Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Reżyseria: Simon Sandquist, Joel Bergvall
Młoda prawniczka o imieniu Jessica (Sarah Michelle Gellar) obchodzi właśnie pierwszą rocznicę ślubu z kochającym ją na zabój mężem – Ryanem (Michael Landes). Są razem przeszczęśliwi, pomimo tego, że goszczą w swoim domu brata Ryana – Romana (Lee Pace), byłego skazańca, którego Jess wybroniła przed sądem za napaść. Pewnego mglistego poranka dochodzi do wypadku samochodowego, w którym udział biorą obaj bracia. Obaj zapadają w śpiączkę i jest nikła szansa na to, że kiedykolwiek się wybudzą. Jess jednakże nie traci nadziei, że odzyska Ryana, w szczególności, że ze śpiączki wybudza się Roman. Lekarze uważają, że Jess powinna zaopiekować się swoim szwagrem, ona sama jednakże jest nim zbyt przerażona, aby choćby przebywać w jego towarzystwie. To nie przeszkadza jej w zauważeniu, że Roman bardzo się zmienił od czasu wypadku, a on sam uważa, że nie jest Romanem, a jej mężem Ryanem uwięzionym w ciele brata.
Całość filmu przytłoczona została przez romans w połączeniu z dramatem. Przez cały czas obserwować możemy wciąż żyjącą miłość Jess i Ryana. Kobiety rozczulać będą się nad maleńkimi gestami, które Ryan wykonywał dla swojej ukochanej żony, momentami będą także zielenieć z zazdrości. Tym bardziej, gdyby poruszyć wątek opętania. Udowadniać to może, że prawdziwa miłość trwa nawet po śmierci, a może wręcz nie boi się jej. Nie mniej mamy najbardziej przewidywalne zaskakujące zakończenie w całej historii kina. Widz spodziewa się pewnego rodzaju wstrząsu, ja osobiście spodziewałam się jakiegoś większego poplątania wydarzeń końcowych. Jednakże wszystko sprowadza się do tego, co właściwie już w pierwszej chwili można się domyślić. Ogólnie pomysł na film jest po prostu rewelacyjny, ale wydaje się, że aktorom nie udało utrzymać się klimatu opowiadanej historii, choć w sumie sam film oglądało się całkiem nie najgorzej.
Oglądając filmy z Sarah Michelle Gellar wciąż mam przed oczami jej uroczą buźkę z serialu „Buffy – postrach wampirów”. Jednakże od tamtej pory minęło już wiele lat, a ona sama grywała już w wielu filmach. Jednakże jeszcze w żadnym nie przekonała mnie do siebie i nie sprawiła, że przestałam nazywać ją imieniem Buffy. Wydaje mi się także, że w każdym filmie, w którym występuje nie daje z siebie wszystkiego. W „Possession” była zupełnie bez wyrazu, bez emocji, niestety. Jej mężem był Michael Landes, którego pamiętam z czasów „Oszukać przeznaczenie 2”. Wraz z Sarah tworzyli uroczą parę, ale chyba zaraził się od niej obojętnością, gdyż też za specjalnie mnie do siebie nie przekonał. Zupełnym jego przeciwieństwem był Lee Pace, który początkowo był niesamowicie agresywny, a tym samym pociągający i oryginalny. Jednakże wszystko to szlag trafił kiedy stał się swoim bratem, także stał się nijaki. A może to tylko złudzenie, tak jak cały ten film. Może to właśnie o to chodziło twórcom, żeby przedstawić tą historię właśnie w ten sposób.