NOWOŚCI

wtorek, 21 stycznia 2014

1100. Dziewczyna z lilią, reż. Michel Gondry

Oryginalny tytuł: L'écume des jours
Reżyseria: Michel Gondry
Scenariusz: Luc Bossi
Na podstawie: powieści Borisa Viana „Piana złudzeń”
Zdjęcia: Christophe Beaucarne
Muzyka: Étienne Charry
Kraj: Francja
Gatunek: Dramat, Surrealistyczny, Komedia
Premiera: 24 kwietnia 2013 (Świat) 05 lipca 2013 (Polska)
Obsada: Romain Duris, Audrey Tautou, Gad Elmaleh, Omar Sy, Aïssa Maïga, Charlotte Lebon, Sacha Bourdo

Data wydania DVD: 21. listopada 2013
Wydanie: 1-płyowe
Dystrybutor: Kino Świat
Dodatki: bezpośredni dostęp do scen, menu interaktywne


     Są takie filmy, po których obejrzeniu ciężko jest wykrztusić z siebie choć jedno słowo. Są też takie, które mamy ochotę wyłączyć już po 5 minutach seansu. W historii kinematografii nie brakuje produkcji dziwnych i dziwacznych, ale to co stworzył Michel Gondry przechodzi najśmielsze oczekiwania. Jego „Dziewczyna z lilią” to ekranizacja jednej z najpoczytniejszych powieści Borisa Viana słynącego z absurdalnych pomysłów okraszonych czarnym poczuciem humoru. Reżyser we współpracy ze scenarzystą musiał więc przenieść na ekran trochę z tego szaleństwa. Jednakże surrealistyczny obraz, który się z tego zrodził, niekoniecznie musi każdemu przypaść do gustu- mnie się nie spodobał!

     Colin (Romain Duris) jest młodym i bogatym wynalazcą, niepracującym, a cały swój majątek trzymającym w niezwykłym sejfie. Życie spędza w towarzystwie czarnoskórego kucharza- Nicolasa (Omar Sy), czerpiącego swoje zdolności z porad specjalisty znajdującego się w specjalnych szafkach, a także tajemniczej ludzkiej myszy. I choć wydawałoby się, że Colin ma bardzo szczęśliwe i bajkowe życie szybko uzmysławia sobie, że czegoś mu brak – miłości. Wtedy właśnie wybiera się z Nicolasem do przyjaciółki na imprezę, gdzie poznaje śliczną Chloe (Audrey Tautou). Szybko przypadają sobie do gustu i od razu zakochują się w sobie bez pamięci. Biorą bardzo ekstrawagancki ślub i wybierają się w podróż poślubną, w czasie której kobieta zapada na przedziwną chorobę. Po powrocie do domu i wykonaniu szeregu badań okazuje się, że w płucu ukochanej Colina rozwikła duża lilia.
     Podobnie zadziwiającego obrazu już dawno nie widziałam. „Dziewczyna z lilią” jest niemalże wszystkim tym, czego w filmach nie lubię. I choć doceniam ten dobitny surrealizm, to zdecydowanie nie jest to coś, co spodobałoby mi się na dłuższą metę. I choć opis, w którym kobiecie w płucu wyrasta tajemnicza lilia nie odstraszył mnie w pierwszej kolejności, to powinnam była się domyślić, jakim utrapieniem będzie dla mnie oglądanie tego filmu. Historia nie jest może zbytnio wizjonerska- ot zwyczajna historia miłosna, gdzie życie bohaterów wygląda jak gdyby żyli w przepięknej bajce. I wtedy dzieje się coś, co chwieje życiem każdego człowieka- choroba ukochanej osoby. Tutaj oczywiście sprowadza to na samo dno Colina, a jego niszczejące życie zaczyna odbijać się w coraz gorzej wyglądającym mieszkaniu. Każda emocja znajduje przełożenie na ekscentryczną prezentację obrazu i to właśnie jest najbardziej męczące ze wszystkiego, choć czasem stanowi idealne odzwierciedlenie faktycznych sytuacji- jak chociażby sytuacja, w której Colin dowiaduje się o omdleniu Chloe, a jego rozpacz ukazana poprzez kurczenie się przestrzeni...
     Już wiele dziwactw i psychodelicznych obrazów naoglądał się człowiek przez całe życie. Żaden jednak nie był tak misternie skonstruowany jak „Dziewczyna z lilią”. Jeżeli myślicie, że lilia w piersi to przesada, to uwierzcie, że to nie jest nawet ćwierć cudów, które oferuje ten film. W końcu prezentuje się tu świat, w którym pokoje zaokrąglają się na dźwięk muzyki, programy kulinarne przechodzą przez szafki do naszej kuchni, węgorze dostają się do garnka prosto ze zlewu, a nogi same się wydłużają, co by można było sztywniej tańczyć. Innymi słowy absurd goni tutaj absurd, w szczególności, że montaż jeszcze bardziej uwydatnia tę abstrakcję. I gdy podczas seansu strzelamy głupimi minami na widok dziwacznego dzwonka do drzwi, wykrzywionego stołu, czy rozdzielenia deszczowo-słonecznej krainy, uzmysławiamy sobie, że na pewno na świecie jest ktoś kogo ta innowacyjność poruszy. Być może humor całego obrazu tkwi właśnie w takich szczegółach, bo nie trudno jest się nie roześmiać na widok tej groteski naginającej prawa wszelkiej logiki oraz sensu.
     Jedyne co może się wybronić u widzów nietolerujących surrealistycznych wizji, to francuska obsada jak zawsze bardzo starannie dobrana. I choć uwaga skupiać powinna się na pięknej Audrey Tautou- która w roli Chloe zniewala urodą, to gdzieś całkowicie się rozmywa na tle tych wszystkich dziwactw. W pewnym momencie nie zauważamy wygranego na wysokim poziomie rozpaczy Tautou, czy ciągłej woli walki Durisa, a jedynie prawdziwego poświęcenia dla ukochanej osoby. Gdzieś pomiędzy pojawia się również znana czarnoskóra postać prosto z „Nietykalnych”, czyli sam Omar Sy, który tym razem nie ma aż tak wielu powodów do tego, aby się uśmiechać. Nie mniej, cała fabuła kręci się wokół tej trójki, która nie tylko perfekcyjnie odgrywa emocje, ale również bez większych problemów odnajduje się w świecie tak pokręconym, jakim stworzył go Gondry.
     „Dziewczyna z lilią” to jeden z takich filmów, które można pokochać lub całkowicie znienawidzić. Ja osobiście, choć doceniam formę prezentacji treści i wszelkich wartości z nią związanych muszę zaliczyć się do tej drugiej grupy widzów. Obraz Gondry'ego jest jedynym w swoim rodzaju, bowiem ciężko jest przebrnąć do dziesiątej minuty obrazu, kolejne minuty spędzane z tym filmem zakrawa o parodię, siłowanie się z własnym rozumem na ręce. Z jednej strony zachwycić można się wykonaniem, z drugiej zaś załamać nadwyrazistością montażu. Polubić można za niesztampowe podejście do tematów tak dobrze nam znanych, a znienawidzić za komizm wywoływany przez niebanalne rozwiązania. Surrealizm owszem, ale nie w wykonaniu tego francuskiego reżysera. Zupełnie nie odnalazłam się w tym klimacie.

Ocena: 3/10

Recenzja dla Kino Świat!

kinoswiat.pl

3 komentarze :

  1. W pełni rozumiem Twoje zdanie. Tak, jak napisałaś - ten film albo się uwielbia albo nienawidzi. Osobiście jednak za tą historią szaleję, a w kinie siedziałem jak zaczarowany na wszelkie sposoby. Bardzo zauroczył mnie ten kolorowy świat, surrealizm (owszem lekko przesadzony, ale dla mnie był wyjątkowo uroczy) i przede wszystkim Audrey Tautou, która faktycznie wciąż mocno przypomina Amelię, ale ma w sobie taki niesamowity urok i wdzięk - po prostu nie mogę jej się oprzeć. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście jestem w stanie zrozumieć powody, z jakich podobał Ci się ten film :) Ja najwyraźniej nie lubię tak przerysowanych form :)

      Usuń
  2. Oglądałaś :) http://filmy-wedlug-agniechy.blogspot.com/2014/01/1097-wilk-z-wall-street-rez-martin.html i bardzo mi się podobał. Aż tak dużo erotyki tam nie było :) Przynajmniej, jak dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń