Slevin ostatnio ma niesamowitego pecha. Traci pracę, dowiaduje się, że
blok w którym mieszka jest przeznaczony do rozbiórki, przypadkowo jest
świadkiem zdrady swojej dziewczyny no i dodatkowo został napadnięty i
okradziony. Slevin zamieszkał w mieszkaniu swojego znajomego Nicka
Fishera. Nie wie on jednak, że owy znajomy miał pełno długów u
największych szych w mieście Szefa i Rabina. Wszyscy biorą go za Nicka i
nikt nie chce słuchać, że jest inaczej. Aby przeżyć, Slevin zawiera
umowę z dwoma walczącymi ze sobą gangsterami.
Sama nie wiem dlaczego dopiero dziś zobaczyłam ten film, chyba tylko
dlatego, że pożyczyłam płytę, na

której był również ten film i tak sobie
czekałam :D
Zacznę jak zwykle od tytułu. Tym razem Polacy
pokazali całkowitą swoją debilność. Nie dość, że nie przetłumaczyli
dobrze tytułu to w dodatku walnęli taki tytuł, który w ogóle nie ma
sensu. Wszystko wyjaśniam po kolei. Lucky Number Slevin jeżeli już to
powinien zostać przetłumaczony jako "Szczęśliwy Numer Slevin", ponieważ
tak nazywał się koń biorący udział w wyścigu, który zapoczątkował pewną
sytuację. Zabójczy numer w ogóle jest beznadziejnym tytułem i jak się
tak głębiej zastanowić to nie ma żadnego podtekstu, no chyba, żeby uznać
"numer" jako jakiś wyskok albo cosik w tym stylu, to ewentualnie wtedy
można byłoby się zgodzić.
Jak zwykle to bywa słyszałam wiele
różnych przeciwstawnych sobie komentarzy dotyczących tego filmu. Ja jak
zwykle pozostałam niewzruszona, więc i tak się uparłam, żeby zobaczyć
ten film, w końcu taka obsada :)
Film już od samego początku mnie
zaciekawił. Bruce siedzący na wózku inwalidzkim opowiadający jakiemuś
mężczyźnie historię pewnej rodziny, której ojciec i mąż zapożyczył się
na 20 tysięcy dolarów, żeby zagrać na wyścigach. Przegrał i wtedy
dopadli go ludzie, od których pożyczył kasę. Dopadli nie tylko jego, ale
również całą jego rodzinę. Masakryczne czyż nie? Jak dla mnie to nawet
bardzo. Potem Bruce coś tam gada o Kansas City Shuffle i zabija tego
mężczyznę. Zaskoczyło mnie to. Bruce morduje z zaskoczenia? Naprawdę
mnie to zaskoczyło :D

Potem akcja można by powiedzieć troszkę
się rozwija, chociaż ja wciąż czekałam na skok napięcia, wybuch emocji i
w ogóle na żywszą akcję. I co? Doczekałam się! Tak właśnie :) Slevin
się zakochał w sąsiadce znad przeciwka, Lindsay :) Akcja również się
rozwinęła, no a napięcie wzrosło do tego stopnia, że oglądałam ten film z
otwartymi ze zdziwienia ustami. Chciałabym napisać coś więcej, ale nie
chcę wam odbierać przyjemności z oglądania tego filmu i zachwycania się
tymi wszystkimi szczegółami, które nagle zaczęły do siebie pasować, a
mianowicie dostajemy odpowiedzi na kilka nurtujących nas pytań. Na
przykład: po co była ta historia z tą rodziną? I dlaczego Goodkat czyli
Bruce nie zrobił nic, żeby powiedzieć tamtym szychom, że Slevin to nie
Nick, pomimo tego, że o tym wiedział. No i w pewnym momencie wszystko
stało się jasne :)
Nie powiedziałabym, że film jest komedią. W
żadnym wypadku. W ogóle nie było w nim nic śmiesznego. Tzn. no ja
oczywiście się zaczęłam śmiać jak cała sytuacja się wyjaśniła i było
wiadomo co i jak no i jeszcze po drodze miałam kilka takich wybuchów
śmiechu, ale to też raczej z absurdalności wydarzeń, a nie związanych z
tym, że ktoś zrobił coś śmiesznego.
Było kilka zabawnych tekstów
dla przykładu, gdy Slevin zastał swoją dziewczynę z jakimś kolesiem i

dość jednoznacznej sytuacji. Wtedy nastąpiła komiczna wymiana zdań,
których treści już nie pamiętam, ale to mnie rozbawiło dlatego, że było
to zabawne :P
Teraz troszku o obsadzie :) Oczywiście Bruce :)
według mnie w roli Goodkata był po prostu niewiarygodny. Co prawda nie
pojawiał się zbyt często, ale jak już się pokazał to aż powiało grozą :P
Następnie Morgan Freeman, który powinien być wszystkim znany :) też
grał świetnie :) pierwszy raz widziałam go w takiej roli, ale wiadomo,
że świetny aktor wszystko świetnie zagra, no i tak właśnie było w
przypadku Freemana. Josh Hartnett na pewno jest wam też znany, ale jakoś
nie specjalnie przypadł mi do gustu w tym filmie, chociaż to jego
mordercze spojrzenie pełne nienawiści i chęci zemsty, coś
niewiarygodnego. Ben Kingsley... nie lubię tego faceta i staram się
unikać filmy z jego udziałem. Dlatego też nie wypowiem się na jego
temat. W roli dziewczyny Slevina czyli Josha wystąpiła Lucy Liu, czyli
Lindsay. Była naprawdę urocza i w dodatku jaka bystra. Strasznie szybko
kojarzyła fakty :), ale jak widać po tym filmie lepiej nie być zbyt
bystrym, bo niektórym może się to nie spodobać.
Film mi się
podobał, ale to chyba tylko za sprawą ostatnich 40 minut gdzie wszystko
stawało się jasne, a przynajmniej ja się domyśliłam o co biega :)
Momentami film był potwornie nudny, tak nudny, że aż mój chłopak usnął
:P hehe :d ale ja byłam wytrwała i Bruce wraz z Morganem sprawiali, że
chciałam oglądać dalej ;)