Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Amerykę, tak jak i cały świat dosięga Apokalipsa. Ze względu na ogromne pożary giną całe plony, w związku z czym zaczyna brakować jedzenia. Ludzie zaczynają przejawiać zapędy kanibalistyczne, aby jakoś przetrwać. Ci, którzy tego nie preferują stają się ich ofiarami, a Ci mądrzejsi kończą żywot na swoich własnych warunkach. Po utracie ukochanej żony (Charlize Theron), która nie miała siły dłużej walczyć, opuszczony ojciec (Viggo Mortensen) wraz ze swoim synem (Kodi Smit-McPhee) udają się w podróż na południe w poszukiwaniu jedzenia, ciepła i być może bezpiecznego lokum, aby móc się skryć przed kanibalami. Jednakże jeszcze daleka droga przed nimi, która pokaże im niezwykle cienką granicę pomiędzy człowieczeństwem, a bestialstwem.
Sposób w jaki twórcy przedstawiają świat postapokaliptyczny jest bardzo interesujący, gdyż w gruncie rzeczy w filmie nie dowiadujemy się jak doszło do takiego stanu rzeczy ani co spowodowało sprowadzenie zagłady na cywilizację. Z jednej strony jest to dobre zagranie, gdyż widz sam może sobie dorobić teorię. Jednakże dla takich ludzi jak ja, z nieograniczoną wyobraźnią, sprawia to, że ma się tysiąc wizji tego jaki kataklizm mógł pozostawić naszą planetę w takim a nie innym stanie. Nie mniej wydarzenia, które mają miejsce w filmie dotyczą tego co się dzieje po tej apokalipsie. Jak zmienia się świat, nie tylko sama planeta, ale także i jej mieszkańcy. W filmach typu „Jestem legendą” jest to o tyle inne, że tam ludzie, którzy stają się kanibalami, można tak powiedzieć, nie wyglądają już na ludzi. Tutaj z kolei dalej tymi ludźmi pozostają, co jest jeszcze bardziej przerażające. Dla podkreślenia okropności tej sytuacji przedstawiono jedną scenę, kiedy to ojciec z synem trafiają do domu – jak im się wydaje, opuszczonego, jednakże okazuje się być on siedzibą kanibali, a pod podłogą, w prowizorycznej piwnicy – chowają swoje zapasy. Ponadto codzienne problemy z jakimi muszą zmierzyć się ojciec z synem także nie należą do najprzyjemniejszych. Poszukiwanie jedzenia, czy też jakiegoś schronienia staje się coraz bardziej niebezpieczne. Do tego dochodzi jeszcze silny instynkt przetrwania, który momentami sprawia, że Ojciec upada bania się do zwykłego barbarzyńcy. No i zakończenie filmu, które każdy może interpretować na własny sposób. Kilka teorii możecie znaleźć na przeróżnych forach, jednakże osobiście radzę samemu obejrzeć film, aby mieć na ten temat swoje własne zdanie.
W filmie zobaczymy same znane gwiazdy, a co za tym idzie możemy spodziewać się całkiem nie najgorszej gry aktorskiej. Laureatka Oscara Charlize Theron może i nie pokazywała się w filmie zbyt często, bo jedynie we wspomnieniach Viggo, ale nie mniej wystarczało to, aby zrobiła dobre wrażenie. Z kolei Viggo Mortensen zagrał rewelacyjnie. Co prawda wolę go w roli Aragorna, ale tutaj także mi się podobał. Idealnie wczuł się w postać. Potrafił być czuły dla swojej żony i dziecka, ale także i waleczny, kiedy chodziło o życie jego własne, czy też jego syna. Bardzo mi się podobał. Jego syna zagrał Kodi Smit-McPhee. Kiedy patrzę na tą uroczą buźkę mam wrażenie, że skądś znam tego dzieciaka. Jednakże nie ma zbyt bogatej filmografii, w szczególności takiej, którą bym znała. Dzieciak jednakże ma potencjał i liczę na to, że w przyszłości wyrośnie z niego genialny aktor. Ponadto w filmie możemy zobaczyć epizody z innymi gwiazdami. Przelotnie pokarze się Robert Duvall w roli staruszka, któremu po drodze pomagają Viggo i Kodi. Pod tą stertą włosów i brudu w ogóle go nie poznałam, pomimo tego, że wydawał mi się znajomy. Epizodyczna rola przypadła także w udziale Guy`owi Pearce, pojawia się na samym końcu filmu – gdybyście nie dali rady go rozpoznać, co też jest dość trudne, ale nie niemożliwe. Ogólnie gra aktorska jest na bardzo wysokim poziomie, ale w sumie takiej można było się spodziewać.