Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: The Twilight Saga: Eclipse
Tak
jak w książce, tak też w filmie postanowiono przybliżyć widzom
najbardziej tajemnicze postacie z rodziny Cullenów, czyli Jaspera i
Rosalie. Poznamy w końcu powody, dla których są jacy są i dlaczego żadne
z nich nie podchodzi do Belli z takim zafascynowaniem jak pozostali
członkowie rodziny. Sama flashbacki są prawdziwie interesujące, ale
niestety nie potrafiły zespolić się w jedno z historią rozgrywającą się w
teraźniejszości. Z tego też powodu sceny te bardziej drażniły niż
zachowywały się w pamięci. Na szczęście pojawiały się rozluźniacze w
postaci zabawnych dialogów i sytuacji, które sprawiały, że przynajmniej
można było się pośmiać. Z kolei druga część filmu to połączenie akcji z
horrorem. W międzyczasie pojawiały się sceny, które wizualnie robiły
wrażenie. Jednakże... ogólnie to akcja działa się za szybko, a właściwie
to za wolno, ale ma się wrażenie jakby bardziej kaleczyła całą opowieść
a niżeli nadawała jej większej płynności. Sceny wydają się pourywane,
ale powodem tego może być po prostu przeskakiwanie z jednych bohaterów
na drugich. Jest to trochę denerwujące. Ponadto można zapomnieć o
jakimkolwiek napięciu. Jedyne napięcie wywołują sceny trójkąta Bella -
Jacob - Edward.
Młodzi bohaterowie tego filmu zdecydowanie
dorastają wraz z każdym kolejnym filmem. Bynajmniej nie ma na to wpływu
udział w sadze, a raczej projekty, które realizują w międzyczasie. U
innych postęp widać bardziej, u innych poziom aż tak bardzo się nie
podniósł. Kristen Stewart występuje w wielu filmach, ale to udział w
"Zmierzchu" zapewnił jej światową sławę - w szczególności wśród
młodzieży. Ja zauważam, że z każdym filmem jest mniej denerwująca i
coraz bardziej urodziwa. Rozkwita pod tymi dwoma względami co jest
pocieszające. Z drugiej zaś strony jest Edward Pattinson. Nie wiem czemu
kochają się w nim miliony. Ma coś w sobie, ale to nie mój typ, poza tym
aktorem jest dla mnie żadnym. Być może nie potrafi poradzić sobie z
rolą wampira, ale Edward w jego wykonaniu jest chyba najgorszą wersją
wampira w historii światowej kinematografii. Już Leslie Nielsen lepiej
zagrał Drakulę w parodii filmów o wampirach. No, ale jest jeszcze Taylor
Lautner. Widzę w nim prawdziwy potencjał i nie chodzi mi tutaj o to, że
przez cały film latał po ekranie bez koszulki (i znowu się rumienię).
Naprawdę, był chyba najbardziej przekonujący w swojej roli, a to dobrze
wróży na przyszłość. Ogromne rozdrażnienie wywołało u mnie pojawienie
się Bryce Dallas Howard. Nie dość, że nie znoszę tej kobiety to jeszcze
zastąpiła uroczą Rachelle Lefevre w roli Victorii. Bardzo na tym
ucierpiała jej postać - moje zdanie jest takie, że nigdy nie zastępuje
się postaci, których wizerunek został już zakorzeniony w myśli widza.