010

669. Duchy moich byłych, reż. Mark Waters

Oryginalny tytuł: Ghosts of Girlfriends Past 
Reżyseria: Mark Waters 
Scenariusz: Scott Moore, Jon Lucas 
Zdjęcia: Daryn Okada 
Muzyka: Rolfe Kent 
Kraj: USA 
Gatunek: Komedia romantyczna 
Premiera światowa: 01 maja 2009 
Premiera polska: 29 maja 2009 
Obsada: Matthew McConaughey, Breckin Meyer, Michael Douglas, Jennifer Garner, Lacey Chabert, Daniel Sunjata, Emma Stone, Anne Archer, Robert Forster, Noa Tishby


    Historię o duchach odwiedzających Ebenezera Scrouge`a z powieści Carolla zna już każdy, tak samo jak i liczne ekranizacje i interpretacje tej historii. Jednakże jeszcze nikt nie odważył się na przeniesienie tej opowieści na bardziej uczuciowy poziom. Tego wyzwania podjął się twórca świetnych komedii młodzieżowych takich jak „Zakręcony piątek” , czy „Wredne dziewczyny”, a mianowicie Mark Waters. Przy współpracy ze scenarzystami Scottem Moorem oraz Jonem Lucasem udało mu się stworzyć taką historię, którą nazwał „Duchy moich byłych”.
    Connor Mead jest znanym podrywaczem, który nigdy nie chce się się żenić. Oto staje przed bardzo trudnym zadaniem - jest świadkiem na ślubie swojego najlepszego przyjaciela Paula. Jednakże na miejscu spotyka się z ukochaną z przeszłości - Jenny. Nie wszyscy są zadowoleni z obecności Connora, w szczególności panna młoda, która nie toleruje jego frywolnego zachowania. Kiedy po jednej z kłótni Connor udaje się do toalety spotyka tam ducha swojego nieżyjącego wujka, który przed laty nauczył go takiego, a nie innego stylu życia. Teraz starzec chce zmienić Connora, aby nie umarł samotnie tak jak on. Dlatego też przywołuje on jego kobiety z przeszłości oraz teraźniejszości, a także pokazuje mu przyszłość, która czeka go gdy nie zmieni swojego postępowania. Podczas tych wędrówek po wspomnieniach Connor odkrywa, że przez całą życie kochał tylko jedną kobietę.
     Osobiście słynę z tego, że bardzo lubię komedie romantyczne. Jednakże każdy też dobrze wie, że powoli ten gatunek zaczyna mnie irytować. Dlatego też ucieszyłam się, że zamiarem twórców było połączenie komedii romantycznej z klasyczną „Opowieścią wigilijną”. Muszę przyznać także, że całkiem nie najgorzej im to poszło. Bywało zabawnie, a tak przecież miało być. Było romantycznie, a to jest najważniejsze. Miał ten film niesamowity klimat, co również jest ważne. No i w końcu wspaniałe gwiazdy takie jak Matthew McConaughey oraz Jennifer Garner. Czego chcieć więcej.
    Historia jest bardzo niezwykła, gdyż super przystojny facet, który może i właściwie ma każdą dziewczynę (kobietę) jaka tylko mu się zamarzy wyjeżdża sobie na wesele swojego braciszka i tam zdarza się coś niezwykłego. Przy pomocy trzech dzielnych kobiecych duchów pozna swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, jeżeli chodzi o związki z kobietami i nie tylko, a wszystko to zaprowadzi go do miejsca, w którym dowie się, że w jego życiu tak naprawdę ważna była tylko jedna kobieta, i nie jest to bynajmniej jego asystentka. Pomysł ciekawy, nie za specjalnie oklepany wśród komedii romantycznych, więc jak dla mnie może być. Tutaj jednak kończy się oryginalność tego scenariusza, gdyż właściwie każdy kolejny krok głównego bohatera – Connora, jest jak najbardziej możliwy do przewidzenia. Jednakże widz nie po to ogląda takie filmy ażeby to czynić, a po to, żeby trochę się odprężyć i spędzić miły, romantyczny wieczór ze swoją drugą połówką.
    Ten film jest idealny dla par, gdyż nie brak tutaj nie tylko skutecznych metod podrywu, ale także i wiele romantycznych i mniej romantycznych scen, czyli poradnika z serii „jak się zachować i jak się nie zachowywać”. Takie po prostu uwielbiam w szczególności, gdy mogę sobie popatrzeć na Matthew. Oczywiście możemy też popatrzeć na rozwydrzoną pannę młodą, której hormony szaleją w przeddzień jej wielkiej uroczystości. Kiedy wobec tego do akcji wkracza Connorze swoją niechęcią do stałych związków pewne jest to, że nie będzie nudno. Dlatego też widzimy Connora walczącego z tortem, itp. Z jednej strony zabawne, ale z drugiej nie aż tak, żeby się zaśmiać bardziej, a już w ogóle nie tak, żeby boki ze śmiechu zrywać. No, ale niestety taką praktykę często spotyka się w dzisiejszych komediach romantycznych. Na szczęście jednak ta ratowana jest przez całokształt historii.
    Niegdyś Matthew McConaughey robił na mnie ogromne wrażenie. Zawsze dostawałam aż gęsiej skórki, gdy patrzyłam na jego opalone ciało i kręcone blond włoski. Niestety, moje uczucie ostatnio do niego wygasa, a kiedy ujrzałam go w tym filmie stwierdziłam, że zaczyna mnie już trochę obrzydzać, a przez to mogłam bardziej się skupić na jego roli. Oczywiście jak to z Matthew bywa nie była ona za specjalnie wymagająca, ale widzę, że ma on potencjał. Musi tylko trafić na odpowiednią rolę. Jego towarzyszkę i wielką miłość zagrała Jennifer Garner, która niestety także dorosła i nie jest już tak urocza jak zazwyczaj z tymi swoimi uroczo ściągniętymi usteczkami i słodkimi dołeczkami w policzkach, gdy się uśmiecha. Jaki z tego wniosek – dość ponurą miała rolę w filmie skoro tak rzadko pokazywały się dołeczki. Aktorsko wypada raczej blado, ale ogólnie to miło było na nią popatrzeć w tym filmie.
    Film bardzo przyjemny w odbiorze, ale raczej dość przeciętny. Możliwe, że niektórzy będą się nudzić, ale można spędzić bardzo miły wieczór podczas jego oglądania. Mnie osobiście film się podobał, ale nie przesadzałabym z oceną. Nie jest to jakaś rewelacja, bo takich niezwykle mało w dzisiejszej kinematografii, ale nie jest to także aż taki zły film. Ciekawa oprawa i historia może sprawić, że być może i Wam uda się przekonać do tego filmu.