Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: Christmas with the Kranks
Nora i Luther Krank (Jamie Lee Curtis, Tim Allen) muszą pogodzić się z faktem, że ich kochana córka Blair (Julie Gonzalo) nie spędzi z nimi najbliższych świąt Bożego Narodzenia, gdyż z korpusu pokoju została wysłana do Peru. Wizja spędzenia bez niej świąt jest bardzo przygnębiająca dla Nory i Luthera, dlatego też Luther wpada na pomysł „pominięcia” Świąt. Postanawiają odejść od tradycyjnego świętowania i w tym roku wybierają się na rejs po Karaibach. W czasie kiedy oni przygotowują się do wyjazdu, sąsiedzi nie dają im żyć, nie rozumiejąc dlaczego nie obchodzą świąt. Dochodzi do tego, że zaczynają potępiać Kranków i obnosić się ze swoim zdaniem na ten temat. Wszyscy jednak zapominają o wspólnych żalach, gdy dzień przed wyjazdem odbierają telefon od swojej córki, która chcąc zrobić im niespodziankę przyjeżdża na święta wraz ze swoim chłopakiem. Całe sąsiedztwo zbierze się, aby w ten wyjątkowy dzień pomóc swoim sąsiadom i sprawić, aby amerykańskie święta nowego chłopaka Blair były naprawdę rodzinne.
W świecie, w którym co roku w okresie świątecznym trudno opędzić się od filmów o tematyce świątecznej trudno jest znaleźć choćby jeden pomysł, który opierałby się na założeniu „omijania” świąt. Jest to coś co raczej rzadko jest spotykane, bo przecież święta są po to, aby przeżyć je ze swoimi przyjaciółmi, rodzinami, a nie po to, żeby wyjechać sobie na wakacje i mieć w nosie całe przygotowania. Może z tego wyniknąć wiele ciekawych i zabawnych sytuacji, które oczywiście przedstawiono w tym filmie, a do najważniejszych z nich zaliczyć należy gniew sąsiadów.
Owa sytuacja rodziła wiele komicznych wydarzeń, które mnie akurat nie bawiły, dlatego też uważam, że jak na komedię to „Święta Last Minute” są dość słabym filmem. Walka o ostatnią szynkę, próba odegnania sąsiadów poprzez polanie wodą ganku (czy jak to tam nazwać), zamrożenie kota, odprawienie z kwitkiem biednych harcerzy, czy też policję zbierającą datki, ciągłe dogadywania, to tylko nieliczne z przykładów zachowań jakie zobaczyć możemy w filmie i ewentualnie uznać za zabawne.
W głównych rolach w filmie możemy zobaczyć Tima Allena oraz Jamie Lee Curtis. Allena każdy kojarzy wyłącznie z komedii. Dziwi więc, że był tragiczny w tym filmie. Zresztą ja osobiście nigdy za nim nie przepadałam. Jak dla mnie jest za sztywny. Z drugiej strony jest Lee Curtis, która także większego wrażenia na mnie nie zrobiła. Osobą, która chyba najbardziej mnie zachwyciła był mały Erik Per Sullivan. Naprawdę, nie da się go nie lubić. Zobaczymy tutaj także wiele innych znanych twarzy jak na przykład Dana Aykroyda, który po raz kolejny postanowił być zarówno zabawny, jak i ostrzejszy. W pozostałych rolach wystąpili między innymi Cheech Marin, Julie Gonzalo, czy M. Emmet Walsh.