Wyczekiwanie
na kolejne sezony „American
Horror Story”
to niczym czekanie na prezent gwiazdkowy. Po zakończeniu każdego
nowego spieszymy w przeszukiwaniu internetu, co by odnaleźć kolejny
temat jaki zostanie poruszany w przyszłej serii. W przypadku „Freak
Show”
emocje sięgały zenitu. Znając dziwadła światowej sławy i
wiedząc o co chodzi w takim miejscu człowiekowi kłębiło się w
głowie wiele różnych myśli. Potem przyszedł październik i
przyszło to, czego najmniej się spodziewaliśmy- zawód!
Niemiecka
diwa, Elsa Mars (Jessica Lange), zakłada cyrk odmieńców,
aby dawać schronienie przed tymi, którzy nie rozumieją ich
inności. Czasy jego świetności już dawno jednak minęły i nikt
nie przychodzi na przedstawienia, nawet po to, aby posłuchać
gwiazdy starej sławy. Elsa wyrusza więc w poszukiwaniu nowych
dziwadeł, licząc na powrót do czasów świetności. Sprowadza do
swojej trupy syjamskie bliźniaczki (Sarah Paulson), które od
razu cieszą się sympatią pozostałych mieszkańców. Tymczasem w
okolicy grasuje przerażający klown, które morduje ludzi. Oczy
obywateli okolicznego miasteczka skupiają się na cyrku Elsy,
wierząc, że to właśnie tam schronienie znajduje potwór.
Kobieta
z brodą, siłacz, najmniejsza kobieta świata, kobieta o trzech
piersiach i człowiek foka, to tylko kilku z najdziwniejszych
bohaterów najnowszej propozycji od Murphy'ego i Falchuka. „AHS:
Freak Show”
to jednoczesne zaskoczenie i zawód sezonu. Fajna sprawa, że twórcy
sięgnęli po kolejny wątek budzący przerażenie w ludziach.
Oglądanie odmieńców najrozmaitszej postury i problematyki może
zachwycać i przerażać jednocześnie. Tak właśnie jest w tym
obrazie, gdzie jedni bardziej przykuwają uwagę drudzy mniej.
Niestety, serial nie wykorzystuje do końca potencjały, który
drzemie w takiej opowieści. Za mało w tym wszystkim
fantastyczności, dynamizmu, jakiegoś napięcia.
Wtem pojawia się on, klaun! Chyba najbardziej przerażająca postać ze wszystkich. Szkoda, że pojawia się tak rzadko i szkoda, że tak szybko się kończy. Cała magia znika, ogarnia nas smutek, bo wtedy myśli się- no to o czym teraz niby będzie fabuła? Niestety, dalej roztrząsa się o prywatne problemy odmieńców, niczym nie różniące się od tych, które posiadać może każdy zwyczajny człowiek. I może właśnie o to chodziło twórcom, pokazać ludzi, którzy według niektórych traktowani są jak inni, wyrzutki społeczeństwa, a którzy tak naprawdę niczym nie różnią się od każdego z nas. Mają tę samą wrażliwość, a może nawet i większą, taki sam rozum i takie same problemy. Zdrady, maltretowanie, pozostawianie rodziny, czy akceptacja samego siebie... - normalne życie, normalnych ludzi. Od czasu do czasu pojawia się dreszczyk emocji, który oczywiście może pojawiać się przy tego typu produkcjach. Gdy do akcji wkraczają łowcy głów, a także pewien niezwykle przystojny maniak- rany... co za typ! Widza ogarnia jednocześnie żałość i przerażenie. Kluczowym odcinkiem staje się wydanie halloweenowe. To on tak naprawdę wszystko zmienia. W końcu przy horrorach, takie epizody powinny być najbardziej traumatyzujące i tak też jest. Z pewnością jest to swoistego rodzaju przełom. Natomiast trzeba przyznać, że finał mocno zawodzi. Szkoda, bo choć odrobina makabry się tu wdarła, to zupełnie inaczej wyobrażałam sobie zamknięcie tej historii.
Wtem pojawia się on, klaun! Chyba najbardziej przerażająca postać ze wszystkich. Szkoda, że pojawia się tak rzadko i szkoda, że tak szybko się kończy. Cała magia znika, ogarnia nas smutek, bo wtedy myśli się- no to o czym teraz niby będzie fabuła? Niestety, dalej roztrząsa się o prywatne problemy odmieńców, niczym nie różniące się od tych, które posiadać może każdy zwyczajny człowiek. I może właśnie o to chodziło twórcom, pokazać ludzi, którzy według niektórych traktowani są jak inni, wyrzutki społeczeństwa, a którzy tak naprawdę niczym nie różnią się od każdego z nas. Mają tę samą wrażliwość, a może nawet i większą, taki sam rozum i takie same problemy. Zdrady, maltretowanie, pozostawianie rodziny, czy akceptacja samego siebie... - normalne życie, normalnych ludzi. Od czasu do czasu pojawia się dreszczyk emocji, który oczywiście może pojawiać się przy tego typu produkcjach. Gdy do akcji wkraczają łowcy głów, a także pewien niezwykle przystojny maniak- rany... co za typ! Widza ogarnia jednocześnie żałość i przerażenie. Kluczowym odcinkiem staje się wydanie halloweenowe. To on tak naprawdę wszystko zmienia. W końcu przy horrorach, takie epizody powinny być najbardziej traumatyzujące i tak też jest. Z pewnością jest to swoistego rodzaju przełom. Natomiast trzeba przyznać, że finał mocno zawodzi. Szkoda, bo choć odrobina makabry się tu wdarła, to zupełnie inaczej wyobrażałam sobie zamknięcie tej historii.
Każdy
z serii „American
Horror Story”
może pochwalić się niesamowitym klimatem. Tego nie można odmówić
również „Freak
Show”,
bo jak już sama nazwa wskazuje będzie bajecznie i cyrkowo. Świetna
scenografia cyrkowych namiotów faktycznie zaskakuje intymnością i
przytulnością. Z drugiej zaś strony fascynować mogą również
eleganckie wnętrza domostwa Mott'ów.
Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście charakteryzacja bohaterów. Genialna rzecz jeżeli chodzi o klauna, straszliwszego w życiu nie widziałam! Klimatu dodaje również muzyka i tutaj trzeba przyznać, że twórcy całkowicie odbiegli od dotychczasowej ścieżki dźwiękowej wykorzystywanej przy openingu. Do tej pory wszystkie utrzymane były w jednym tonie, a tutaj? James S. Levine pokazał, że ulubione brzmienia wszystkich sympatyków „AHS” połączyć można z cyrkowymi elementami. Wyszło po prostu genialnie! Gdy dodamy do tego jeszcze świetnie zmontowane zdjęcia cyrkowych dziwów, to otrzymujemy naprawdę rewelacyjnie zrobione intro- chyba najlepsze z całej serii (przynajmniej w moim osobistym odczuciu). Bardzo dobrze komponuje się to z całością, wprowadzając swoisty klimat.
Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście charakteryzacja bohaterów. Genialna rzecz jeżeli chodzi o klauna, straszliwszego w życiu nie widziałam! Klimatu dodaje również muzyka i tutaj trzeba przyznać, że twórcy całkowicie odbiegli od dotychczasowej ścieżki dźwiękowej wykorzystywanej przy openingu. Do tej pory wszystkie utrzymane były w jednym tonie, a tutaj? James S. Levine pokazał, że ulubione brzmienia wszystkich sympatyków „AHS” połączyć można z cyrkowymi elementami. Wyszło po prostu genialnie! Gdy dodamy do tego jeszcze świetnie zmontowane zdjęcia cyrkowych dziwów, to otrzymujemy naprawdę rewelacyjnie zrobione intro- chyba najlepsze z całej serii (przynajmniej w moim osobistym odczuciu). Bardzo dobrze komponuje się to z całością, wprowadzając swoisty klimat.
Czwarty
już sezon znanego serialu, to powrót do prawdziwych jego gwiazd.
Ponownie spotkamy Jessikę Lange, która tym razem sprawnie włada
niemieckim akcentem. Świetnie odgrywa postać na pograniczu dobra i
zła- odnajduje się w tym doskonale, jak widać. Bardzo dobrze
prezentuje się też z innymi bohaterami, bo i Kathy Bates znowu do
niej dołącza, a także Angela Bassett. Obie w jak najbardziej
skrajnych prezentacjach, ale postaciach z charakterem. Nie należy
zapominać również o starej weterance Sarah Paulson, przed którą
stało nie lada wyzwanie. Zagrać dwie postaci, siostry syjamskie,
gdzie każda z nich tak bardzo jest różna. Bardzo dobrze udało jej
się oddać osobowość tych postaci. Przy okazji nowego sezonu
zobaczyć mogliśmy też kilka nowych perełek. Tutaj oczywiście
najwięcej uroku oddać należy Jyoti Amge, najmniejszej kobiecie
świata, która zagrała... najmniejszą kobietę świata. Naprawdę
przecudowna osoba, tak autentyczna i ciepła. Nie dziwne, że była
ulubienicą Elsy. Druga strona medalu, to zdecydowanie Finn Wittrock,
któremu świetnie udało się zastąpić walniętego klauna. Czy
ktoś kiedyś widział bardziej szurniętą postać? Pewnie tak, ale
Wittrock jest po prostu niesamowity jako Dandy. Wpada w takie
skrajności, że choć łatwo go znienawidzić, to nie jest trudno
docenić jego aktorstwo.
Niestety,
„Freak
Show”
nie jest tym czego można by oczekiwać po tak licznych zapowiedziach
i tajemnicy, jaka spowijała sezon. Niemalże do ostatniej chwili nie
wiadomo było, czego się spodziewać a internety szalały w teoriach
spiskowych. Nic się jednak nie sprawdziło i prawda jest taka, że
otrzymaliśmy z tego bardziej dramat z elementami grozy niżeli
horror. Przy tej historii można było naprawdę poszaleć, stworzyć
skrajne postaci nie tylko z powodu problematyki, a bardziej wyglądu,
można było dodać o wiele więcej makabry, ale nie wywołanej
jednym psychopatą. Choć pod względem wizualnym i muzycznym jest to
naprawdę coś pięknego, choć emocjonalnie również daje w kość,
to jednak brakuje tutaj dreszczyku emocji, który cały czas
towarzyszył by fabule, a nie tylko sporadycznie. Szkoda, bo przez to
produkcja jest bardzo nierówna i momentami strasznie się dłuży.
Ocena:
6/10

Premiera:
08 października 2014 (FX)
09 października 2014 (FOX)
Prześlij komentarz