NOWOŚCI

środa, 9 kwietnia 2014

1118. Percy Jackson: Morze potworów, reż. Thor Freudenthal


Oryginalny tytuł: Percy Jackson: Sea of the Monsters
Reżyseria: Thor Freudenthal
Scenariusz: Marc Guggenheim
Na podstawie: powieści Ricka Riordana „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Morze potworów”
Zdjęcia: Shelly Johnson
Muzyka: Andrew Lockington
Kraj: USA
Gatunek: Fantasy, Familijny, Przygodowy
Premiera: 07 sierpnia 2013 (Świat) 16 sierpnia 2013 (Polska)
Obsada: Logan Lerman, Alexandra Daddario, Douglas Smith, Leven Rambin, Brandon T. Jackson, Jake Abel, Anthony Head, Stanley Tucci, Paloma Kwiatkowski, Nathan Fillion
     Powieści Ricka Riordana z wątkami mitologicznymi odniosły na świecie spory sukces. Także w Polsce młodzi czytelnicy szaleją za serią „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy”. Pomimo niewielkiego rozgłosu, jaki uzyskała ekranizacja pierwszego tomu cyklu, pomimo tego iż Chris Columbus dał sobie spokój z kontynuacją filmowej przygody, znaleźli się chętni, aby przenieść na ekran kolejny tom. Tym odważnym człowiekiem stał się Thor Freudenthal- człowiek o niezbyt bogatej przeszłości reżyserskiej, ale jednak. Jednakże patrząc na to, co zrobiono z „Morzem potworów” śmiało można stwierdzić, że adaptacja tej bestsellerowej serii powieści powinna zakończyć się na samym początku.

     Pewnego dnia w obozie dla herosów dochodzi do zamachu, kiedy to potężny byk Hefajstosa przedostaje się przez barierę nałożoną przez Zeusa, aby chroniła półbogów przed atakami złych sił. Za wszystkim stoi uznawany za nieżyjącego Luke (Jake Abel), który zatruł drzewo chroniące obóz. Rozwiązaniem problemu okazuj się być Złote Runo, znajdujące się na Morzu Potworów, a mające moc uzdrawiania wszystkiego co żywe. Choć Percy (Logan Lerman) pali się do nowej misji, aby pokazać, że jest czegoś wart, zadanie zostaje przydzielone Clarisse (Leven Rambin) – potomkini Aresa i jednocześnie najbardziej zaufanej oraz zwinnej wojowniczce. Jednakże tylko Percy wie, kto jest sprawcą całego zajścia, więc pomimo wszelkich przeciwności i wiszącego nad nim ciężaru przepowiedni wyrusza w ślady koleżanki wraz ze swoim nowo poznanym bratem cyklopem i przyjaciółmi.
     „Morze potworów” kontynuuje historię rozpoczętą przez Chrisa Columbusa filmem „Złodziej pioruna”. Ciąg dalszy nie należy jednak do zbytnio udanych, co jest tym bardziej dziwne, że seria powieści z każdym kolejnym tomem jest coraz lepsza. Tutaj ewidentnie zabrakło pomysłu na realizację, a pominięcie znacznej ilości faktów z książki nie do końca dobrze wpływa na rozbudowanie i przede wszystkim złapanie sensu historii. Choć ja sama książkę czytałam już dość dawno temu, ciężko jest mi przypasować pewne elementy i przyrównać je do interpretacji Freudenthala. Odnoszę jednak wrażenie, że spora część zwyczajnie wybiega mocno w przyszłość. Jednakże największym problemem ekranizacji jest głupota, jaką się cechuje. Drętwe dialogi, mocno patetyczne, a przy tym szalenie banalne. I nawet grupa docelowa, którą są tutaj młodzi ludzie nie tłumaczy takiej niespójności, sensowności, a przede wszystkim zaangażowania w fabułę. Zachowuje standardowe schematy, bo mamy tutaj oczywiście zagubienie bohatera, jego chęć wykazania się, no i oczywiście złowieszcze widmo przepowiedni, którego ciężki oddech czuć na karku. Nie zabraknie tutaj również i odniesień do relacji rodzinnych, ale najwięcej jest tutaj walki o przyszłość i życie całego świata. Niby trochę to humorystycznie przedstawione, niby zdarzają się tutaj typowe dramaty, ale wszystko to jakieś niedojrzałe i nijakie. Dynamicznej akcji również też troszkę się rozgrywa, nie mniej za szybko się rozwija i zdecydowanie za szybko kończy. Tym też sposobem obraz staje się bardzo nierówny, w szczególności, że chwilami jest straszliwie męczący w swojej nudzie.
     I wydawałoby się, że zaletą takiej produkcji powinny być efekty specjalne, które wręcz wbiją nas w fotel. Ale nie! Nie jest tak z „Morzem potworów”, gdzie każda kolejna scena z wykorzystaniem grafiki komputerowej woła o pomstę do nieba. Niestety, bardzo mało jest tutaj złowieszczych potworów. Cyklop, czy wiedźmy to zdecydowanie za mało, aby widz mógłby się pozachwycać. Piękny konik morski, to już jakiś lepszy powód, ale to zdecydowanie za mało, jak na mitologiczny film fantasy. Całość ratować mogłyby sceny z Circleland, ale tylko wtedy, gdyby były należycie wykonanie. A tak to całe to efekciarstwo jest powrotem do prehistorii wykorzystywania grafiki. Żenujące jest to, że w dzisiejszych czasach, przy takich możliwościach tworzy się podobne paskudztwa. Zrozumiałe, że budżet mógł być mocno okrojony, ale wówczas w ogóle nie powinno się porywać na kontynuowanie przygód Percy'ego dopóki nie zdobyłoby się wystarczających środków. 
     Można by powiedzieć, że nic gorszego oprócz głupiej fabuły i jej dziwnych rozwiązań, jak przykładowo w jedną stronę martwmy się jak dostać się na jacht, skorzystajmy z pomocy morskiej istotki, aby wracając wykorzystać posiadaną wcześniej władzę nad wodą (he?)- taka oto logika filmu! I wtedy oto w całej tej beznadziejności przydarza się oto gra aktorska! O ile w ogóle można to co działo się na ekranie można w ogóle jakimkolwiek aktorstwem nazwać. Totalną porażką jest przede wszystkim zmiana dwóch postaci, mniej może kluczowych od głównych, ale z pewnością zauważalnych. Anthony Head zamiast Brosnana w roli centaura Chirona i myślisz sobie, jak wielki upadek zalicza postać po dokonaniu takiej zmiany. Stanley Tucci zastępujący Camilleriego w ważnej roli Dionizosa i ten straszliwy ból zmiany zabawy i olewactwa w zwyczajne sztywniactwo. Nie oznacza to jednak, że stała obsada podbudowała ten film, wręcz przeciwnie- jeszcze bardziej pociągnęła nad dno. Najgorszy był chyba Logan Lerman, który w zastraszającym tempie staje się wręcz nie do zniesienia. Nudny, nijaki, straszliwie bez wyrazu! Nie da się go oglądać, po prostu. Jedyną nadzieją staje się Clarisse, a mianowicie Leven Rambin, która jest najbardziej charakterną postacią i wręcz nie można się doczekać kolejnych scen z jej udziałem. Oby tak dalej! Wszystko jednak wskazuje na to, że przyszła część skupiać będzie się na osobie Palomy Kwiatkowski, więc w ogóle... porażka!
     Jako ekranizacja jednej z najpoczytniejszych powieści młodzieżowych „Morze potworów” jest bardzo słabiutkie. Tradycyjnie kontynuacje są tragiczniejsze, tak też tutaj jest, ale Thor Freudenthal przeszedł samego siebie w dobijaniu tej produkcji. Nie dość, że nie udało mu się nawiązać emocjonalnego połączenia widza z fabuła i bohaterami, to w dodatku nie potrafił ze swojej ekipy wykrzesać choć odrobiny zaangażowania. Głupot tutaj co niemiara, ale fajnie, że wprowadza się nowe postaci, które mogą wiele zawojować w późniejszych filmach. Akcja wówczas nabierze tempa- przynajmniej nabrała w książce, a co z tym zrobią twórcy filmowi to już inna sprawa. W końcu drugi film o Percym udowadnia, jak łatwo można zmarnować potencjał świetnej powieści. Czas pokaże, czy filmowa seria o potomku Posejdona odbije się od dna.
Ocena: 4/10

1 komentarz :

  1. Film wydawał się być spektakularnym, okazał się kolejnym przeciętniakiem. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń