NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chris Miller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chris Miller. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 czerwca 2010

643. Klopsiki i inne zjawiska pogodowe, reż. Chris Miller, Phil Lord

Reżyseria: Chris Miller, Phil Lord
Reżyseria dubbingu: Elżbieta Kopocińska-Bednarek

Scenariusz: Chris Miller
Dialogi polskie: Bartosz Wierzbięta

Muzyka: Mark Mothersbaugh
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Familijny
Premiera: 16 września 2009 (Świat), 25 września 2009 (Polska)
Dubbing polski:
Jacek Bończyk, Monika Pikuła, Piotr Bąk, Miłogost Reczek, Jakub Szydłowski, Robert Tondera
    Kiedy kończą się pomysły na ciekawe animacje twórcy sięgają po absurdalne rozwiązania. Po animacjach opartych na ludzkich relacjach nastąpiła era filmów o zwierzętach. Kiedy już wykorzystane zostały wszystkie zwierzęta – niektóre nawet wielokrotnie, przyszła pora na filmy, gdzie główną rolę odgrywa jedzenie.  „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe” reprezentują właśnie taką ideę. Jest to niezwykle kolorowa, ale i dość infantylna animacja debiutujących reżyserów Chrisa Millera oraz Phila Lorda.
   Flint Lockwood od dziecka interesował się fizyką i wynalazkami. Tylko jego matka wierzyła w to, że kiedyś osiągnie tak wiele jak znani wynalazcy. Jednakże przez całe swoje życie nie wynalazł niczego przez co zyskałby szacunek ludzi z jego miasteczka słynącego z połowu sardynek. Teraz Flint pracuje nad maszyną, która będzie mogła zamienić wodę w jedzenie. Niestety, pierwsza próba kończy się niepowodzeniem z powodu zbyt małego zasilania. Flint nie poddaje się i przy pierwszej nadarzającej się okazji podpina się do miejscowej elektrowni. Okazuje się to być zbyt dużą dawką energii i maszyna zamienia się w rakietę niszczącą nowo powstałą atrakcję miasta, a także karierę początkującej pogodynki – Samanthy Sparks, po czym wylatuje w chmury. Całe miasto jest wściekłe na Flinta do momentu, w którym jego maszyna zamienia chmury w deszcz przepysznego jedzenia. Wkrótce całe miasto składa masę zamówień na jedzenie prosto z nieba, a burmistrz miasta Shelbourne liczy na to, że przyciągnie to turystów do miasta. Niestety, nikt ie zdaje sobie sprawy z tego, że maszyna zaczyna mutować co zagrozi życiu całej ludzkości.
    Gdy po raz pierwszy widziałam zwiastun tego filmu w kinie siedziałam z szczęką na kolanach zadając sobie pytanie czym ludzkość zasłużyła sobie na oglądanie takich bredni. Bowiem film o jedzeniu spadającym z nieba zamiast deszczu wydał mi się tak kretyński, że głowa mała. Dlatego też nie paliłam się do obejrzenia tego filmu. Później jednakże oglądali go moim znajomi, którzy po prostu rozpływali się w pozytywnych opiniach na temat tego filmu. Żeby móc wyrazić swoje zdanie postanowiłam także go obejrzeć. Oczywiście wyszło na moje, bo poza tym, że jest to naprawdę zabawny film, z niezwykłą animacją, to historia jest tak głupia, że głupszej chyba świat jeszcze nie oglądał.
    Nie będę się tutaj wypowiadać na temat idiotyzmu przedstawionej historii, podczas jej oglądania wciąż pytałam samą siebie dlaczego jeszcze tego nie wyłączyłam. No, ale o dziwo dotrwałam do końca i w sumie nie byłam aż tak zniesmaczona tym co zobaczyłam. Historia jest dość schematyczna i reprezentuje popularny ostatnimi laty temat niszczenia środowiska przez człowieka. Tutaj było to dość dosłownie zaprezentowane, bo w końcu za zagładę miało odpowiadać jedzenie, które pochodziło z maszyny Flinta. Mamy tutaj także przedstawioną sytuację kiedy młody człowiek dąży do osiągnięcia swoich marzeń. Więc także coś co już było niejednokrotnie. Oczywiste jest to, że takie pierdoły generować mogą tylko i wyłącznie zabawne historie –pomijając te niesamowicie wzniosłe. Dlatego też nie brakuje tutaj dowcipnych dialogów stworzonych ponownie przez Bartosza Wierzbiętę (nie ma w Polsce kogoś innego od tego?). Dialogi w większości są bardzo sympatyczne. Do moich ulubionych należy przede wszystkim próba wymówienia nazwy tej wspaniałej maszyny stworzonej przez Flinta. Chciałabym ją powtórzyć, ale chyba sobie daruję próby. Komiczne były także teksty małpy Zenona. Oczywiście nie były one zbytnio rozwinięte, ale czegoż można wymagać od małpy. Tak więc pod względem zabawy film jest pierwsza klasa.
    Na uwagę zasługuje także animacja. Nie co dziennie spotyka się spadające z nieba jedzenie, nawet w filmach. W dodatku zostało ono dopracowane w każdym szczególe, dzięki czemu wyglądało niesamowicie smakowicie i aż człowiek miał ochotę, aby na niego też spadło coś podobnego. Animacja postaci może nie była aż tak fascynująca, ale nie mniej podobała mi się. Ponadto pięknie wyglądały także same chmury, z których spadało jedzenie – taki kolorowy obłok... ech. No animacja naprawdę zasługuje na pochwałę, bo aż dech w piersi zapierała – ciekawe jakby to wyglądało w kinie i to jeszcze w wersji 3D.
    Elżbieta Kopocińska –Bednarek, która odpowiadała za reżyserię tego filmu, jak i „Kung Fu Panda”, czy „Most do Terabithii”, zaangażowała do filmu aktorów, którzy bardziej znani są właśnie z dubbingowania postaci, a niżeli z występów w filmie. Dlatego też większość ich głosów możecie kojarzyć, ale z twarzy na pewno byście ich nie poznali – no chyba, że są wśród was fanatycy polskiej kinematografii. Do jednej z takich osób można zaliczyć Jacka Bończyka, którego zobaczyć mogliście jedynie w jednym filmie (nie licząc seriali), a w całej swojej karierze podłożył głosy do chyba 20 pozycji. Tutaj użyczył głosu Flintowi. Taką osobą jest także Monika Pikuła, której głosem mówiła Samantha. Ponadto usłyszeć mogliśmy także Piotra Bąka (Tim Lockwood), Miłogosta Raczka (burmistrz) czy też Jakuba Szydłowskiego(Brent). Moim zdaniem, pomimo tego, że obsada jest raczej mało znana, idealnie sprawdziła się w tym filmie.
    „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe” to film całkiem przyjemny. Na próżno zdaje się szukać tutaj jakiś głębszych treści, o jakich nie słyszelibyśmy gdziekolwiek indziej. Temat ratowania świata przed zagładą najwyraźniej wciąż jest na topie. Kto by pomyślał, że przyjdzie nam go ratować przed masowym obżarstwem. Myślę, że idealnie wpasowuje się w dzisiejsze problemy cywilizacyjne, ale z drugiej strony można było to przedstawić w mniej głupi sposób. Jak dla mnie bajka jest zabawna,pięknie zrobiona i w ogóle, ale tej masy jedzenia nigdy twórcom nie wybaczę.

Ocena: 6/10

środa, 27 czerwca 2007

260. Shrek Trzeci, reż. Raman Hui, Chris Miller

Oryginalny tytuł: Shrek the Third
Seria: Shrek #3
Reżyseria: Raman Hui, Chris Miller
Scenariusz: Peter S. Seaman, Jon Zack, Jeffrey Price, David N. Weiss, J. David Stem, Joe Stillman
Muzyka: Harry Gregson- Williams
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Komedia
Premiera światowa: 17 maja 2007
Premiera polska: 29 czerwca 2007
Obsada: Mike Myers, Cameron Diaz, Eddie Murphy, Antonio Banderas, John Cleese, Julie Andrews, Justin Timberlake, Rupert Everett, Larry King

    Król Zasiedmiogrodu, król Harold, na łożu śmierci mówi Shrekowi, że to właśnie on jest następny w kolejce do tronu. Shrek dosyć szybko uzmysławia sobie, że nie nadaje się na króla więc pyta króla czy nie mógłby tego zlecić komuś innemu. Shrek wraz z Osłem i Kotem wybiera się w poszukiwaniu Artura, kuzyna Fiony, który mógłby objąć tron. Musi się jednak śpieszyć, gdyż o władzę w królestwie ubiega się również Książę z Bajki biorąc sobie za pomocników największych zbirów w mieście. Shrekowi ciąży jednak jeszcze jeden problem. Fiona oznajmiła mu, że będą mieli dziecko.
Plusy:
-    kolory. Oczywiście kolorystyka filmu i w ogóle jego wykonanie jest rewelacyjnie. To trzeba przyznać i wydaje mi się, że w porównaniu z pozostałymi filmami, w tym właściwie jest to najmocniejsza strona.
-    humor. Jest kilka zabawnych sytuacji, aczkolwiek oglądałam go w kiepskiej kopii z kretyńskim tłumaczeniem, w związku z tym, albo duża część tekstu nie była przetłumaczona, albo była przetłumaczona źle. Wiem, że śmieszne było to jak Pinokio próbował nie kłamać, gdy Książę z bajki pytał go gdzie jest Shrek. To było naprawdę zabawne. Szkoda tylko, że nie było przetłumaczone, bo może śmiałabym się dłużej :) Innym śmiesznym motywem był początek podczas, gdy umierał Król Harold. Tak wiem, że nie powinno być to zabawne, ale tak wyszło ;P Podobało mi się jeszcze przeniesienie liceum do czasów średniowiecza :D świetne to było. To im się udało muszę przyznać. Powalił mnie jeszcze motyw jak Ciasteczko "umierało" i całe życie przebiegło mu przed oczami. Nie wiedziałam, że Ciasteczka mogą mieć takie ciekawe życie :D i takie zabawne ;P
-    smoczko- osiołki. Przyznam, że skrzyżowanie smoka z osłem wyszło nawet sympatycznie :D latające i ziejące ogniem osły. I w dodatku jakie są urocze i śliczniutkie :) ach ;]
-    muzyka. Jak zwykle muzyka jest idealnie dopasowana do dziejących się wydarzeń. Jednakże jeden podkład totalnie mnie rozbroił. Gdy księżniczki i królewny próbowały dostać się do pałacu, aby ocalić Shreka słyszalna była w tle muzyka a la bonanza :D no myślałam, że padnę.
Minusy:
-    totalna nuda. Przyznam, że jest to najgorsza część ze wszystkich i na myśl o tym, że powstanie kolejna aż ciarki przechodzą mi po plecach. Film jest okropnie nudny. W pewnym momencie myślałam, że przysnę. Co z tego, że działo się coś śmiesznego czy ciekawego, kiedy trwało to zbyt krótko, a potem nadchodził czas na nuuudę.
-    historia. Już gorszego pomysłu na film to nie potrafili wymyślić. Nie wiem jak to będzie wyglądać w kolejnych częściach. Jest to takie naciągane, że szkoda gadać i szkoda tracić na to czasu.
Ulubione sceny:
-    w liceum.
Moja opinia:
    Film jest żałosny. Nie spodziewałam się co prawda niczego lepszego, ale no po prostu to co zobaczyłam po prostu mnie rozbroiło. Tylko ze względu na humor nie oceniam go jako dno, ale jeżeli ktoś się napala na to do kina to mówię wam, darujcie to sobie, bo nie warto. Wiem, że niektórych zaskoczy moja opinia, ale uważam, że niektórzy się z nią zgodzą.