
Zdjęcia: Manikanda
Muzyka: Pyarelal Ramprasad Sharma, Vishal Dadlanai, Shekhar Ravjiani
Kraj: Indie
Gatunek: Melodramat, Komedia
Premiera: 07 listopada 2007 (Świat) 30 maja 2008 (Polska)
Obsada: Shah Rukh Khan, Deepika Padukone, Arjun Rampal, Kiron Kher, Shreyas Talpade, Javed Sheikh
„Om
Shanti Om” (dalej „OSO”) to dopiero drugi film w
karierze hinduskiej reżyserki Farah Khan. Niezwykle dynamiczna,
pełna barw, uczuć i magii produkcja zrobiła ogromną furorę na
całym świecie. Stanowi nie tylko idealne połączenie lat 70tych i
współczesnych bollywoodzkiego kina, ale także nieszablonową
rozrywkę dla wszystkich fanów Shah Rukh Khana i wszelkich innych
roztańczonych i rozśpiewanych filmów.
Om
Prakash Makhija (Shah Rukh Khan) wraz z przyjacielem, Pappu
(Shreyas Talpade), są nic nie znaczącymi statystami w
produkcjach znanego Mukesha Mehra (Arjun Rampal). Om marzy o
wielkiej karierze filmowej, a także o sercu przepięknej aktorki
Shanti Priya (Deepika Padukone). Jego przyjaciel robi
wszystko, aby tych dwoje w końcu mogło się spotkać. Kiedy na
planie jednego z filmów Shanti znajduje się w pułapce to właśnie
Om biegnie jej na ratunek, czym zyskuje jej sympatię. Niestety,
Shanti nieszczęśliwie zakochuje się w Mukeshu, co kończy się dla
niej śmiercią.. Om próbując ratować ją z płonącego planu
zdjęciowego także ginie. Chwilę później na świat przychodzi syn
znanej gwiazdy kina Rajesha Kapoora (Javed Sheikh).
Trzydzieści lat później, ten sam syn okazuje się być odrodzonym
Omem, który zrobi wszystko, aby pomścić śmierć swojej ukochanej.
Aby to zrobić powraca do porzuconego przed laty projektu „Om
Shanti Om”.
Fabuła
film ulokowana została w światku filmowym. W zamyśle twórców
podzielony został na dwie oddzielne teraźniejszości. Pierwsza
rozgrywa się w latach 70tych, a druga we współczesności.
Reżyserka wraz z ekipą kostiumologów, stylistów i przede
wszystkim muzyków, upewniła się, że bez przeszkód każdy z
widzów będzie mógł znaleźć różnicę pomiędzy tymi dwoma
epokami. W każdej fryzurze nawet nic nie wnoszącego do fabuły
statysty, w każdej koszuli jednego z trzystu statysty, w każdym
elemencie scenografii, pojazdach, w każdym dźwięku i geście,
dostrzegalny musiał być smak dawnych lat. Wszystko jak najbardziej
spełnia swoje zadanie, co dostarcza widzowi niepowtarzalnych wrażeń
nie tylko wizualnych, ale i słuchowych. Potem przenosimy się do
współczesnego świata, a tam również wszystko zapiera dech w
piersi.
Istotnym
elementem są tutaj układy choreograficzne, a także muzyka, która
je uzupełnia. Twórcy robili wszystko, aby jak najlepiej oddać
romantyczny charakter całej opowieści, dlatego też przez większość
projekcji słyszeć będziemy pierwsze dźwięki utworu „Main Agar
Kahoon”. Przepełniony emocjami idealnie wkomponowuje się zarówno
w sceny miłosne, jak i pełne dramatyzmu. Farah Khan chciała
stworzyć także idealny utwór, który jest zarówno wyrazem bólu
bohatera, jak i rytmem do wytańczenia. Tak powstał pełen dynamizmu
„Dard-E-Disco”. Spore wrażenia na widzach, a także fanach kina
bollywoodzkiego zrobić może przedstawienie do utworu „Deewangi
Deewangi”, który jest specyficznym ukłonem reżyserki w stronę
jej ulubionego piosenki „John Jani Janardhan”, gdzie pokazała
się więcej niż jedna gwiazda kina. W „OSO”
pojawia się w tym momencie 31 gwiazd, które wspaniale bawią się
na planie. Niektóre z utworów wzmocnione są przez dźwięki
orkiestry, inne przez chóralne głosy, dlatego też najwięcej
wrażeń dostarcza „Dastaan-E-Om Shanti Om”, która wręcz
doprowadza do łez i mrozi krew w żyłach opowiadaną historią.
„OSO”
to jednakże nie tylko wspaniałe kostiumy, choreografie i piosenki,
ale przede wszystkim świetnie opowiedziana za ich pomocą historia.
Kino prosto z Bollywoodu ma to do siebie, że spokojnie można byłoby
stworzyć dwa osobne filmy, a jednak tworzą całkiem zgrabną
całość, która choć trwa więcej niż dwie godziny to jest
zupełnie nieodczuwalna. Po raz pierwszy poruszany zostaje motyw
reinkarnacji, który oczywiście w wielu wzbudzać może
kontrowersje, ale jest idealnym rozwiązaniem dla powiązania lat
70tych i współczesnych, a także dodaje sporego dreszczyk. Jako
produkcja typu masala łączy w sobie nie tylko rewelacyjne poczucie
humoru reżyserki i scenarzystki, które widoczne jest chociażby
poprzez scenę prosto z westernu ze sztucznym tygrysem (btw reżyserka
przy okazji śmieje się z tego typu produkcji, które oglądała w
dzieciństwie), kino akcji, ale także i mrożący krew w żyłach
thriller i horror, gdzie duchy przeszłości powracają, aby wyrównać
rachunki. Standardowo najistotniejszy jest tutaj wątek miłosny,
który okazuje się być silniejszy od wszystkiego, a przy okazji
stanowi element napędzający wszelkich wydarzeń.
Pierwszy
w filmie obsadzony został oczywiście Shah Rukh Khan, który stał
się wyznacznikiem przebojowych produkcji prosto z Indii. Człowiek o
charakterystycznej urodzie i niespotykanej zdolności wcielenia się
w każdą postać. Człowiek z idealnym poczuciem humoru i pełen
pasji. W roli Oma sprawdził się idealnie. Potrafił zagrać dwie
zupełnie różne osobowości i choć niektóre z jego reakcji były
przerysowane to i tak widz odbiera to jako zwyczajną zgrywę i część
jego kreacji. Do roli Shanti wybrano początkującą aktorkę, dla
której występ wśród płomieni był jednym z najbardziej
traumatycznych przeżyć na planie. Jednakże Deepika Padukone
poradziła sobie z tym znakomicie. Podobnie jak Shak Rukh musiała
pokazać się z dwóch zupełnie różnych stron. Zaskakujące, że
poradziła sobie równie dobrze. Nic dziwnego, że nagrodzono ją
nagrodę Filmfare za najlepszą debiutująca aktorkę. Przy okazji
swoją nadzwyczajną urodą zwalała z nóg każdego. Nie tak prostym
zadaniem było obsadzenie mrocznego charakteru, który był do szpiku
kości zły. W końcu wybór Farah Khan padł na Arjuna Rampala.
Sprawdził się w tej roli idealnie! Ponadto film wzbogacone został
o genialne role wspierające najlepszego przyjaciela Pappu (Shreyas
Talpade), a także matki (Kiron Kher).
Polscy
fani kina indyjskiego z Bombaju mogli nacieszyć swoje zmysły „OSO”
dzięki firmie Gutek Film, która to sprowadziła tą nadzwyczajną
produkcję do naszego kraju. Dla szczęśliwców, w których ręce
wpadło limitowane wydanie płyty DVD z filmem czekała nie lada
niespodzianka. Bogate jest ono nie tylko w drugą płytę z całą
masą dodatków o tworzeniu filmu, a także i muzyce, ale też i
wszystkimi klipami muzycznymi pojawiającymi się w filmie- dzięki
czemu w każdej wolnej chwili możemy na nowo przeżyć te wspaniałe
występy bez przeszukiwania filmu. Dla fanek Shah Rukh Khana także
coś się znajdzie, bowiem do wydania dołączony został plakat, na
którym idol prężnie prezentuje swoją opaloną i naoliwioną
klatkę piersiową.
Trzeba
przyznać. Farah Khan perfekcyjnie łączy w sobie wszystko to, co z
założenia nie mogłoby udać się w hollywoodzkim światku. To co
tam uznane zostałoby za przeładowanie fabuły, tutaj dostarcza
widzowi całą masę wrażeń. Za sprawą poczucia humoru reżyserki,
a także pełnego zaangażowania aktorów i całej produkcji, „Om
Shanti Om”, okazał się być nie tylko jednym z
najbardziej kasowych produkcji prosto z orientalnej fabryki filmów,
ale i chwytającą za serca opowieścią, która rozczula, bawi i
przeraża. W dodatku przepięknie wydana przez Gutek Film na polskim
rynku zadowoli niejednego fana gatunku i przystojnego Shah Rukh
Khana.
Recenzja dla A-G-W.info
Nienawidzę Bollywoodu (a może po prostu żyję stereotypami?) - widziałem tylko dwa filmy w tych klimatach (i to nie do końca bo był to Slumdog i Nazywam się Khan) i jakoś nie przypadły mi do gustu. Musiałbym chyba zapoznać się trochę bardziej z Bollywoodem, przysiąść i poszukać kilka najbardziej cenionych filmów i je obejrzeć żeby w końcu mieć pewność, że nienawidzę filmów z Indii.
OdpowiedzUsuńZapraszam:
http://projekt-kino.blogspot.com/
Filmy Bollywood mają rzeczywiście to do siebie, że trwają dosyć długo. Dlatego też rzadko kiedy po nie sięgam. Pamiętam, że jednym z tych, które oglądałam był "Czasem słońce, czasem deszcz". Niezbyt mnie zachwycił. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńPrawdziwie bollywodzki film - i jedyny który dałem radę obejrzeć to sensacyjny Don - genialne wykonanie kina sensacyjnego, oczywiście ze śpiewaniem i tańczeniem, co w indyjskich produkcjach jest obowiązkowe, teraz jedyne filmy na jakie się zdecyduję to właśnie niestandardowe dla europejczyka połączenia - kiedyś obejrzę jeszcze Don 2, a ciekawe czy jest jakiś bollywodzki horror :-)
OdpowiedzUsuńz tego co mi wiadomo to jest takowy :) bollywood sprawdza się dobrze w każdym gatunku :D
UsuńW Bollywood jest wszystko, horror też - choć za tym gatunkiem niespecjalnie się rozglądałam. ;)
UsuńŚwietny film, widziałem go kilka razy. Perfekcja sama w sobie...
OdpowiedzUsuńOdkładam pieniądze na indiabox. Uwielbiam, mam niesamowity sentyment (pierwszy kontakt z "Dastaan-e-Om Shanti Om" to niemal katharsis). Film ma rozmach, historię i dużą dozę autoironii (wystarczy zgłębić się w tekst i wizualizację cuda "Zdarte disko" ;)). To kopalnia cytatów i piękny hołd złożony kinu.
OdpowiedzUsuńPo Twojej recenzji mam ochotę na powtórkę, ale w portfelu chudo i do tego muszę doprowadzić swoje blogowanie do stanu używalności.
Mam małą uwagę odnośnie dystrybutora. Domyślam się, że Blink został połknięty przez Gutek Film. Jakub Duszyński, jego właściciel, ale też dyrektor artystyczny Gutka był pionierem sprowadzając indyjskie filmy do Polski. Już wycofał się z interesu, ale Gutek jako tako nie budzi skojarzeń z tą kinematografią.
Czekam na kolejną bollyreckę. ;)