Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Imperium nie poddaje się i na nowo buduje Gwiazdę Śmierci, która będzie miała większą siłę rażenia niż poprzednia. Jednakże pojawia się rzeczywiste zagrożenie dla planów Imperatora (Ian McDiarmid) i Lorda Vadera (David Prowse), jest to młody Luke Skywalker (Mark Hamill), który poznał tajemnice Mocy i jest bliski zostania Jedi. Wyrusza on na swoją rodziną planetę Tatooine, gdzie Jabba przetrzymuje zamrożonego Hana Solo (Harrison Ford). Dzięki przebiegłemu planowi udaje mu się uratować wszystkich przyjaciół i położyć kres rządom Jabby. Prawdziwym celem Rebeliantów prowadzonych przez Skywalkera jest jednak zniszczenie nowej Gwiazdy Śmierci. Aby tego dokonać muszą dostać się na planetę Endor, aby zlikwidować źródło zasilania pola magnetycznego chroniącego wszystkie statki Imperium. W międzyczasie Luke poznaje całą prawdę na temat swojej rodziny i przyjdzie mu stanąć przed ostateczną próbą zanim zostanie rycerzem Jedi.
„Powrót Jedi” zamykanie zwykłą przygodę jaką okazały się być dzieje rodziny Skywalkerów, począwszy od Shmi Skywalker – matki Anakina, a kończąc na Luke`u, jego synu. Pierwotnie film miał nosić tytuł „Zemsta Jedi”, która byłaby idealnym nawiązaniem do „Zemsty Sithów” kiedy to ciemna strona Mocy przejmują kontrolę nad Galaktyką.Jednakże zmiana tytułu była trafną decyzją, gdyż można rozumieć go na kilka sposobów. Jednym z nich jest zachowanie kontynuacji rycerzy Jedi, chroniących Moc i całą Galaktykę, drugim natomiast jest chwytające nawrócenie się jednej z postaci. Cały film jednak stanowi walkę dobra ze złem, nie tylko fizycznie, ale także mentalnie w umyśle młodego Luke`a, który to stanie przed próbą swojej wiary. Wszystko to zaczyna się już od pierwszych scen u Jabby, w których ma się wrażenie, że Luke przeszedł w ręce Sitha. Oczywiście, później znowu wszystko się wyjaśnia, tylko po to, aby za chwilę mogło dojść do ostatecznej rozgrywki. Ponadto podczas oglądania filmu twórcy zabierają nas w wiele różnych miejsc. Ponownie wrócimy na Tatooine, ponadto będziemy mogli zachwycać się urokami Endoru, który zamieszkiwany jest przez urocze Ewooki. Podczas tych wizyt bardzo dużo się dzieje, gdyż w końcu każda taka wyprawa związana jest z konkretną misją, a nie aspektami turystycznymi. Prawdziwa akcja rozgrywa się jednakże w kosmosie. To tutaj ma miejsce największa kosmiczna walka pomiędzy Rebeliantami i szturmowcami Imperium. Tutaj prezentuje się największa potęga filmu, bez której żaden mężczyzna nie zakochałby się w tym filmie. Wszystko ładnie i płynnie przechodzi z jednej sceny w drugą. Jednakże oglądając film zauważyć można wiele nieścisłości, których nie dokończono w „Zemście Sithów”. Przykładem jest rozmowa Luke`a z Leią o jej matce, gdy mówi ona, że pamięta iż była piękna, gdy tak naprawdę Amidala w trzecim filmie zginęła podczas porodu. Jest kilka takich spraw, ale są to drobnostki, które zafascynowany historią widz po prostu omija.W nowej wersji filmu widzimy także niesamowitą scenę na końcu filmu, kiedy to pojawiają się rycerze Jedi znani Luke`owi. Chodzi o drobną zmianę jednej z postaci. Z niewiadomych powodów scena ta chwyciła mnie za serce i doprowadziła do płaczu.
Obada filmu ewidentnie postarzała się od ostatniego występu, ale w końcu minęły kolejne trzy lata.Większość z nich nie rozwinęła się zbytnio, jak Carrie Fisher, czy Mark Hamill.Natomiast Harrison Ford miał niezły tupet podczas kręcenia filmu. Nic dziwnego więc, że jego postać stała się jeszcze bardziej olewacka, ale wpłynęło to pozytywnie na jego wizerunek i odbiór całego filmu. W tym filmie po raz pierwszy pojawia się Imperator z krwi i kości. Jego postać gra Ian McDiarmid i to właściwie tylko dzięki ingerencji Lucasa. Tak samo dzięki niemu występuje on w trzech nowych filmach, grając tę samą postać. Był bardzo przekonujący i mroczny. Autentycznie przerażał, a to nie zawsze się udaje gwiazdom. Prawdziwą gratkę stanowiła postać Dartha Vadera, gdyż jego postać odgrywana była przez czterech mężczyzn. W pierwszej połowie filmu gra go David Prowse, w walce na miecze świetlne – kaskader imieniem Bob Anderson, w scenie bez maski jest nim Sebastian Shaw, natomiast głosu ponownie użycza mu James Earl Jones. Ponadto Vader pojawia się także w swojej młodej postaci, którą znamy z „Ataku klonów” i „Zemsty Sithów”, a ma to miejsce w scenie spotkania z duszami innych Jedi.