Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: Planet 51
Na
planecie w odległej galaktyce żyją sobie szczęśliwie zieloni jej
mieszkańcy. Jeden z nich imieniem Lem właśnie rozpoczyna takie życie,
gdyż dostaje wymarzoną pracę i jest bliski zdobycia ukochanej dziewczyny z
sąsiedztwa. Jednakże spokój mieszkańców zostanie zakłócony, kiedy to na
ich planecie ląduje statek kosmiczny NASA z Ziemi. Wszyscy mieszkańcy
przerażeni są myślą inwazji kosmitów, co spowodowane jest nadchodzącą
premierą trzeciego części filmu „Humaniacs”. Kiedy z pokładu statku
wychodzi Chuck Baker nie spodziewa się zastać na niej życia.
Z przerażeniem rzuca się do ucieczki chowając się w pobliskim
planetarium. Tam spotyka Lema, którego prosi o pomoc w dotarciu do jego
statku, gdyż za 3 dni statek matka wraca na Ziemię. Nie będzie to takie
łatwe, gdyż statek Chucka już został objęty specjalnym nadzorem ze strony
służb wojskowych pod przewodnictwem Generała Grawla.
Opowieść,
która – jakby nie było, prezentuje odwrócone role bohaterów jest dość
ciekawa, w szczególności,że może rodzić tylko zabawne sytuacje. Bo cóż
innego może się zdarzyć kiedy astronauta przybywa na niezbadaną planetę w
nadziei, że znajdzie tam tylko pył kosmiczny i skałki, a tam zielone
ludziki, które utknęły w latach 50-tych z pieskami będącymi uroczymi
miniaturkami Obcego. Każdy pomyśli, że ubaw byłby niesamowity, ale jak
się okazało wszystkie śmieszniejsze sceny zostały umieszczone w
zwiastunie. Przykładem jest oczywiście przybycie Chucka do ogródka, czy
też akcja z lekarstwem, które zielona mamusia podaje swojemu choremu
synkowi mówiąc, że jak nie weźmie to przyjdzie straszny Pan i ...
bach,nagle wpada Chuck. Oczywiście później jest już schematycznie i
niczym się ta animacja nie wyróżnia na tle innych filmów. W dodatku mamy
tutaj kilka nawiązań do innych historii z kosmitami, jak właśnie „Obcy”,
czy też „E.T.”. No, ale w końcu bajki jak zawsze mają czegoś nauczyć, a
czego uczy nas ta bajka – „nie wszystko co obce, nieznane jest złe”.
Jak
przystało na film animowany w polskich kinach wyświetlany był w wersji
spolszczonej, a więc znowu mamy do czynienia z dubbingiem. Dialogi
polskie po raz kolejny stworzył Bartosz Wierzbięta. Ma na swoim koncie
wiele animacji w tym „Madagaskar”. Jednakże te dialogi w filmie momentami
były lepsze, ale zazwyczaj raczej przeciętne. Z kolei Elżbieta
Kopocińska – Bednarek, która odpowiadała za reżyserię dubbingu podczas
prac nad „Kung Fu Panda”, czy też „Sposób na rekina” tym razem
tak średnio dobrała aktorów. Niektórzy zrobili na mnie dobre wrażenie,
ale inni wręcz przeciwnie. Do pierwszej grupy mogę zaliczyć Piotra
Adamczyka, który dał głos Chuckowi. Muszę powiedzieć, że całkiem fajnie
mu to wyszło. Po raz kolejny Jarosław Boberek dobrze się spisał jako
Skiff. Chociaż i tak próbowałam się doszukać tych znanych mi już przy
Julianie tonów. Jak dla mnie totalną porażką w filmie było umieszczenie
Muńka Staszczyka jako Glara – tego hipisowskiego kolesia. Oczywiście nie
trudno było się domyśleć, że to właśnie on będzie mówił głosem Muńka ze
względu na miłość do swojej gitary i śpiewu. Jednakże, kiedy zaczął
śpiewać... no cóż, to nie moje klimaty i uświadomiłam sobie jak
bardzo nie lubię zespołu T.Love.