Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Mary Horowitz (Sandra Bullock) pracuje w lokalnej gazecie, do której każdego dnia pisuje krzyżówki. Z zadowoleniem obserwuje jak przechodnie głowią się nad rozwiązaniem jej szarad podczas, gdy ona sama zna odpowiedź praktycznie na każde pytanie. To jednak nie pomaga jej w znalezieniu chłopaka. Na czas dezynfekcji u niej w mieszkaniu wprowadza się do domu swoich rodziców. Jej matka korzysta z okazji i ustawia ją na randkę w ciemno z synem swojej koleżanki Stevenem (Bradley Cooper). Mary zniechęcona zgadza się, jednakże, gdy jej randka przychodzi ją odebrać Mary jest zszokowana z jakim przystojnym mężczyzną umówiła ją jej matka. Niestety, już po kilku chwilach sam na sam w samochodzie Mary przeraża Steve`a swoją inteligencją i ciągłym gadaniem. Wymiguje się z dalszej randki udając, że musi iść do pracy. Chcąc być miłym nieumyślnie robi nadzieję na dalsze spotkania, a sam ucieka gdzie pieprz rośnie. Następnego dnia zachwycona Mary tworzy krzyżówkę, która w całości dotyczy informacji o Stevenie. W wyniku swojej niekompetencji traci pracę, ale to daje jej tylko szansę w podążaniu za ukochanym, który jest reporterem w lokalnej stacji telewizyjnej, gdyż przekonana jest, że jest on mężczyzną jej życia.
Do tej pory próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie co poza Sandrą Bullock nakłoniło mnie do obejrzenia tego filmu. Wciąż zastanawiam się dlaczego ludzie wydają pieniądze na takie filmy i w ogóle wypuszczają je na ekrany. Po raz pierwszy (pomijając nominacje za te kretyńskie parodie typu „Wielkie Kino”) zgadzam się z opiniami większości krytyków. Film jest autentycznie głupi, nic sobą nie prezentuje i do końca nie wiadomo o co w tym filmie chodzi, bo przecież... co z zakończeniem?
Sandra Bullock w tym roku jako jedyna uzyskała aż dwie całkowicie od siebie odmiennych nagród. Z jednej strony zdobyła Złotą Malinę za rolę Mary, a z drugiej Oscara za rolę w filmie „Blind Side” . Jest to co najmniej szokujące, bo po raz pierwszy muszę się zgodzić, że zasłużyła na Złotą Malinę. Mary była po prostu postacią tak beznadziejną, że aż szok. Patrząc na jej zachowanie można by pomyśleć, że jest głupią blondynką, ale kiedy w końcu się odzywała okazywało się, że jest chodzącą encyklopedią. Sandra może za bardzo wczuła się w rolę. Pierwszy raz widziałam ją grającą tak dziwną postać. Przyjęcie tej roli nie wyszło jej na dobre. Poza tym... uważam, że beznadziejnie wyglądała w tej fryzurze. Jej filmowym ukochanym Stevenem został Bradley Cooper. Także dostał nominację do Złotej Maliny za duet z Sandrą Bullock. Tak, faktycznie duet ten za dobrze nie wypadł, ale Bradley jak zawsze prezentował się niezwykle. Kiedy się patrzy w te jego niebieskie oczy... ech. No tak więc przystojniak z niego jest – nie ma co tutaj dużo mówić. No, ale aktorsko jakoś się nie popisał.