Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: Nim`s Island
Mała dziewczynka
o niezwykłym imieniu Nim zamieszkuje wraz ze swoim ojcem
naukowcem-Jackiem Rusoe bezludną wyspę. Kiedy jednak jej ojciec wypływa w
morze w celu dalszych badań Nim zostaje sama ze swoimi zwierzęcymi
przyjaciółmi. Wtedy właśnie podejmuje mailową rozmowę z autorką jednej z
najbardziej ulubionych przez Nim powieści przygodowych- Alex Rover, która
z powodu swojej fobii nigdy nie opuszcza mieszkania. Jednak pewnego
słonecznego dnia Nim zauważa, że na wyspę przybył statek, którego kapitan
ma zamiar zbić fortunę na turystach przybywających na dziewiczą wyspę.
Nim musi chronić siebie, wyspę i jej mieszkańców przed najeźdźcami. Ze
względu na to, że jej ojciec od dłuższego czasu nie daje znaku życia
prosi ona Alexa Rovera o pomoc w ochronie wyspy. Pomimo swoich licznych
problemów Alex Rover postanawia pomóc małej dziewczynce, która została na
wyspie całkiem sama.
Sam pomysł
jest już dość naciągany. Mała dziewczynka mieszka z ojcem na
bezludnej wyspie, ale mają dostęp do prądu, dzięki stosowaniu kolektorów
słonecznych, a także dostęp do Internetu i telefonu dzięki satelicie.
Normalnie takie rzeczy się nie zdarzają. Nie wspomnę już o tym całym
gadaniu ze zwierzętami. Rozumiem,że jak się z kimś mieszka przez całe
życie to łatwo jest wychwycić jego zwyczaje i mowę, ale zwierzęta? Trudno
było mi uwierzyć, że jaszczurka imieniem Eddie w ogóle cokolwiek
rozumiała z tego co Nim do niego przemawiała. Nie mówiąc już o pelikanie
(czy co to tam było) imieniem Galileusz, który jakimś dziwnym sposobem
pomagał ojcu Nim kiedy był w opałach, np. łowił dla niego ryby. Nie
powiem- pomysł całkiem nie najgorszy, bo przecież kto nie
chciałby dogadywać się tak ze zwierzakami, ale kto w to uwierzy, że coś
takiego jest możliwe? Mój pies do tej pory nie rozumie jak mówię mu
„Przynieś misia”, a on przynosi mi piłkę, bo akurat była pod ręka, a jest
już z nami ponad 5 lat. No,ale to w końcu film dla dzieci. Podobało mi
się jednak to, że Alex Rover przyjechała do niej z San Francisco. Chociaż
z drugiej strony też jest to naciągane trochę, że przyjechała na pomoc
zupełnie nieznanej sobie wcześniej dziewczynce. Przygód nie było tutaj za
wiele, bo przeżyć na morzu raczej takowymi nie mogę nazwać. Zaskoczyło
mnie natomiast to, że kiedy Nim wybudziła niechcący wulkan ze snu to
potem nagle zgasnął, a myślałam, że wywali jakąś lawą skoro już ten
popiół wszędzie latał. No, ale mniejsza o szczegóły prawda?Podobało mi
się wprowadzania do normalnego życia postaci wytworzonej przez
Alex Rover. To nic, że przyjmował postać ojca Nim :D wyglądało to jednak
bardzo ciekawie, w szczególności, gdy zaczęła się z nim szarpać na oczach
taksówkarza.Podobała mi się także scena, w której Nim zaczyna czytać
książkę i cała akcja z książki zaczyna się dziać wokół niej.
Główną rolę
małej Nim zagrała Abigail Breslin, którą mogliśmy się już zachwycać
w wielu filmach, w tym w „Małej Miss”. Tutaj jednak nie ma się czym
zachwycać. Grała dość przeciętnie i niczym szczególnie się nie wybijała. W
końcu- każdy potrafi gadać ze zwierzętami. W roli jej ojca wystąpił sam
Gerard Butler. Przez połowę filmu zastanawiałam się co on robi w filmie
tego typu. W końcu to nie to samo co rola w „300” czy też „P.S. Kocham
Cię”. Nie miał zbyt pasjonującej roli i tak też zagrał. Nie było przy
czym poszaleć. Za to z pewnością poszalała Jodie Foster w roli Alex
Rover. Co prawda też się zastanawiałam co ona robiła w tym filmie, ale na
nią to się chociaż fajnie patrzyło i to nie tylko przez to,że bała się
całego świata i przez to dawała dużo frajdy, ale ogólnie uważam, że Jodie
całkiem nie najgorzej wygląda. Ogólnie grę aktorską mogę
ocenić pozytywnie, ale nie aż tak bardzo. Nie przesadzajmy w ocenach, bo
mogło być o wiele lepiej.