Reżyseria: John R. Leonetti
Scenariusz: Gary Dauberman
Zdjęcia:
James Kniest
Muzyka: Joseph Bishara
Kraj: USA
Gatunek:
Horror
Premiera: 01 października 2014 (Świat) 03 października 2014 (Polska)
Obsada: Annabelle Wallis, Ward Horton, Tony Amendola, Alfre Woodard, Kerry O'Malley, Brian Howe, Eric Ladin, Ivar Brogger
Premiera: 01 października 2014 (Świat) 03 października 2014 (Polska)
Obsada: Annabelle Wallis, Ward Horton, Tony Amendola, Alfre Woodard, Kerry O'Malley, Brian Howe, Eric Ladin, Ivar Brogger
W
zeszłym roku cały świat oszalał na punkcie „Obecności”
Jamesa Wana uważanej za najlepszy horror jaki pojawił się
w ostatnich latach na ekranie. Po pełnym grozy i klimatu seansie
wszyscy domagali się jednego- historii ze straszliwą lalką, która
pojawiała się w obrazie. I mówiono wówczas- sukces jest wręcz
gwarantowany. Jednakże większość filmów, które budowane są na
pozytywnym wrażeniu poprzednika zazwyczaj kończy się klęską.
Ktoś najwyraźniej pomyślał, że człowiek robiący zdjęcia filmu
Wana tak wiele nauczył się od poprzednika, że ze śmiałością
stworzy prequel jego historii. Niestety, bardzo się pomylono, bo
„Annabelle” wypada
skandalicznie słabo.

Mia
i John (Annabelle Wallis, Ward Horton), młode małżeństwo, prowadzą spokojne życie na
przedmieściach, wyczekując narodzin swojego ukochanego dziecka.
Jednakże ich spokój zostaje zniszczony, gdy pewnej nocy, ich
sąsiedzi zostają zamordowani przez swoją córkę- Annabelle, i jej
chłopaka. Chwilę później również i młoda para znajdzie się na
celowniku tej dwójki psychopatów. Napastników udaje się
zlikwidować, aczkolwiek Mia zostaje ranna. Cudem jej i jej dziecku
nic nie grozi, przynajmniej na razie. Okazuje się bowiem, że córka
sąsiadów była członkinią tajemniczej sekty. Kilka dni po tych
wydarzeniach Mia i John wracają do swojego domu na przedmieściach,
jednakże w ich życiu zaczynają dziać się dziwne, makabryczne
rzeczy, a sprawczynią wydaje się być lalka otrzymana od Johna,
którą Annabelle trzymała w rękach, gdy umierała.
Najnowszy
film Johna R. Leonettiego, specjalisty od kiepskich kontynuacji
fajnych filmów, wcale nie różni się od dotychczasowych jego
poczynań. Choć jego zdjęcia zazwyczaj budują klimat opowieści,
to on sam nie potrafi powielić tego sukcesu przy reżyserowaniu
swoich własnych filmów. Tak też postanawia stworzyć sobie film,
którego wszyscy pragnęli, bo tak wspaniale miał nawiązywać do
wątku małżeństwa Warrenów- tych speców od zjawisk
paranormalnych. Natomiast, nie dość, że ta dwójka w ogóle się
tu nie pojawia, to cała historia jest tak klimatyczna, jak spłuczka
od sedesu. Jednakże pierwsze chwile „Annabelle” w
żaden sposób nie ostrzegają przed klapą jaką okazuje się być
ten film. Oto mamy więc pierwszą scenę z „Obecności”
z tą różnicą, że zamiast pójść naprzód w chronologii twórcy
cofają się do wydarzeń sprzed spotkania w domu młodych
pielęgniarek bojących się paskudnej lalki. Wtem oglądamy ją
piękną, w śnieżnobiałej sukni, choć wciąż z upiornym
uśmiechem na ustach. Serio... nie kumam zamiłowania Amerykanów do
kolekcjonowania podobnych paskudztw.
I wydaje się, że w końcu
zaczyna się coś dziać, w końcu rozwija się jakieś dynamiczne
tempo, ale wtedy wszystko osiada na mieliźnie i jest wręcz nie do
zniesienia. Większość obrazu to zwyczajne pogaduchy nie wiadomo o
czym. Cała groza skupia się tu jedynie na skrzypiącej podłodze
pod ciężarem upiornego krzesła bujanego, popcornu, który sam
postanawia zażyć kąpieli ogniowej, a także tak bardzo
przerażającej maszynie do szycia. Poziom strachu w najmniejszym
stopniu nie dorównuje poprzednikowi. I czeka się, żeby ta lalka
się poruszyła, żeby była mega straszna i rzuciła się na
bohaterów, ale to wszystko okazuje się być tyko dziwaczną walką
u duszę i to nie byle jaką, bo w końcu ten bobas jest taki
słodziutki!
W
filmie tym pełno jest najrozmaitszych głupot, czego genialnym
przykładem jest interwencja księdza. Najwyraźniej nigdy nie miał
nic wspólnego z nawiedzonymi lalkami, skoro uważał, że
przewożenie jej na tylnym siedzeniu samochodu wydaje się być
dobrym pomysłem. Pomijam już fakt tego, że w ogóle nie sugerowano
rychłej katastrofy tym ciągłym skupianiem uwagi na tę
przejażdżkę. Takie patenty są straszliwie słabe i tak bardzo
przewidywalne, że aż żenujące. Jednakże, żeby nie powiedzieć,
że film jest całkowitą pomyłką to owszem- sceny z Annabellką w
wersji lalkowej są super. Aczkolwiek nie ma tutaj zbytnio budowanego
napięcia, wszystko skupia się na aspektach ze schematu laska patrzy
przez szparę w drzwiach a tam nagle łeb creepy lalki! Takie
wyskakiwajki są straszne, ale czy fajne? Natomiast pojawia się
tutaj jedna mega scena, gdzie można wpaść w paranoję. Scena w
piwnicy jest autentycznie przerażająca! I tyle.
Aktorsko
film wypada naprawdę słabo. Nie ma tutaj nikogo kto mógłby wybić
się na pierwszy plan a wydaje się, że mały niemowlak jest
bardziej charyzmatyczny od głównych postaci. Co zabawne, lalka
wydaje się być mniej drewniana w porównaniu z aktorami, którzy
się tutaj pojawiają. Mocnym naciągnięciem byłoby powiedzenie, że
właśnie tego wymagała od nich rola, bo chyba nie ma na świecie
ludzi bardziej nudnych od tej parki.
„Annabelle”
jest pozbawiona wszystkich emocji, które towarzyszyły widzowi
podczas oglądania „Obecności”. Staje się wręcz
karykaturą tego, co oglądaliśmy wcześniej. Ma swój klimat, to
prawda, ale jest to raczej satyryczny obraz ludzkiego przerażenia,
niżeli wierne jego odzwierciedlenie. Bardziej nudzi niż zaskakuje i
przeraża, bo jedyne co mogłoby wywołać te emocje to liczne
niedociągnięcia i nieumiejętność budowania napięcia. Poraża
zmarnowanie tak wielkiego potencjału. Zasada jest prosta- jeżeli
ktoś umie świetnie podkreślić klimat w filmie swoją pracą
operatora, niekoniecznie musi od razu zabierać się za realizację
swojej produkcji.
Ocena:
4/10
Film obejrzałam dzięki uprzejmości Warner Bros.!
Jestem wielką fanką filmów grozy. "Obecność" był jednym z lepszych horrorów jakie widziałam, choć niektóre fragmenty pozostawiają wiele do życzenia. "Annabelle" na pewno obejrzę (z samej ciekawości), ale do kina się nie wybiorę.
OdpowiedzUsuń