
Reżyseria: Nick Murphy
Scenariusz: Nick Murphy, Stephen Volk
Zdjęcia: Eduard Grau
Muzyka: Daniel Pemberton
Kraj: Wielka Brytania
Gatunek: Horror
Gatunek: Horror
Premiera: 16 września 2011 (Świat) 15 czerwca 2012 (Polska)
Obsada: Rebecca
Hall, Dominic West, Imelda Staunton, Isaac Hempstead-Wright, Lucy
Cohu, Alfie Field i inni
Pełne
niesłychanego klimatu, ciemnych zakamarków i figli ze strony
ludzkiej psychiki, horrory hiszpańskie, odsunęły się w cień
dając tym samym możliwość innym krajom na wykazanie się
pomysłowością. Debiutujący na wielkim ekranie w roli reżysera,
Nick Murphy, robi wszystko, aby doścignąć tytuły sygnowane
nazwiskiem Guillermo del Toro. Jednakże pozycja „Szepty”,
pomimo zaczerpnięcia bardzo wielu inspiracji z chociażby
„Sierocińca”, pozostaje daleko w tyle.
Florence
Cathcart (Rebecca Hall) mocno stąpa po ziemi i nie wierzy w
nadprzyrodzone zjawiska, jakimi są nawiedzenia. Dlatego też
zawodowo zajmuje się demaskowaniem fałszywych mediatorów pomiędzy
światem żywych i duchów. Pewnego dnia zostaje wezwana do jednej z
najbardziej renomowanych szkół dla chłopców w Wielkiej Brytanii.
Tam musi poznać prawdę dotyczącą śmierci jednego z chłopców,
który wcześniej miał halucynacje. Nie wie, że jej praca ściągnie
na nią zainteresowanie jednego z mieszkańców internatu, który nie
ustąpi dopóki Florence nie pozna prawdy.
Widz
wraz z bohaterką krąży po przepięknej Wielkiej Brytanii. Odkrywa
uroki mrocznych zakamarków, a także surowości zabytkowej
rezydencji barona Adriana Palmera, gdzie rozgrywa się zdecydowana
większość znaczących wydarzeń. Miejsca są to piękne, a
jednocześnie budzące w nas grozę, bo któż nie boi się
gigantycznych domów, w których spokojnie mogłoby zmieścić się z
kilkanaście sporych rodzin. Nie dziwi, że ten jeden budynek
zamieniono na szkołę dla chłopców. Nie dziwi także, że
opuszczony wywołuje gęsią skórkę. Nie dziwi, że sami nie
chcielibyśmy w nim przebywać. Napięcie sięga zenitu za sprawą
ciekawych efektów, montażu, pomysłowości twórców, ale również
i muzyki Daniela Pembertona, idealnie odnajdującej się w klimacie
okresu, w którym osadzona została opowieść.
Film,
z oczywistych powodów, podzielić można na dwie części. Pierwsza
z nich to swoiste poszukiwanie dowcipnisiów chcących nastraszyć
kolegów. To tutaj porusza się problematykę osamotnienia w większej
grupie spowodowanej innością jednostki. Chęć bycia zauważonym,
ale może bardziej zaakceptowanym przez środowisko staje się
determinantem czynienia psot i podążania za wyznaczonymi przez
rządzących zasadami. W takim otoczeniu pojawia się Florence, która
od razu odnajduje wspólny język z personelem, a dzięki swojej
walce z duchami staje się również ulubienicą uczniów. Kiedy
udaje jej się rozwiązać zagadkę, a my spoglądamy na zegarek
dostrzegając, że minęło zaledwie pół godziny, od razu wiemy, że
to jeszcze nie koniec przygody z duchami. W tym właśnie momencie
rozpoczyna się kolejna część filmu, mrożąca krew w żyłach
walka o dusze, a także odnajdywanie swojej tożsamości. I wszystko
byłoby tutaj w najlepszym porządku, gdyby nie, z pozoru,
zaskakujące i w zasadzie tytułowe (patrząc na oryginalny tytuł)
przebudzenie, które nie szokuje ani przez chwilę. Wszystko dlatego,
że gdzieś pomiędzy można było domyślić się tej wielkiej
tajemnicy, więc ostateczny wstrząs nigdy nie nadchodzi. No może w
chwilę później, gdy wychodzą na jaw egoistyczne pragnienia. A
może w chwili, kiedy bohaterka przechodzi niezauważona pomiędzy
ludźmi i widz zadaje sobie pytanie: „Czyżby?”.
Prowadzącą
rolę w filmie gra obiecująca młoda aktorka, którą większość
może kojarzyć z produkcji „Vicky Cristina Barcelona”,
czy też „Miasto złodziei”. Występowała już u
boku samych sław, a teraz przyszło jej powrócić do swoich
korzeni. Grając u boku Imeldy Staunton wydobyła swoje najlepsze
cechy. Zagrała emocjami, zagrała twarzą, zagrała ciałem. Rebecca
Hall pokazała, że bez trudu wciela się w każdą powierzoną jej
postać, bez względu na to, czy jest to kreacja romantyczna,
dramatyczna, czy budząca grozę. Występujący u jej boku młody
aktor- Isaac Hempstead-Wright, jest prawdziwą wschodzącą gwiazdą.
Wielu dostrzegło jego talent w bijącej rekordy popularności
telewizyjnej produkcji o tytule „Gra o tron”. Teraz
przyszedł czas na wielki ekran i choć do końca nie fascynuje swoją
rolą to wprowadza sporo emocji i zaangażowania.
„Szepty”
wywołują wiele skrajnych emocji. Niby jest to film ciekawy, ale
mocno naciągany. Niby przeraża, ale z drugiej strony rozczarowuje
zakończeniem. Odwołuje się do naszych pierwotnych instynktów, ale
pozostawia nas ze swoistą pustką. Dość płynny, całkiem
wstrząsający, ale w ogóle nie zaskakujący. Takie schematy, jak te
zastosowane tutaj, pojawiły się już wielokrotnie w historiach o
duchach i nawiedzonych budynkach. Dlatego też przechodzimy obojętnie
obok tej produkcji żałując, że wspaniała scenografia i atmosfera
grozy jej nie uratowała.

A mi się bardzo ten gotyk podobał. Oby więcej takich:)
OdpowiedzUsuńDołączam się do tej wypowiedzi. Film niesamowicie mi się podobał, ma genialny klimat,zresztą jego treść jest równie rewelacyjna, a czy historia jest naciągana?, według mnie nie, poza tym w czasach, kiedy większość produkcji filmowych to treści mocno przesadzone, "Szepty" jawią się jako dobra, klasyczna opowieść o duchach i rodzinnych dramatach.
UsuńMiłego dnia :)
Raczej nie będę oglądał - recenzja mi wystarczy, ale choć piszesz, że "przechodzimy obojętnie obok tej produkcji" to mam wrażenie, że Ty wcale tak obojętnie nie przeszłaś, zwłaszcza kiedy piszesz, że wywołują w nas wiele skrajnych emocji (no nie mogę się do tych nas dołączyć - bo jak zaznaczyłem nie widziałem filmu) i nie to, że się czepiam ale czasami recenzyjne uogólnienia mnie rozwalają ;-) Ale jak to często bywa poczytanie w zupełności mi wystarczy
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Wczoraj chciałam obejrzeć ten film, ale się powstrzymałam. Po twojej recenzji już w ogóle nie wiem czy warto obejrzeć. Chociaż tematyka jak najbardziej dla mnie.
OdpowiedzUsuń