David Levithan zyskał
popularność wśród polskiej młodzieży za sprawą powieści,
którą stworzył w kooperacji z poczytnym Johnem Greenem. Po „Will
Grayson, Will Grayson” daje się poznać z całkowicie
solowej interpretacji ponadprzeciętnej, fantastycznej historii
„Każdego dnia”, którą mogą pokochać miliony. Także
te w naszym kraju!
Każdego dnia budzi się w innym
pokoju. Każdego dnia budzi się w innym życiu. Każdego dnia budzi
się w innym ciele. A nie ma najłatwiejszego życia, nigdy nie
przebywa w danym ciele dłużej niż jeden dzień. Musi mierzyć się
z dostosowywaniem się do nowego otoczenia, przyjaciół, stanu
psychicznego i fizycznego. Jednakże gdy pewnego dnia trafia do ciała
Justina i poznaje jego dziewczynę Rhiannon jego życie ulega
przemianie. Od tamtej pory to właśnie ta dziewczyna staje się
jedyną stałą w jego jakże bardzo zmiennym życiu.
Niesamowita historia, o której
nie śniło się najlepszym filmowcom, powieściopisarzom całego
świata. „Każdego dnia” stawia przed czytelnikiem całą masę
pytań. Z jednej strony pomaga utożsamić się z problemem głównego
bohatera, a tym samym odpowiadać na pytania, co takiego ja bym
począł, gdybym każdego dnia wyglądał zupełnie inaczej? Jak
możliwe jest ułożenie sobie życia, kiedy stoimy przed wielką
niewiadomą, jak daleko teraz wyśle nas nasz duchowy podróżnik i
czy czasem nie będziemy seksowną Afroamerykanką, czy odpychającym
typem. Czy ktokolwiek byłby w stanie nas pokochać, a przede
wszystkim czy sami bylibyśmy w stanie zaakceptować siebie. Nie
trudno w takiej sytuacji o dylematy egzystencjonalne, które o dziwo
omijają A. Co najmniej dziwna sytuacja, gdy człowieka w ogóle nie
obchodzi los tych, którymi staje się na ten jeden dzień. Bez
względu na to, czy chcą popełnić samobójstwo, czy czują się
potwornie samotni. Lekko egoistyczne podejście po problemu podróży
po ciałach. Szczęśliwie pojawia się tutaj sumienie chłopaka, o
imieniu Rhiannon, która zamiast niego stawia te wszystkie pytania.
Próbuje rozwiać wątpliwości, które są także i jej. W końcu...
nie każdy ma okazję być każdego innego dnia z kimś zupełnie
innym. Z jednej strony fajny można przeżyć wachlarz doświadczeń,
ale z drugiej... spróbuj pokochać takiego człowieka. Na tym etapie
zaczynają się schody. W końcu A chodzi jedynie o to, aby zdobyć
swoją ukochaną i liczy na to, że nie będzie jej przeszkadzało,
czy akurat jest w ciele kobiety, czy mężczyzny.
Poza problemami nastolatków
trąca się tutaj również i wątki wiary. Pojawienie się
głoszącego o swoim opętaniu Nathana (który też padł ofiarą A-
tak na marginesie), mocno załazi za skórę. Tak nachalne
traktowanie religii i wykorzystywanie jej według swojego widzi mi
się jest mocno nie na miejscu. Wątek ten przybiera tak
niespodziewany obrót, że można podejrzewać kolejny tom powieści.
Tom, który nie będzie ani prequelem, ani spin-offem.
„Każdego dnia”
czyta się niezwykle przyjemnie. Choć początkowo ciężko jest się
wczuć w ten rytm przemian, to jednak z każdą kolejną rośnie chęć
poznania podłoża całej sytuacji. Dość nieprzewidywalna fabuła,
z ciekawymi postaciami, choć momentami mocno irytującymi. Intryguje
kierunek, w którym zmierza historia i szkoda, że akurat taki ma
finał a nie inny. Z tego co wiadomo na tę chwilę ma powstać
kolejny tom, ale jeżeli ktoś my, że pozna dalsze losy A i Rhiannon
to się grubo pomyli. Nie jest to najgłupsza książka, aczkolwiek
szkoda, że nie ma tutaj więcej odniesień, a przede wszystkim nie
serwuje wyjaśnienia- skąd wziął się problem A. Powieść idealna
jest dla młodzieży, ale i starsi czytelnicy być może docenią dar
życia, a także ludzi, których mają przy sobie.
Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa
Dolnośląskie!

Rok wydania: 2012 (Świat), 2015 (Polska)
Prześlij komentarz