
Reżyseria: Michael Hurst i inni
Twórca: Steven S. DeKnight
Zdjęcia: Aaron Morton
Muzyka: Joseph LoDuca
Kraj: USA
Gatunek: Akcja, Kostiumowy
Premiera: 25 stycznia 2013 (Starz) 16 marca 2013 (HBO Polska)
Liczba odcinków: 10
Obsada: Liam McIntyre, Manu Bennett, Dustin Clare, Cynthia Addai-Robinson, Daniel Feuerriegel, Pana Hema Taylor, Ellen Hollman, Simon Merrells, Christian Antidormi, Todd Lasance, Anna Hutchison, Gwendoline Taylor, Jemma Lind
Po kilku latach spędzonych z niezwykłą
serią, opartą na historii gladiatora i przywódcy największego
powstania niewolników w dziejach, przyszedł czas na jej kres.
Pomysłodawca serialu, Steven S. DeKnight z pewnością nie
spodziewał się, że straci najważniejszego z bohaterów, ani nawet
i wielkiego sukcesu, który przysporzyła mu ta produkcja.
Uzupełniona o poczynania Gannicusa w końcu zatacza krąg w
kolejnej, ostatniej już odsłonie o podtytule „Wojna
potępionych”.
Po wydarzeniach pod Wezuwiuszem Spartakus
(Liam McIntyre)
nadal przewodzi armią niewolników, byłych gladiatorów,
kontynuując walkę o wolność. Idealnym miejscem na regenerację
sił i opracowanie strategii obalenia Republiki Rzymskiej okazuje się
jedno z nadmorskich miast otoczonych murem. To właśnie to miasto i
sposób traktowania jego mieszkańców stają się powodem do
konfliktów pomiędzy wojownikami Spartakusa. Crixus (Manu
Bennett) nie do końca zgadza się z
decyzjami swojego przywódcy, co jeszcze bardziej pogłębia napięcie
pomiędzy nimi. Tymczasem zdesperowany senat, po śmierci pretora
Glabera, decyduje się poprosić o pomoc Marka Krassusa (Simon
Merrells)- jednego z najbogatszych
obywateli posiadającego liczną armię. Ten wraz z pomocą młodego
żołnierza- Juliusza Cezara (Todd
Lasance), wyrusza z chęcią
obalenia niewolników i schwytania siejącego postrach w Rzymianach
Spartakusa.
Każda z części „Spartakus”
była wyjątkowa na swój własny sposób. W pierwszej kolejności
dominowały intrygi, w dalszej chęć zemsty i wyzwolenia. Jak sama
nazwa wskazuje „Wojna
potępionych” koncentruje się
na walce z władzą, z bestialskim traktowaniem, innymi słowy walce
o wolność. Sceny starć gladiatorów na arenach odchodzą w
niepamięć, aby ustąpić miejsca tym rozgrywającym się na
otwartym terenie z armią Krassusa. Krew leje się strumieniami i
standardowo padają ręce, nogi i głowy. Flaki walają się na
ulicach zdobywanego miasta, co możemy zaobserwować już w odcinku
otwierającym sezon, a kości są wybijane podczas decymacji
(odcinek 4 „Decimation”).
Powraca więc stara dobra rozgrywka, gdzie wojownicy bestialsko
mordują wszystkich, którzy stoją na ich drodze, czyli w zasadzie
stają się tym, z czym do tej pory walczyli. Jest to powodem sporów
pomiędzy ekipą Spartakusa, która powoli zaczyna powodować rozłam
na dwie osobne grupy. Chęć przejęcia władzy przez Crixusa nie
jest niczym nowym, bo przecież zawsze zależało mu na tym, aby być
na szczycie. Finał tej części nadejdzie w naprawdę bitewnym, ale
też niesamowicie poruszającym odcinku 8 „Separate
Paths”. Z drugiej zaś strony
ukazuje się ten dramat od drugiej strony, od strony wojsk Krassusa.
Pojawia się relacja ojciec-syn, a więc i chęć sprostania
oczekiwaniom. Tyberiusz chcąc urosnąć w oczach ojca i udowodnić,
że nie jest już dzieckiem decyduje się na diametralne metody,
które wydają się oczywiste i zrozumiałe wśród otoczenia
(„Decimation”).
Przez dużą część sezonu zobaczyć można jego rywalizację z
Juliuszem Cezarem o władzę nad armią, a także uznanie jego ojca.
Sam Krassus nie spocznie jednak dopóki nie zniszczy Spartakusa i
jego armii, co znajduje finał w wielkiej bitwie z ostatniego odcinka
„Victory”.
Odcinek dość nietypowy, bowiem większa jego połowa to
opracowywanie strategii, natomiast w drugiej dzieje się już wiele.
Upadają najukochańsi, a także Ci mniej ulubieni, wywołując tym
samym potok łez. Nawiązanie do historii jest tutaj oczywiste, więc
jeżeli ktoś zna zakończenie historii wielkiego Spartakusa, nie
będzie zaskoczony.
Cały obraz utrzymany w dotychczasowej stylistyce, gdzie wydaje się,
że jedynie krew wyróżnia się na tle brudu i okrucieństwa wojny.
Jednakże twórcy nie osiadają na laurach i robią wszystko, aby
sprostać oczekiwaniom widza, wciąż świetnie bawiąc się obrazem.
Niestety, nie ma już tu takich wspaniałych wypicowanych postaci,
jak Lukrecja, która co scenę pokazywała się w zupełnie innej
barwnej kreacji. Teraz wszyscy szaleją w łachmanach, tudzież
podartych sukniach, które już dawno nie widziały wody i mydła.
Nie oznacza to, że stylizacja nie ma w sobie piękna, wręcz
przeciwnie. Wydaje się to o wiele bardziej realne, niż złote kiece
i starannie ułożone włosy. Bardzo efektownie wypadają sceny
bitewne, w szczególności te, w których do akcji wkraczają piraci
i ich ogniste pociski. Scenerie tradycyjnie są przepiękne,
zapierają dech w piersi i przywołują na myśl niesamowite makiety.
A muzyka? Utrzymana w klimacie. Joseph DeLuca jest w swoim żywiole,
ale choć na jego kompozycje składają się podobne nuty, to żadna
z nich się nie powtarza. Daje to zdumiewający efekt, mocny efekt, a
muzyka na długo pozostaje w uszach.
Nowy sezon to
nowi bohaterowie, nowe osobowości, niektóre bardzo wyraziste, inne
zdecydowanie mniej. Do najbardziej wyblakłych ról zaliczyć można
przede wszystkim Laetę, czyli Annę Hutchison, która miała okazję
stać się kolejnym obiektem zainteresowania samego Spartakusa.
Jednakże odnoszę wrażenie, że gdyby nie to, zagubiłaby się
pomiędzy innymi, co i tak zresztą nastąpiło. Z ciekawszych
postaci na uwagę zasługuje przede wszystkim Marek Krassus, czyli
sam Simon Merrells, wzbudzające jedne z najgorętszych emocji,
będący człowiekiem o wielu obliczach, choć w końcu pokazujący
twarz bestii o czym świadczy ostatni odcinek. Natomiast to Tyberiusz
jest tym, w którego mamy ochotę cisnąć wszystkie noże jakie mamy
pod ręką. Nie mniej, jako jeden z czarnych charakterów wykazał
interesującą osobowość i Christian
Antidormi odwalił kawał dobrej roboty. Dziewczęta wzdychające do
przystojniaków z pewnością będą mogły zawiesić oko na Juliuszu
Cezarze, bo bez względu na to, czy w długich, czy też w krótkich
włosach powoduje, że krew wrze w żyłach naszych. Zaskakujące
jest to, jak bardzo diametralnie zmieniają się postaci, które
znaliśmy do tej pory, a w konsekwencji nasz odbiór ich poczynań.
Największym zaskoczeniem dla mnie okazało się sympatyzowanie
Liamowi, który zastąpił Andy'ego w najważniejszej roli. Po drugim
sezonie nie wierzyłam, że uda mu się dorównać poprzednikowi, ale
jakimś dziwnym sposobem pozbyłam się uprzedzeń i polubiłam
nowego Spartakusa. Myślę, że i sam McIntyre rozkręcił się w
swojej grze i tym samym wypada rewelacyjnie. W drugą stronę
potoczyła się moja sympatia do Naevii. Dotychczas przeze mnie
lubiana teraz spadła z piedestału i życzyłam jej szybkiego
zejścia ze świata, i z tego co mi wiadomo, większość fanów
podziela moją reakcję. Reszta specjalnie nie szokuje zmianami, a
moje uczucia względem nich pozostały niezmienione, choć bardzo
żałuję, że tym razem nie zobaczyłam Lukrecji, Doctore, czy
przebiegłego Ashura.
Ciężko
jest się spodziewać, aby opowieść o Spartakusie zakończyła się
happy endem. Wtedy cały scenariusz zdecydowanie odbiegałby od podań
historycznych. Kiedy już na horyzoncie pojawił się Marek Krassus
było oczywiste, że „Wojna
potępionych”
to zdecydowanie finałowy sezon i ostateczna rozgrywka Republiki
Rzymskiej z niewolnikami. Na bok odsunięto gladiatorską przeszłość,
a także przyjemności seksualne i skupiono się na prawdziwym celu
tej rebelii. „Spartakus”
zachował jednak swój styl, a co za tym idzie ten nietypowy klimat,
który sprawił, że pokochaliśmy go całym sercem. Nie brakowało w
nim brutalności, ale także i miejsca na chwile zadumy oraz
ogromnych wzruszeń. Bywało, że odcinki były nadto przegadane, ale
niektóre obfitowały akcję i dynamizm. Nawet Liam udowodnił, że
poradził sobie z postacią Spartakusa równie dobrze jak Andy. W
konsekwencji nie boję się stwierdzenia, że serial stacji Starz
podbił moje serce w każdym calu, choć finałem całkowicie je
zmiażdżył. Zdecydowanie polecam wszystkim tym, którzy nie boją
się ogromu wrażeń, jakie może Wam dostarczyć serialowa wersja
„Spartakusa”.
Ocena:
8/10
Serialu niestety nie oglądałam, ale może kiedyś się skuszę. Ostatnio zaczęłam gustować w takich klimatach po serii "Gra o Tron".
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z http://kino-strefa.blogspot.com/
i zapraszam :)