NOWOŚCI

sobota, 25 lutego 2012

907. Scott Pilgrim kontra świat, reż. Edgar Wright

Oryginalny tytuł: Scott Pilgrim vs. the World
Reżyseria: Edgar Wright
Scenariusz: Michael Bacall, Edgar Wright
Na podstawie: komiksu Bryana Lee O'Malleya
Zdjęcia: Bill Pope
Muzyka: Nigel Godrich
Kraj: USA, Wielka Brytania, Kanada
Gatunek: Akcja, Komedia, Fantasy
Premiera światowa: 27 lipca 2010
Premiera polska na DVD: 10 lutego 2011
Obsada: Michael Cera, Mary Elizabeth Winstead, Kieran Culkin, Ellen Wong, Mark Webber, Alison Pill, Johnny Simmons, Jason Schwartzman, Anna Kendrick, Chris Evans i inni

    Edgar Wright jest bardzo wszechstronną personą. Nie tylko pisze scenariusze do filmów, nie tylko sam je reżyseruje, ale także grywa w nich epizodyczne rólki. Tak było z „Wysypem żywych trupów”, a także „Hot Fuzz”. Przy swoim nowym, ale też jakże awangardowym filmie, postanowił ograniczyć cierpienia widzów i nie wcisnął się w żaden kadr, ale najwyraźniej jego osoba nie pasuje do koncepcji filmu „Scott Pilgrim kontra świat”. Film, który swoją ideą łączy takie pomysły takich produkcji, jak „DOA: Dead Or Alive” wraz z „Sucker Punch”, z pewnością należy do niezwykłych, w szczególności, ze zachowuje charakter swojego komiksowego pierwowzoru autorstwa Bryana Lee O’Malleya.
     Scott Pilgrim (Michael Cera) wraz ze swoimi przyjaciółmi z liceum- Kim (Alison Pill), Stephenem (Mark Webber) oraz Young Neilem (Johnny Simmons), założył kapelę rockową Sex Bomb Omb. Pomimo tego, że teraz mają ponad 20 lat to wciąż trzymają się razem zawzięcie trenując przed bitwą kapel. W międzyczasie Scott umawia się z uroczą, ale też i nieletnią Azjatką Knives (Ellen Wong), która nie widzi świata poza nim. Wtedy właśnie Scott poznaje niesamowitą dziewczynę na rolkach o różowych włosach o imieniu Ramona (Mary Elizabeth Winstead), która już nie raz nawiedzała jego sny. Pomimo tego, że nadal nie zerwał z Knives zaczyna spotykać się z Ramoną. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego w co się pakuje, gdyż jej siedmiu złych byłych chłopaków nie spocznie dopóki Scott nie będzie martwy.
     „Scott Pilgrim kontra świat” to połączenie kina akcji, wyjątkowo zabawnej komedii, a także filmu młodzieżowego z tradycyjnymi dla niego elementami. Z początku dostajemy to czego najmniej byśmy się spodziewali, czyli jakieś melodramatyczne młodzieżowe rozterki. Związkowe problemy są tradycyjnym tematem w filmach dla młodzieży. Nie mniej problemy te przeplatają się z niezwykle humorystycznymi sytuacjami, które niejednokrotnie doprowadzają do łez. Głupie pytania, a także szybkie i dość trafne odpowiedzi na nie są standardem tego filmu. Śmiech wywołują także komiczne wstawki komiksowe, które podkreślają każdy niemalże szczegół filmu. Nie należy zapominać o absurdalnych scenach, które same w sobie są zabawne, chociażby walki, po których pokonany zamienia się w garść monet, a nad jego uchodzącą duszą pojawia się licznik punktów, które zdobył Pilgrim.
    Walki, które mają miejsce w filmie, a jest ich aż siedem, to naprawdę sprawnie przeprowadzone operacje. Wszystkie przebiegają bardzo płynnie i w zasadzie cieszą oko. Tutaj w grę wchodzą efekty specjalne, które je urozmaicają, nadają odpowiedni charakter produkcji- chociaż troszkę przerysowany, ale przynajmniej potęgują zarówno aspekty humorystyczne, jak i wątki dramatyczne, czy też właśnie sceny walki. Efekty przybierają tutaj różne formy. Przede wszystkim twórcy nadali produkcji charakter komiksu, przez co nie brakuje tutaj różnych napisów oznaczających dźwięki wydawane przez pobitych, czy też przez instrumenty muzyczne. Niektóre z dźwięków przybierają dość dziwaczne formy wizualne, co wygląda interesująco, ale nadaje też produkcji fantastyczny wymiar. Spore wrażenie robią też rysunkowe wstawki prezentujące opowieści Ramony. Ogólnie pod względem wizualnym produkcji nie ma czego zarzucić. Jeżeli chodzi o oprawę muzyczną, to odpowiadał za nią Nigel Godrich, który stworzył naprawdę dynamiczne bity. Rockowy charakter ścieżki dźwiękowej został zachowany poprzez wprowadzenie do historii bitwy zespołów muzycznych. Dzięki nim usłyszymy kilka ciekawych aranżacji, których miło się słucha i w dodatku zapadają w ucho.
     Patrząc na postacie pojawiające się w filmie zawsze ma się wrażenie, że skądś zna się tę twarz. Jednakże w nowej stylizacji trudno jest kogokolwiek rozpoznać, chociaż zdarzają się wyjątki. Aktorsko bohaterowie wypadają wyśmienicie- przynajmniej większa ich część. Tutaj na przód wychodzi przede wszystkim Michael Cera, który rolą tytułową potrafi zmienić nastawienie każdego jego antyfana. Jest zabawny i to nie w natarczywy sposób. Gra jakby mu się nie chciało i to właśnie jest tak komiczne. Gra całym sobą, jego aktorstwo w tym filmie to nie tylko genialnie wypowiedziane dialogi napisane przez scenarzystów, ale także mowa ciała i mimika twarzy. Tuż obok niego talentem popisała się Ellen Wong, która jest początkującą aktorką, a już zabłysła. Sprawia wrażenie podobnej psychopatki jak sam Cera. A to zawsze wychodzi ludziom na dobre. Obok tych bohaterów wystąpiła także Mary Elizabeth Winstead, która specjalnie nie fascynowała, ale też nie denerwowała swoją obecnością. Jej ignoranckie podejście do życia wypadało całkiem fajnie. Oprócz nich na ekranie zobaczymy także Chrisa Evansa, który totalnie zmienił image od czasu „Fantastycznej czwórki”. Wiadomo, że to na potrzeby roli, ale wyszło super. W filmie wystąpił także młodszy brat Macaulaya Culkina, czyli Kieran, który jest niemalże kropka w kropkę taki jak brat- no oprócz koloru włosów. Zagrał tutaj geja i w sumie całkiem fajnie mu to granie szło. Ogólnie do obsady nie ma się co przyczepić. W filmie wystąpiło wiele barwnych postaci, z których każda jest inna. Aktorzy w tej kwestii mieli okazję się wykazać, jednym wychodziło to lepiej, innym gorzej. Jednakże razem tworzyli całkiem zgrany zespół.
    „Scott Pilgrim kontra świat” to film, który zachwycił już niejednego widza. Swoim podejściem do psychiki młodego człowieka przypomina nieco ostatni film Zacka Snydera „Sucker Punch”. Wprowadzeniem do realnego świata nadzwyczajnych elementów graficznych upodabnia go do filmu „Watchmen. Strażnicy”, a nawet i „Kick-Ass”. Z pewnością nie należy brać tej produkcji dosłownie, a może właśnie tak powinno się ją odbierać? Najważniejsze, że było zabawnie, dużo się działo i jakoś specjalnie nie raziło to w oczy. Przy tym filmie nacieszyć można zarówno oczy, jak i uszy.

Prześlij komentarz