
Seria: Zmierzch #3
Reżyseria: David Slade
Scenariusz: Melissa Rosenberg
Na podstawie: powieści Stephanie Meyer
Zdjęcia: Javier Aguirresarobe
Muzyka: Howard Shore
Kraj: USA
Gatunek: Horror / Romans
Premiera światowa: 24 czerwca 2010
Premiera polska: 30 czerwca 2010
Obsada: Kristen Stewart, Robert Pattison, Taylor Lautner, Elizabeth Reaser, Peter Facinelli, Ashley Greene, Nikki Reed, Jackson Rathbone, Kellan Lutz, Billy Burke, Dakota Fanning, Cameron Bright, Charlie Bewley, Bryce Dallas Howard, Jodelle Ferland, Graham Greene, Anna Kendrick
Okupywanie kin przez pięć dni, a także brak biletów w kasach na trzy tygodnie wcześniej - to dowody na to jak długo zwariowani fani sagi "Zmierzch" oczekiwali na premierę trzeciego filmu o przepięknej miłości wampira Edwarda i ludzkiej dziewczyny Belli o tytule "Zaćmienie". Sam reżyser nie początkowo nie podzielał entuzjazmu fanów. Słynący z mocnych filmów takich jak "Pułapka" oraz "30 dni mroku" - David Slade, nie krył się ze swoją niechęcią do najsłynniejszej sagi ostatnich lat. Oczywiście musiał zmienić zdanie, kiedy został reżyserem trzeciego filmu, tłumacząc, że taka postawa miała na celu wypromowanie filmu (tak jakby film potrzebował większej promocji).

Zbliża się dzień rozdania świadectw. Dla Belli będzie to wyjątkowy czas, gdyż po tym wydarzeniu jej ukochany wampir Edward ma zamienić ją w wampira. Zanim to jednak nastąpi chce on najpierw poślubić swoją ludzką dziewczynę. Bella nie jest do końca zachwycona tym pomysłem, gdyż rodzice nie dali jej przykładu szczęśliwego małżeństwa. W międzyczasie w sennym Seattle dochodzi do licznych zgonów i zaginięć. Wszystko wskazuje na to, że za morderstwami stoi zgraja Nowonarodzonych wampirów, które w pierwszych miesiącach po przemianie są najbrutalniejszymi i najsilniejszymi istotami na Ziemi. Cullenowie podejrzewają, że ktoś buduje sobie armię i ich wybór pada na Voulturi. Wszystko jednak zmienia się kiedy podczas imprezy z okazji zakończenia szkoły Alice ma wizję, w której widzi Nowonarodzonych zbliżających się do miasta i szukających tropu Belli. Nikt nie ma więc wątpliwości, że za wszystkim stoi Victoria, której ukochanego zabił Edward. Wampiry muszą zjednoczyć się z wilkami, aby chronić Bellę oraz mieszkańców Forks. Należący do watahy Jacob nie ma nic przeciwko, gdyż zrobi wszystko, aby zbliżyć się do swojej ukochanej Belli.
Historię na ekran przeniosła Melissa Rosenberg, która z sagą "Zmierzch" jest od jej początków. Na szczęście trochę minęło od czasu, kiedy czytałam powieść dlatego też daruję sobie porównywanie filmu z książką, bo niewiele pamiętam. Cieszy jednak fakt, że zostały zachowane najważniejsze elementy tej książki, te które są znaczące.Do takich należy z pewnością walka wilków z wampirami - co miało też swoje złe strony. Jednakże zdecydowana większość scen bardziej irytowała niż robiła wrażenie. Kiedy oglądało się zwiastun miało się nadzieję na naprawdę fascynujące kino, gdzie dużo będzie się dziać (w końcu!). No, ale niestety wyszło to tak jak wychodzi to zawsze w przypadku "Zmierzchu". Pierwsza część filmu to romans ukazujący to jak bardzo Bella i Edward się kochają. Niestety, zapomina się o tym, że Edward jest wampirem - co było uwidocznione w pierwszym filmie. Tutaj zepchnięte jest na dalszy plan i kiedy patrzy się na nich ma się wrażenie, że są zwyczajną parą nastolatków. Dlatego też bardziej podobają się relacje na linii Bella - Jacob, bo tutaj nie było niczego do udawania i w sumie wyglądało to całkiem ekscytująco.

Najbardziej jednak denerwujące jest to w jaki sposób niweluje się wampiry. Jak dla mnie to głupota. Zdecydowanie najgorsza z możliwych wersji uśmiercania wampira. Można było się przy tym nieźle pobawić, ale twórcy albo postanowili stworzyć coś innego, albo po postu nie chciało im się przy tym zbytnio pracować. Dlatego też nie ma się zbytnio czym zachwyć jeżeli chodzi o efekty specjalne. Wilki dalej pozostały tymi samymi wilkami, które odznaczały się na tle rzeczywistych krajobrazów i ludzi, czy też wampirów. Jednakże wrażenie robiły zdjęcia Javiera Agirrebsarobe`a, który po raz drugi spotkał się z rodziną "Zmierzchu". Wspaniale uchwycił ponure miasteczko Forks. Genialnie zaprezentował sceny rozgrywające się na ulicach Seattle. To wszystko potęgowało uczucia i wprawiało w ten dziwny klimat, który towarzyszy widzom od początku sagi. Natomiast wkurzające zabawy z kamerą, które zauważyć można było podczas sceny ataku na Rileya oraz powrotu do przeszłości Jaspera odbierały całego uroku. Chociaż być może miały na celu wpisanie się na długo w umysły widzów. W filmie usłyszymy muzykę znakomitego i uznawanego kompozytora Howarda Shore`a, który napisał utwory do wszystkich filmów "Władcy Pierścieni". Przy "Zaćmieniu" niestety nie można było zachwycać się jego pracą. Jego utwory zaginęły gdzieś pod toną przytłaczającej beznadziejności aktorów oraz rozpraszaczy, jak nagi tors Jacoba. Te utwory, które widz pamięta po tym dwugodzinnym seansie może i robią wrażenie, ale niestety wydają się być zbyt ulotne.

Szkoda, że kolejny film z sagi nie zaspokoił moich oczekiwań. Najwyraźniej za dużo oczekuje się po tych ekranizacjach. Film ten jednak traci grunt pod nogami, gdyż coraz częściej zapomina się o tym, że Edward jest wampirem a Bella człowiekiem. Coraz bardziej zaczynają się zacierać między nimi granice, co może być przygotowaniem na to co ma nastąpić w kolejnym filmie. Jednakże jak dla mnie to wciąż jest za mało. "Zaćmienie" wypada lepiej niż "Księżyc w nowiu", ale wciąż jest o wiele słabiej niż przy "Zmierzchu". Przynajmniej zachowano jaki taki mroczny i ponury klimat, który ratuje całą produkcję. No i ten nagi tors Taylora... na szczęście już jest pełnoletni :P
Nie jestem ani wielką fanką tej serii ani przeciwniczką. Ot tak, może być. Póki co tylko pierwszą część widziałam.
Reżyserowi chyba nie chodziło tak naprawdę o promocję filmu, tylko o to, jak szybko się wzbogacić na sadze "Zmierzch". Zawsze chodzi o pieniądze. Co do "Zaćmienia", to kiedyś tam obejrzę, nie mam zamiaru iść do kina, mimo, że słyszałam, że ta część nieco zawodzi, a szkoda, bo po "Księżycu w nowiu" zaczęła się rozkręcać, więc szkoda, żeby to zaprzepaścić. Pozdrawiam,
OdpowiedzUsuńJa jeszcze nie widziałam, jakoś się nie mogę wybrać do tego kina.
OdpowiedzUsuńRozumiem podziwianie Edwarda jako faceta, przystojniaka itd., bo sam mi się podoba. Sam Pattinson nie jest w moim typie. Natomiast jeśli chodzi o aktorstwo to powiem, że jest aktorem, tyle, że jego rola w Zmierzchu ogranicza jego pole do popisu... Ja nawet powiedziałabym, że potrafi być bardzo dobry aktorem, co udowodnił w Little Ashes - jego najlepsza rola.
UsuńA i zaskoczona jestem informacją, że Przed świtem ma być podzielone na dwie części... Co się z nimi dzieje, z ostatnią częścią HP tak samo robią... będą rozkładać części na czynniki pierwsze by jak najwięcej zżerać kasy na fanach...
no mnie tam w sumie to nie dziwi, bo fakt kasy chcą natrzepać przy końcu każdej historii, ale z drugiej strony uważam, że to dobre rozwiązanie, bo pozwala na zawarcie wiele szczegółów zarówno z Insygniów Śmierci jak i Przed Świtem :)
UsuńNo cóż oglądałam Zaćmienie, byłam na nim z grupą koleżanek i powiem że mi się podobał. Nie dostałam na jego punkcie takiego kręćka jak na punkcie Zmierzchu. Jednak Księżyca w Nowiu nie oglądałam, ponieważ zwyczajnie nie podobał mi się zwiastun, a jak później zaczęłam oglądać to początek również mnie zniechęcił. Ale wracając do Zaćmienia, to naprawdę spodziewałam się, że będzie gorsze. No i jeszcze Taylor i Kellan ... XD
OdpowiedzUsuń