Pierwsze
dźwięki klasycznego utworu skomponowanego przez Johna Williamsa,
żółte napisy wjeżdżające na ekran, ale przede wszystkim gromkie
brawa na sali. Wszystko to dla powracającego po latach wielkiego
tytułu, który zna każdy kinoman- chociażby ze słyszenia. Za
kontynuację fantastycznej sagi wziął się sam J.J. Abrams, który
kolejny raz zaskakuje i sprawia, że nie tylko on sam poczuł
przebudzenie mocy, ale poczuli to również i fani.
„Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy”
to zdecydowanie jeden z największych, o ile nie największych filmów
tego roku, który pozostawia widza z efektem WOW!
![]() |
Źródło: Starwars.com |
Darth
Vader został pokonany, choć po trzydziestu latach Najwyższy
Porządek władany ciemną stroną mocy sieje postrach w całej
galaktyce za sprawą zamaskowanego Kylo Rena (Adam
Driver). Przeciwko niemu
staje Ruch Oporu, którego generałem jest sama księżniczka Leia
Organa (Carrie Fisher).
Aby przywrócić równowagę mocy zawzięcie poszukuje swojego brata-
Luke'a Skywalkera (Mark
Hamill), który zaginął
bez śladu. W tym celu wysyła swojego najlepszego pilota (Oscar
Isaac) mającego znaleźć
miejsce jego pobytu. Kiedy zostaje schwytany przez wroga z pomocą
przychodzi mu zbuntowany szturmowiec (John
Boyega), który
najbardziej w świecie chce wyrwać się spod tyranii ciemnej strony
mocy. Podczas ucieczki trafia na planetę Jakku, gdzie spotyka
niezwykłą dziewczynę imieniem Rey (Daisy
Ridley), a przy niej
poszukiwanego przez wszystkich robota BB-8, któremu pilot przekazał
mapę.
Kiedy
dwa miesiące temu przez internety przeszła informacja o
przedsprzedaży biletów w siódmą część sagi „Gwiezdne
wojny” bilety rozeszły
się w rekordowym tempie! W weekend otwarcia film zarobił więcej
niż „Jurassic World”,
czy kolejna odsłona „Avengersów”.
Nie ma dziwne, w końcu na ten film fani czekali od dekady! Czy
świeże spojrzenie Abramsa sprostało ich oczekiwaniom? Tutaj opinie
są podzielone. Pewne jest natomiast to, że kultowa saga powraca w
wielkim stylu, w dodatku w trójwymiarze (!), całkowicie wykupując
się z porażki drugiej trylogii.
![]() |
Źródło: Starwars.com |
Wielu
narzeka na wtórność fabuły, do której ja osobiście nie mam
zamiaru się przyczepiać, bo oczywiście- w przeciwieństwie do
niektórych, nie nadrabiałam wcześniejszych filmów przed seansem
„Przebudzenia mocy”.
Można by się z pewnością przyczepić do motywu przewodniego
fabuły, gdzie całość kręci się według podstawowego pytania
„Gdzie jest Luke Skywalker?!”. To pytanie zadawaliśmy sobie nie
tylko przed seansem- bo nie pokazywał się w żadnych materiałach
promocyjnych, a także przez cały seans. Bohaterowie oczywiście
namiętnie nam przypominają, że to jego szukają przez cały film,
bo szczęśliwie, gdzieś pomiędzy wspaniałą akcją zapominamy o
tym, jakże istotnym, elemencie. Zapominamy tak szybko, że w
zasadzie u finału wpada nam do głowy myśl, czy Ruch Oporu nie
będzie go szukał czasem przez całą nową trylogię. To oczywiście
byłoby totalnie głupim zagraniem, ale cóż... nie całkiem
nieprawdopodobnym. Banalność tego wątku jest jednak dość
irytująca i mamy nadzieję, że nie będzie to bazą całej
produkcji.
No
i nie mylimy się. W końcu mamy tutaj nie tylko poszukiwania
Skywalkera, ale także i całą masę pobocznej akcji, wśród
których króluje kolejne pytanie stawiane przez Abramsa „Kim do
cholewki jasnej jest Rey?!”. Postać bardzo enigmatyczna, o której
praktycznie nic nie wiadomo, a której wątek nie rozwiązuje się
wraz z końcem filmu. Można mieć pewne podejrzenia i oczywiście w
sieci już krążą teorie spiskowe, co do jej pochodzenia. Dodatkowo
jest to dziewczyna, która w trakcie zwiastuna sprawia wrażenie
całkowicie nijakiej potrafi świetnie zaskoczyć! Daisy Ridley
zdecydowanie za bardzo przypomina Keirę Knightley, można nawet
stwierdzić, że to jej takie kosmiczne alter ego, bo nie dość, że
wygląd to jeszcze brzmienie głosu wraz z akcentem, no i oczywiście
ta lekkość w obyciu. Ostatecznie okazuje się być bardzo
interesującą postacią, która świetnie prezentuje się na ekranie
niemalże z każdym, począwszy od BB-8, przez Finna, na Hanie Solo
skończywszy. Jednakże to właśnie z tym drugim tworzy genialny,
komediowy duet. Interakcja między nimi jest tak fascynująca, że
szybko wywróżyć można im wspólną przyszłość. Finn jako
jednostka jest nie mniej frapujący. Od początku widać jego
wewnętrzny konflikt, co do przynależności do rzeszy Szturmowców i
ich poczynań. Ostatecznie się odłącza i chce się schować w
najciemniejszych czeluściach galaktyki! Zdecydowanie za szybko
nawiązuje się nić przyjaźni pomiędzy nim a Poe (Oscar
Isaac), no ale taka to
najwyraźniej jest męska solidarność.
![]() |
Źródło: Starwars.com |
Twórcy
zrobili coś naprawdę niezwykłego z tym filmem. Czy był ktoś na
sali kinowej kto nie wzruszył się pojawieniem się Hana i Chewbacci
na Sokole Millenium? Cała sekwencja była chyba najgenialniejszą z
całego filmu! Uczucie sentymentu powróciło, a łezka kręciła się
na ponowne spotkanie z Hanem, Leią i Chewbaccą. No dobra... z Leią
może mniej, bo wciąż pozostaje najbardziej nijaką w całej sadze.
Jednakże dwójka z Sokoła... twórcy najzabawniejszych wymian zdań
w filmie. Oczywiście poza bieganiem za rączkę Rey z Finnem, czy
wymiany kciuków „Lubię to!” pomiędzy Finnem i BB-8- na czego
widok cała sala wybuchła śmiechem i od razu zadurzyła się w tym
kulistym robociku. Wookie po raz pierwszy miał baaardzo rozbudowane
kwestie. Rozgadał się niesamowicie, a jego reakcje były tak
realistyczne, że trudno było nie przeżywać wraz z nim! Trzeba
przyznać, że „Przebudzenie mocy”
ubarwione zostaje tym niezwykle subtelnym i lekkim poczuciem humoru.
Ciemna
strona mocy to coś, co zawsze mocno podkreślano w poprzednich
filmach. A to Lord Vader, a to Anakin Skywalker, o którym chcemy
zapomnieć ze wzgląd na tragicznego Haydena Christensena... Teraz,
w nowej trylogii według Abramsa, mamy godnego zastępcę- Kylo Rena.
Postać tak bardzo kontrowersyjna bowiem jeszcze młoda, nie
przesiąknięta na wskroś złem, choć niektóre jego wybory... nie
szokują co prawda, ale wciąż zawodzą! Kylo to przykład postaci,
która całą swoją grozę kryje w masce, helmecie, który tak
bardzo przypomina vaderowski czepiec. Ten zmodyfikowany głos, te
wszystkie ruchy, to panowanie nad mocą i ten świetlisty miecz, z
którego śmiano się już na etapie pierwszego zwiastuna, jaki
pojawił się w sieci. Wszystko to sprawia, że ma szansę stać się
wielkim czarnym charakterem na miarę Dartha Vadera.
Tak przynajmniej
się wydaje do chwili, kiedy się go uczłowiecza, czyli do momentu
kiedy ściąga swoją maskę i tak objawia się nam zupełnie
nijakie, młodzieńcze oblicze Adama Drivera. No i jeszcze to
całkowicie banalne i nie siejące grozy imię... Z drugiej strony
można zrozumieć taki sposób prezentacji jego osoby, z uwagi na
jego całkowite rozdarcie pomiędzy dobrem i złem. Nie jest to do
końca czarny charakter, przynajmniej jeszcze nie teraz, widać, że
targają nim młodociane problemy psychiczne i w sumie fajne jest to,
że zarówno Driver, jak i twórcy starają się tak urzeczywistnić
tę postać. Dla mnie jednak Kylo Ren pozostanie idealny tylko w
masce i od piątkowego seansu staram się wyprzeć z pamięci fakt,
że w ogóle zdjął maskę!
![]() |
Źródło: Starwars.com |
Skoro
ciemna strona mocy, to oczywiście Najwyższy Porządek i wszelkie
próby przejęcia władzy nad galaktyką, choć tak naprawdę całość
uwagi skupia się na odnalezieniu Luke'a Skywalkera, bo wiadomo-
zagrożenie, które przesądzić może o wyniku wielkiej wojny! Z
tego też powodu dochodzi do najrozmaitszych scen walk- czy to w
małej skali na miecze świetlne, czy z prawdziwym rozmachem pod
postacią strzelanek międzygwiezdnych. Wszystko bardzo dynamiczne,
nie dające się nudzić ani przez chwilę. Z napięciem obserwujemy
ataki wroga, z przerażeniem spoglądamy na te niesamowicie cudowne
zdjęcia z walk, bo nie ulega wątpliwości, że pod względem
efektów film ten robi spektakularne wrażenie. W szczególności jak
ogląda się to wszystko w IMAX. Wszystko jest takie duże, tak
idealnie wypieszczone, przez co film wchodzi na całkiem nowy level
wykonania. Zapomnijcie o karykaturalnych robocikach z drugiej
trylogii, teraz mamy cudownego BB-8, który bije na łeb na szyje
zarówno R2D2, jak i C3PO. Zapomnijcie o dziwacznym Jar-Jar Binksie,
którego wielu znienawidziło, bo teraz mamy przeuroczą starowinkę
w wielkich goglach Maz Kanatę. I choć oczywistym jest, że grafika
komputerowa to zapewne 90% filmu, jak i nie więcej, to nie ulega
wątpliwości, że została ona wykorzystana bardzo subtelnie i
realistycznie, bo chyba nic bardziej nie zachwyca wizualnie w tym
filmie, jak pustynne tereny Jakku obłożone metalicznymi zwłokami
pojazdów z „Powrotu Jedi”.
![]() |
Źródło: Starwars.com |
Nic
tak nie ekscytuje, jak wybranie się w końcu do kina na film, na
który czekało się wiele lat. W szczególności, gdy okazuje się
być to nie lada wydarzeniem. Fani poprzebierani za ulubione postaci,
oklaski na rozpoczęcie i zamknięcie filmu, no i oczywiście
niesamowite emocje, które towarzyszą podczas samego seansu.
„Przebudzenie mocy” to
tytuł, który dostarczył wszystkich tych wrażeń i z pewnością
wkroczył na zupełnie inny poziom emocjonalności. Wszechstronność
postaci na tyle wyrazistych, aby wnieść sobą coś nowego do
fabuły; niesamowite poczucie humoru; sentyment, do którego twórcy
nawołują fanów sagi; spektakularne, ale też i nieprzesadzone
kosmiczne starcia, no i oczywiście cała gama wrażeń muzycznych i
wizualnych, to wszystko sprawia, że jest to obraz niemalże idealny.
Gdyby tylko nie lekka banalność, gdyby tylko Kylo Ren nie zdjął
maski...
Ocena:
8/10

Premiera:
14 grudnia 2015 (Świat)
18 grudnia 2015 (Polska)
Zgadzam się całkowicie co do czarnego charakteru, jest super - do pewnego momentu. Ale to nawet dobrze że jego postać nie została całkowicie zdefiniowana jako dobra albo zła. Wszystko jeszcze przed nami.. Co do recenzji, przyjemnie się czyta, a Ja sam w swojej zawarłem parę podobnych przemyśleń :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAleż oczywiście! Liczę na diametralny rozwój tej niezwykłej postaci :)
UsuńDziękuję bardzo za miłe słowa.
Pozdrawiam