Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: Alice in Wonderland
Gdy Alicja (Mia Wasikowska) była mała trafiła do magicznej krainy, w której poznała szalonego kapelusznika, znikającego kota, złą królową i wiele innych postaci.Teraz, kiedy od tamtych wydarzeń minęło już 13 lat wkraczająca w dorosłość Alicja wciąż uważa, że wydarzenia z dzieciństwa były tylko snem, a nierzeczywistością. Podczas przyjęcia w domu lorda Hamisha (Leo Bill) ma on zamiar oświadczyć się Alicji. Dziewczyna jednak ponownie podąża za białym króliczkiem, ponownie wpada do dziury i ponownie trafia do Krainy Czarów. Jak się okazuje jej mieszkańcy specjalnie sprowadzili Alicję, aby obaliła ona Czerwoną Królową (Helena Bonham Carter) prowadzącą krwawe rządy. Dziewczyna jednak wciąż uważa, że śni, do momentu, w którym nie przypomina sobie wydarzeń z dzieciństwa.
Jak już wspominałam rzadko zdarza się, żeby ktoś nie słyszał o „Alicji w Krainie Czarów”. Było już dziesiątki ekranizacji tej powieści, dlaczego więc wizja Tima Burtona to ta godna uwagi? To proste. Nie jest to typowa Alicja, gdyż w tym filmie mamy dorosłą Alicję i jej nowe przygody w krainie czarów. Niestety, nie pamiętam dokładnie przebiegu wydarzeń w prawdziwej „Alicji”, ale nie trudno się domyślić, że wizję Burtona można swobodnie nazwać kontynuacją jej przygód. Jak dla mnie pierwsza część filmu jest dość nużąca. Myślę, że głównie twórcy chcieli skupić uwagę na animacji i zapoznać z kluczowymi postaciami w filmie. Ja jednak czekałam na prawdziwą akcję i jak się wkrótce okazało doczekałam się. Było to dość fascynujące w szczególności, że uzbrojona była ona w ciekawe stworzenia, które chyba na zawsze wryły się w moją pamięć. Nie mniej jednak jestem zadowolona z tego co zobaczyłam, ale przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś więcej.
Cały film właściwie został stworzony przy pomocy grafiki komputerowej. Jak się jednak później dowiedziałam– nie tylko. Oprócz tego, że w filmie pojawili się prawdziwi bohaterowie z krwi i kości zastosowano także klasyczną animację, ale także i wiele innych technik.Jak dla mnie pod względem animacji jest to prawdziwe arcydzieło, które porównywać można nawet z „Avatarem”. Do moich ulubionych efektów należy z pewnością walka ze Dżabbersmokiem (czy jak go tam zwali), jak i sam stwór,który po prostu mnie poraził. Rewelacyjnie prezentowała się także siedziba Czerwonej Królowej, chociaż muszę powiedzieć, że zamek Białej Królowej też był niczego sobie. Przepiękne krajobrazy, no i oczywiście roślinność robiła swoje wspaniale wzbogacając całość. Właściwie to mogłabym się tutaj rozpływać nad tym ileż to efektów mi się podobało, bo w sumie musiałabym chyba każdą klatkę opisać, ale prawda jest taka, że musicie sami to zobaczyć.
To dzięki wspaniałym zdjęciom naszego rodaka Dariusza Wolskiego, który już wcześniej współpracował z Burtonem przy filmie „Sweeney Todd”, film oglądało się, bądź co bądź, przyjemnie. Była to prawdziwa uczta dla oczu. Muszę powiedzieć, że jest on moim ulubionym operatorem. Jego geniusz idealnie pasuje do Burtona dlatego też tworzą razem wspaniałe filmy. Inną osobą, która już wcześniej współpracowała z Burtonem jest Danny Elfman, który potrafi stworzyć mrożącą krew w żyłach muzykę. Coś jednak jest w niej magicznego, coś co sprawia, że jest on jednym z moich ulubionych kompozytorów filmowych. Kolejną zaletą filmu są kostiumy oraz charakteryzacja. Colleen Atwood stworzyła wspaniałe stroje. Do moich ulubionych należały oczywiście kreacje pań, a więc wszystkie suknie stworzone dla Alicji.3 wersje jednej niebieskiej sukienki, sukienka stworzona przez świtę Czerwonej Królowej, strój, który dostała od Białej Królowej, i inne, no jak dla mnie arcydzieło. Wspaniale prezentowały się także kreacje Czerwonej i Białej Królowej. Białej wyglądała jak suknia ślubna, ale co tam, mogłabym taką założyć. Przepiękne. Wrażenie robią także stroje dla Panów w tym dla Szalonego Kapelusznika. Jednakże dla mnie to cała ta postać została wspaniale zaprezentowana. Nie tylko za sprawą Johnny`ego Deppa, ale także i przez strój Colleen Atwood oraz charakteryzację. Rewelacyjne kolory, wspaniale zgrane w jedną całość.
Niestety, miałam tą nieprzyjemność oglądać film w wersji dubbingowanej. Jednakże ze względu na fakt, że w oryginalnej wersji musiałabym skupiać się na napisach a nie na filmie – więc może dobrze się stało. Wciąż jednak żałuję, że nie mogłam w pełni odbierać znakomitego aktorstwa Deppa i Bonham Carter. W tytułowej roli zobaczymy wschodzącą młodą gwiazdę o polskich korzeniach Mię Wasikowską. Jak dla mnie niebyła zbyt porywająca, przejdźmy więc do prawdziwych gwiazd tego filmu. Po pierwsze Johnny Depp. Uwielbiam go. W każdej roli jest rewelacyjny, oddaje całego siebie i autentycznie staje się graną przez siebie postacią. Dlatego też czekałam na jego Kapelusznika i nie zawiodłam się. Żałuję tylko, że nie mogłam usłyszeć go w tym filmie, gdyż pewnie moje wrażenia byłyby jeszcze lepsze. Depp,jak i Helena Bonham Carter bardzo często pojawiają się w filmach Burtona.Występowali już razem w „Sweeney Toddzie” oraz w „Gnijącej Pannie Młodej”. Po drugie, Helena Bonham Carter, która dorównywała wielkością Deppowi. Tzn. nie dosłownie, gdyż jej postać była niska i stworzona zarówno za pomocą animacji, jak i samej aktorki – jedna z dwóch (chyba) postaci stworzonych w tej sposób w tym filmie. Jako Czerwona Królowa była przekonująca. Jej „Skrócić o głowę” (chociaż powinno być raczej „Ściąć jej głowę”) było przerażające, ale i zabawne. Jednakże tak jak Johnny, dała z siebie wszystko i wyszło to wspaniale. Postać Białej Królowej przypadła w udziale Anne Hathaway, z której miałam niezły ubaw. Ta jej gestykulacja i wiecznie podniesione ręce, jakby w królewskich zachwycie, były rozbrajające. Jednakże właśnie to sprawiło, że Anne wyglądała wspaniale w tej roli. Ciekawie to zagrała, bardzo mi się podobała, chociaż jej wygląd był dość przytłaczający. Ogólnie to lepszej obsady do tego filmu sobie nie wyobrażam.