Reżyseria: Martin Brest
Scenariusz: Ron Osborn, Jeff Reno, Kevin Wade, Bo Goldman
Zdjęcia: Emmanuel Lubezki
Muzyka: Thomas Newman
Kraj: USA
Gatunek: Melodramat
Premiera światowa: 02 listopada 1998
Premiera polska: 01 stycznia 1999
Obsada: Brad Pitt, Anthony Hopkins, Claire Forlani, Marcia Gay Harden, Jeffrey Tambor, Jake Weber
Zbliżają się 65 urodziny Williama Parrisha, które przygotowuje jego
starsza córka Allison. Pewnego wieczoru w domu Parrisha zjawia się
tajemniczy młody mężczyzna, który mówi mu, że jest śmiercią i przyszedł,
żeby to zabrać, ale jeżeli chce zyskać trochę czasu musi go oprowadzić
po jego domu i życiu. Parrish swojego nowego znajomego przedstawia jako
Joe Blacka. Joe towarzyszy mu cały dzień. Idzie nawet z nim do jego
firmy i uczestniczy w zebraniu zarządu. Powoli Joe zaczyna się uczyć co
tak naprawdę znaczy żyć, zakochuje się w młodszej córce Parrisha, Susan.
Pomysł na film ciekawy. Potrafi wciągnąć widza, zaczynamy się
zastanawiać jak to się skończy. Czy Joe zostanie z Susan? A może odda
ciało tego chłopaka? Ja oczywiście byłam nastawiona do zakończenia filmu
dość optymistycznie. Film, który trwa trzy godziny dla niektórych może
być strasznie nudny, ale jakoś dziwnie mnie nie nużył. Było tam kilka
śmiesznych scen oraz scen, które szokowały. No i oczywiście wszystko
doprawione miłością Susan i Joe.
Na samym początku poznajemy
mężczyznę, którego Susan spotyka w kawiarni. Jest to Joe Black, ale po
pierwsze jeszcze śmierć nie zabrała mu ciała a po drugie przecież wcale
się tak nie nazywał. Już wtedy widzimy, że pomiędzy tymi dwojga coś
iskrzy. Trochę śmieszne było to jak "zginął", z trudem powstrzymywałam
się od śmiechu. Zabawne było to jak śmierć nic nie wiedziała o życiu.
Nie wiedziała nawet co to jest masło orzechowe i jak pyszne potrafi być.
Powaliła mnie scena, w której Joe poszedł do kuchni, a kucharz dał mu
łyżeczkę z masłem orzechowym a on tak śmiesznie ją oblizywał hehe :D
Czas na miłość. Kto by pomyślał, że śmierć może się zakochać w
kobiecie. Oczywiście o ile odróżnia ona wogóle miłość :P Pierwszy
pocałunek, no i pierwszy raz. To było naprawdę bardzo bardzo urocze i
jednocześnie wzruszające, każda kobieta o tym marzy. Szkoda, że ta
miłość była bez przyszłości. Niesamowite było to ich pożegnanie,
rozpłakałam się po prostu.
Trochę szokującą dla mnie sceną była
scena,w której Drew odbiera Williamowi jego własną firmę, ponieważ on
nie chciał zgodzić się na fuzję. Na dodatek uważali, że Joe ma coś
wspólnego z negatywnymi decyzjami. Na szczęście ten motyw wyjaśnia się
na samym końcu i w spokoju możemy pożegnać się z filmem :)
Szkoda tylko, że Parrish musiał umrzeć w swoje urodziny, ale najważniejsze, że był na to przygotowany.
Urokowi
całemu filmowi dodawała muzyka. Idealnie pasowała do każdej chwili
gdzie występowała. Sprawiała, że płakaliśmy, sprawiała, że serce
zaczynało bić szybciej.
Zakończenia filmu niestety zdradzić nie
mogę, chociaż po części już zdradziłam, ale w sumie powiedziałam to co
było oczywiste. Głównego jednak i najważniejszego dla mnie nie zdradzę.
Kto oglądał ten wie.
Trochę zaskoczyła mnie tutaj rola Brada
Pitta. Był taki nieśmiały i niewinny, że aż uroczy. Po raz pierwszy mi
się podobał w jakimś filmie, a to już musiał być naprawdę genialny.
Anthony Hopkins jak zwykle gra takich twardych facetów :) Najbardziej
podoba mi się jak wyraża swoje negatywne uczucia. Jak krzyknął na Brada,
że powinien zapytać go o pozwolenie to myślałam, że głośniki mi przy
kompie rozsadzi :P No i oczywiście Claire. Bije z niej niesamowity urok,
taka delikatność. Grała pięknie, bardzo przekonywująco :) Podobało mi
się, gdy przy pożegnaniu z Joe, domyśliła się kim on naprawdę jest, nie
musiała nawet pytać po prostu to czuła :) ech to mnie chyba najbardziej
urzekło w tym filmie. Miłość, w której druga osoba wie dokładnie co
myślisz, wie dokładnie co czujesz. Nie musisz nic mówić, ona to po
prostu wie, ona to czuje i widzi to w Twoich oczach i w Twoim sercu.
Film jest przepiękny. Dawno nie widziałam takiego pięknego filmu.
Jestem pod dużym wrażeniem chociaż muszę przyznać, że spodziewałam się
większego wylewu łez z mojej strony.
