NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Ditter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christian Ditter. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 sierpnia 2016

SZORTy #39: Kiedy ją spotkałem, Love Rosie, Wesele w Sorrento

Oryginalny tytuł: Jab We Met | Reżyseria: Imatiaz Ali | Scenariusz: Imatiaz Ali | Obsada: Shahid Kapoor, Kareena Kapoor, Kamal Tiwari, Dara Singh, Tarun Arora, Kiran Juneja, Pavan Malhotra | Kraj: Indie | Gatunek: Komedia romantyczna, Bollywood
Premiera: 26 października 2007 (Świat)
Ocena: 7/10

     Jeden z najbardziej pozytywnych i pokręconych bollywoodów jakie przyszło mi oglądać. Imatiaz Ali stworzył dobry obraz międzyludzkich relacji z duetem Kapoor&Kapoor w kultowym filmie „Kiedy ją spotkałem”.
     Młody mężczyzna przechodzi ciężkie chwile, kiedy jego ukochana bierze ślub z innym. Wsiada więc do byle jakiego pociągu i rusza przed siebie. Kiedy nagle do wagonu trafia gadatliwa, energiczna i bardzo sympatyczna dziewczyna, nie spodziewa się, że jego życie całkowicie się odmieni.
     Pozytywny, niesamowicie kolorowy, tak bardzo przejmujący i różnorodny. Stęskniłam się całym sercem i ciałem za kinem prosto z Bombaju. Produkcja Imatiaza Ali jest kwintesencją gatunku, kumulacją wszystkiego co w nim najlepsze. Ma bardzo wyraziste postacie, jak dla mnie jest to pierwszy film z Kareeną jaki widziałam, ale jej bohaterka jest tak pozytywnie zakręcona, że wprowadza najwięcej humoru. Wystarczy na nią spojrzeć i już buźka sama się cieszy. Genialna! Do tego super przystojny Shahid, którego ma się ochotę schrupać. Duet nie do przebicia! Razem tworzą historię bardzo banalną, bo w końcu miłosną, z lekkimi turbulencjami po drodze. Tu ślub, tam nie ślub, ślub nie z tym co trzeba, a może jednak z tym odpowiednim. Pokręcone to na maksa! Potrafi być za to przejmująco, bohaterzy oczywiście po czasie rozumieją co ich połączyło, a po tylu miesiącach może być trudno o ponowne roziskrzenie. To pomieszanie humoru z dramatyzmem świetnie robi historii, która staje się idealnie zbalansowana. Jak przystało na rasowy bollywood pełno tutaj cudowności, choć piosenek wpadających w ucho jest naprawdę niewiele. Do moich ulubionych należy „Yeh Ishaq Hai”. Radosna, rytmiczna, a klip niezwykle żywy i barwny. Czegoż chcieć więcej? Może bardziej zjawiskowej opowieści, bo przyjaźń przeradzająca się w miłość to nic nowego.

Oryginalny tytuł: Love, Rosie | Reżyseria: Christian Ditter | Scenariusz: Juliette Towhidi | Obsada: Lily Collins, Sam Claflin, Christian Cooke, Jaime Winstone, Suki Waterhouse | Kraj: Wielka Brytania, Niemcy | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 17 października 2014 (Świat) 05 grudnia 2014 (Polska)
Ocena: 8/10

     W jego karierze nie pojawił się dotąd żaden kultowy film. Ditter jednak poszedł w ślady swoich kolegów po fachu i pokusił się o ekranizację poruszającej powieści Cecile Ahern. Jego „Love, Rosie” w wersji filmowej nie mogło się nie udać.
     Są przyjaciółmi od małego dziecka. Kiedy dorastają razem chodzą na imprezy i nadal mówią sobie o wszystkim. Wszystko się zmienia po balu szkolnym, który daje dziewczynie coś, czym nie jest w stanie podzielić się z przyjacielem, aby nie psuć jego marzeń. Wtedy wyjeżdża on na studia, a ich przyjaźń zostanie wystawiony na ogromną próbę.
     Teoretycznie jest to historia jak każda inna. Opowieść o wielkiej, nierozłącznej przyjaźni pomiędzy dziewczyną i chłopakiem, która w końcu musi stanąć przed pytaniem, czy wciąż jest to przyjaźń, czy jest to już kochanie. W „Love, Rosie” bohaterowie wydają się być całkowicie ślepi na znaki przesyłane przez drugą stronę, te krótkie spojrzenia świadczące o zazdrości, te nieskrywane wybuchy złości mogące znaczyć jedynie dozgonną miłość i złamane serca. Problemy, które ich dotykają wydają się być szalenie przyziemne, ale dzięki temu film staje się o tyle prawdziwszy. Klimat jest niesamowicie senny, choć z pewnością całość nie jest pozbawiona energii. Gdzieś pomiędzy brytyjskimi uliczkami kreuje się bardzo niecodzienny świat, ludzkie emocje, szkolne zawody, ale przede wszystkim tak niesamowite mijanie się dwóch bliźniaczych dusz. Zaskakującym jest jak wiele ta dwójka musi przejść, aby w końcu zrozumieć, że są dla siebie najważniejsi. Całość jest wobec tego bardzo przewidywalna, bo tego właśnie można byłoby spodziewać się po rasowym romansie. Aczkolwiek trzeba przyznać, że te wydłużające się lata rozłąki wydają się być aż nadto nienormalne, w szczególności, że po połowie filmu mamy wrażenie, jakbyśmy spędzili przy nim pół dnia. Wiele się tu mieści, a zapewne jeszcze więcej treści dałoby się wsadzić, gdy człowiek upewni się, że przestrzeń czasową skrócono z półwiecza do zaledwie dwunastu lat. Coś jest w tym obrazie magnetycznego, coś niesłychanie uroczego, coś co pozostawia jak najbardziej przyjemne uczucia. Nie mniej, nie ma się co oszukiwać- takich związków próżno szukać w prawdziwym świecie.

Oryginalny tytuł: Den Skaldede frisør | Reżyseria: Susanne Bier | Scenariusz: Anders Thomas Jensen | Obsada: Pierce Brosnan, Trine Dyrholm, Molly Blixt Engelind, Sebastian Jessen, Paprika Steen, Kim Bodnia | Kraj: Dania, Francja, Niemcy, Szwecja, Włochy | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 02 września 2012 (Świat) 01 lutego 2013 (Polska)
Ocena: 5/10

     Duńska reżyserka, Susanne Bier, twórczyni kultowych „Braci”, doceniana przez krytyków tworzy zaskakująco przeciętny film w włoskim klimacie. „Wesele w Sorrento”, niespodziewanie, dalekie jest od ideału.
     Udało jej się wyrwać ze szponów śmierci, kiedy pokonała raka. Niestety, po powrocie z kolejnej wizyty w szpitalu zastaje męża w jednoznacznej sytuacji z jego księgową. To zwiastuje koniec ich małżeństwa, pomimo tego, że za chwilę spotkają się na ślubie swojej córki we Włoszech. Tam kobieta poznaje przystojnego ojca pana młodego i od razu znajdują wspólny język.
     Film, jak gdyby, zupełnie o niczym. Zwykła opowieść o rodzinie, zmaganiach z chorobą, a także kilkoma zaskoczeniami. Bez większych emocji, bez większych rewelacji. „Wesele w Sorrento”- jak sama nazwa wskazuje, mogłoby się skupić bardziej na weseleniu się w Sorrento. Wszystko jednak rozbija się o główną bohaterkę, której choroba zniszczyła jej życie. Teoretycznie. Pozbawiła włosów, pozbawiła poczucia własnej wartości, no i pozbawiła męża. Szczęśliwie na swojej drodze spotyka Philipa, który trzeźwo patrzy na świat, momentami zbyt... rozważnie, a nie romantycznie, przez co wydaje się być dla niej idealnym oparciem. Widać rozkwitające między nimi emocje, ale jest to bardzo subtelny zabieg, a nie jakiś wielki wybuch namiętności. Ich wspólne chwile są chyba najjaśniejszymi promieniami w filmie. Scenariusz serwuje kilka abstrakcyjnych wątków, jak chociażby mąż zabierający swoją kochankę na ślub córki. Heloooł?! Przecież nawet nie są w oficjalnej separacji z Idą! Dziwne i co najmniej nieetyczne. Piękne w tym filmie są na pewno włoskie scenerie. Piękne pomarańczowe sady, z których aż czuć zapach cytrusów. Cudowne budynki, wspaniałe terany zielone. Można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Długo bym się nie zastanawiała gdyby Philip poprosił mnie o zamieszkanie tam. Raczej. Nie jest to zaskakujący film, jest wręcz bardzo schematyczny i banalny. Szkoda, bo mogłoby powstać z tego coś naprawdę interesującego. Jest lekki, ale do tego tak bardzo nużący, że aż szkoda dla niego czasu.

sobota, 2 lipca 2016

1208. Jak to robią single, reż. Christian Ditter

     Niemiecki reżyser, odstawił na chwilę swoje rodzime strony, aby spróbować sił w Hollywood. Ekranizacja powieści „Love, Rosie” przyniosła Christianowi Ditter spory sukces, w końcu dając mu szansę na bycie rozpoznawanym w szerszym świecie. Dlatego z jeszcze większą śmiałością sięga po bardziej wyrazistsze kino i przenosi na ekran kolejną książkę, tym razem o przetrwaniu w wielkim mieście przez singielki. Aby nadać charakteru produkcji „Jak to robią single” angażuje miłośniczkę perwersyjnych uniesień- Dakotę Johnson, a także frywolną i zbuntowaną Rebel Wilson.
Źródło: Galapagos Films
     Wielki Nowy Jork, jedna niekończąca się impreza i cała masa singli. Do tego świata wkracza młoda kobieta imieniem Alice (Dakota Johnson), która tymczasowo rozstaje się ze swoim wieloletnim chłopakiem, aby odkryć samą siebie. Wprowadza się do swojej odnoszącej sukcesy siostry Meg (Leslie Mann), podejmuje pracę jako asystent prawny w jednej z firm i zaprzyjaźnia się z koleżanką z biura- nieokrzesaną Robin (Rebel Wilson). To właśnie ona wprowadza Alice w świat singli i wiecznej imprezy, zdradzając jej najrozmaitsze sposoby, jak sobie w nim radzić. Jednakże już wkrótce dziewczyna poczuje się jeszcze bardziej zagubiona niż wcześniej i postanawia w końcu nauczyć się być prawdziwą singielką.
      Jakimś dziwnym sposobem to właśnie Nowy Jork, w większości przypadków, kojarzony jest z singlami. W końcu, to właśnie tutaj rozgrywają się akcje wielu filmów i seriali o takim podłożu. Nie wystarczy daleko szukać, bo zarówno „Przyjaciele”, jaki o bohaterki z „Seksu w wielkim mieście” właśnie tam rozpoczynało życie w strefie singli. Dlaczego single kojarzone są z wielkimi miastami? Przyczyn należy szukać prawdopodobnie w możliwościach, które takie miasta oferują- wiele różnych ludzi, cała masa różnych klubów, a także centra- w których można rozwijać swoje zainteresowania. Jedyne co może zastanawiać, to czemu tego typu produkcje zawsze skupiać muszą się głównie na singielkach. Tego typu rozważania nie dotyczą jednak „Jak to robią single”, bo nie dość, że to ekranizacja powieści, to jeszcze spisanej przez jedną z kobiet. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że w większości, to właśnie kobiety wydają się być tymi osamotnionymi, usilnie poszukującymi drugiej połówki. Nie mniej, w produkcji Christiana Dittera ukazuje się, jak można sobie radzić bez nich.
Źródło: Galapagos Films
      Jak to ktoś powiedział, kiedyś kobietę bez męża nazywano starą panną, teraz jest to singielka. Wynika to z pewnej przemiany, która zaszła w społeczeństwie. Nie tylko współczesnym małżeństwom daleko do uzależnionych od siebie wzajemnie osób sprzed lat. Także przed współczesnymi „samotnikami” otwiera się o wiele więcej możliwości. Często jest to zwyczajnie wybór, a nie niefortunne zrządzenie losu. Często młodzi ludzie podążają za karierą, za własnymi marzeniami, aby czuć się bardziej spełnionymi. Zmianie uległa przede wszystkim mentalność ludzka, priorytety, które odsunęły na bok macierzyństwo, pozwalając skupić się bardziej na samym sobie. Nie ma co ukrywać- ludzie stali się wygodni. Co ciekawe, film przedstawia dwie strony medalu. Z jednej strony daje nam bohaterki, które są same z wybierają życie singielki, aby poznawać siebie i robić rzeczy, które zawsze chciały zrobić, a także te usilnie starające się znaleźć partnera. Mamy bohaterki, które uciekają od macierzyństwa i swoistej stabilizacji, a także takie, co idą po rozum do głowy i wystarczy jedno spojrzenie małego dziecka, aby poruszyć tę strunę w kobiecie, którą tylko ona jedna zrozumie. Bardzo fajnie równoważą się te skrajności, ostatecznie dając bardzo ciepły, choć momentami również i niezwykle szalony film.
Źródło: Galapagos Films
     Pojawia się kilka scen, które łamią serce. Pojawiają się takie, na które spojrzy się zupełnie inaczej, kiedy ma się na świeżo porównanie z macierzyństwem i doświadczenie z maluszkami. Jednakże fani imprezowania również nie będą zawiedzeni. Do akcji wprowadza się naprawdę nietuzinkowe postaci, które potrafią rozruszać każde towarzystwo, a przy okazji daje im się możliwość rozbawienia publiczności. Mowa tutaj o Rebel Wilson, która będzie chyba moim małym odkryciem po tym filmie. Genialna dziewczyna w świetnej roli, która swoim dowcipem i luzackim podejściem do życia zaimponować może każdemu. Humor ma dosyć przesadny, niekiedy wulgarny, ale czy przez to sprośny do granic niemożliwości? Nie! Po prostu- singielka pełną parą. Z drugiej strony mamy rewelacyjnego Jake'a Lacy'ego, który postanowił przygruchać sobie Leslie Mann. Chyba każda marzy o mężczyźnie, którego odgrywa. Idealny do przekomarzania się, ale równocześnie człowiek sukcesu, który potrafi nabrać powagi, gdy wymaga tego sytuacja. Są to dwa jasne punkty całego filmu, bo dzięki nim można się świetnie bawić!
Źródło: Galapagos Films
      Nawet najbardziej banalne historie mogą zyskać na wartości jeżeli dobrze się je oprawi. Z akcją w tętniącym życiem Nowym Jorku, bardzo swawolną i imprezową fabułą, okraszoną fajnym poczuciem humoru i oprawioną ciekawymi ujęciami nadającymi ciepła, ale przede wszystkim charakteru- „Jak to robią single” nie gubi się pomiędzy innymi opowiastkami o singlach. Różnorodność bohaterów dodaje pikanterii, serca i jeszcze więcej pozytywnej energii. Przy tak przedstawionej rzeczywistości chyba wzrośnie odsetek zerwań i zakręconych na punkcie zabawy, poszukiwania wewnętrznego ja singli. Ewentualnie można pomarzyć o wolności spoglądając na poczynania młodych i żywiołowych bohaterów filmu.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Jak to robią single” – dystrybucja Galapagos Films!


Oryginalny tytuł: How to Be Single / Reżyseria: Christian Ditter / Scenariusz: Marc Silverstein, Abby Kohn, Dana Fox / Na podstawie: powieści Liz Tuccillo „Singielka w wielkim mieście” / Zdjęcia: Christian Rein / Muzyka: Fil Eisler / Obsada: Dakota Johnson, Rebel Wilson, Leslie Mann, Alison Brie, Nicholas Braun, Damon Wayans Jr., Anders Holm, Jake Lacy / Kraj: USA / Gatunek: Dramat, Komedia, Romans
Premiera kinowa: 10 lutego 2016 (Świat) 12 lutego 2016 (Polska)
Premiera DVD i Blu-Ray: 15 czerwca 2016