NOWOŚCI

wtorek, 28 grudnia 2010

737. Obcy: Przebudzenie, reż. Jean-Pierre Jeunet

Oryginalny tytuł: Alien: Resurrection
Reżyseria: Jean-Pierre Jeunet
Scenariusz: Joss Whedon  
Zdjęcia: Darius Khondji  
Muzyka: Jerry Goldsmith, John Frizzell  
Kraj: USA
Gatunek: Sci-Fi / Horror  
Premiera światowa: 06 listopada 1997  
Premiera polska: 12 stycznia 1998  
Obsada: Sigourney Weaver, Winona Ryder,  Ron Pearlman, Dominique Pinon, Leland Orsen, Michael Wincott, Gary Dourdan


    W 28 lat po premierze filmu Ridleya Scotta opowiadającym o gatunku ksenomorfów trylogia, która w zasadzie powinna zakończyć się na trzecim filmie doczekała  się czwartej i ostatniej – póki co, kontynuacji. Tym razem filmem zajął się francuski reżyser Jean-Pierre Jeunet. Ten człowiek, który sam nauczył się zawodu reżysera znany stał się całemu światu po czwartej części „Obcego”, a także dzięki takim filmom jak „Amelia”, czy „Bardzo długie zaręczyny”. 
    200 lat po wydarzeniach na planecie Fiori 161 na stacji kosmicznej Aurgia naukowcom udaje się stworzyć klona Ellen Ripley (Sigourney Weaver) z kodu genetycznego pozostawionego na Fiori. Naukowcom jednakże nie zależy na samej Ripley, ale na tym, że nosi w środku obcego, a właściwie to królową obcego gatunku. Udaje im się ją wyciągnąć, ale pomimo wszystko utrzymują Ripley przy życiu zaskoczeni, jak szybko się rozwija i przystosowuje do otoczenia. Na stację przybywa statek kosmiczny Betty, którego załoga dostarcza naukowcom ofiary, nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Kiedy królowa obcych znosi jaja naukowcom udaje się zapłodnić ofiary i stworzyć w ten sposób obcych. Nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że obcy także szybko się przystosowują i znajdują sposób na wydostanie się z zamknięcia. Kiedy większość załogi opuszcza stację jedynym ratunkiem dla pozostałych – w tym także załogi Betty wydaje się być niebezpieczna Ripley. Mają niecałe trzy godziny, aby zniszczyć stację wraz z obcymi, gdyż zmierza ona w kierunku Ziemi. 
    Scenariusz napisany został przez samego Jossa Whedona, któremu, o dziwo, udało się stworzyć historię, która łączy w sobie najważniejszy aspekty poprzednich filmów. Seria „Obcy” ma to do siebie, że każdy film jest o czymś innym. To znaczy... nie o czymś innym, bo wszystkie dotyczą postaci obcego oraz Ripley, ale chodzi o to, że scenarzyści zręcznie i niemalże bezproblemowo przerzucają historię w różne miejsca i wzbogacają o różne ciekawie wątki poboczne. Pomimo tego, że uważam iż jest to najbardziej obrzydliwa część serii – klony, zmutowany obcy, itp., to jednak muszę powiedzieć, że film jest niesamowicie dopracowany. Z jednej strony denerwujące może być to, że wskrzeszono postać Ripley, ale z drugiej daje to wiele możliwości, których część została wykorzystana przez twórców. Cieszę się, że zadbano o szczegóły przez co film zyskuje na wartości. Film obfituje ponadto w niezliczoną liczbę akcji, przez co trudno jest się nudzić. Ogólnie zauważam, że im więcej obcych jest w filmie tym więcej jest akcji, a to mnie cieszy, bo o to w tym filmie przecież chodzi. Do moich ulubionych scen tego filmu należy akcja podczas której uwalniają się obce, cały ten fragment.
    Efekty tego filmu zdecydowanie wyróżniają się na tle pozostałych. Nie powinno to dziwić ze względu na fakt, że film pochodzi z roku 1997 w związku z czym było coraz bliżej XXI wieku, więc efekty specjalne były już na całkiem znośnym poziomie. Nie widziałam wcześniej filmu tego rodzaju, który wyszedłby spod ręki Jeunet`a, dlatego też nie potrafię określić czy efekty, czy muzyka, przedstawiają jakiś jego określony styl. Wiem, że obce bardzo mi się podobały w tym filmie. Po raz kolejny, zresztą jak zawsze, oprócz momentów trzeciej części, były idealnie dopracowane. Pierwszy raz pojawiła się inna forma obcego, trochę zmutowana, co nie do końca mi się podobało – zresztą, za każdym razem jak oglądam ten film to mam podobne odczucia, ciekawe rozwiązanie, ale nie do końca do mnie trafiało. Zdjęcia Dariusa Khondji idealnie oddawały klimat tego filmu, ale nie były aż tak zachwycające jak można by się spodziewać. Co do oprawy muzycznej to jej twórcy John Frizzell i Jerry Goldsmith stanęli na wysokości zadania. W pewien sposób udało im się przywrócić klimat poprzednich filmów. Jak dla mnie idealnie.
    W głównej roli ponownie zobaczyliśmy Sigourney Weaver. W tym filmie podobała mi się najbardziej. Była niesamowita, taka niebezpieczna, taka brutalna. Coś było z nią nie tak i właśnie dlatego tak strasznie mi się podobała. U jej boku wystąpiła Winona Ryder, która tak bardzo chciała zagrać w „Obcym”, że nawet nie przeczytała scenariusza na casting. Nie wiedziała czy jej postać umrze w ciągu pierwszych minut, dla niej istotne było samo pojawienie się w filmie. Jak dla mnie była zbyt nijaka, a jej rola już nie szokowała tak jak za pierwszym razem. Wśród męskiej części załogi uwagę należy zwrócić na Rona Perlmana, którego osobiście kocham za rolę Hellboya. W tym filmie był niewiarygodny. Uwielbiam tych niebezpiecznych facetów w filmach – takiego zdecydowanie najtrudniej jest zagrać. Ponadto w filmie zobaczyć mogliśmy także Dominique`a Pinona, Brada Dourif, czy też Lelanda Orsera.
    Film jest zdecydowanie gorszy od pierwszego, czy drugiego filmu z serii, ale za to o wiele lepszy od filmu trzeciego. Nowe, świeże spojrzenie na tą samą historię zaprezentowane przez Jeuneta okazało się być strzałem w dziesiątkę. Pewna innowacyjność utrzymuje widza przy ekranie, gdyż ciekawi go dalszy rozwój wydarzeń. Może brakuje tutaj jakiś zabawnych dialogów, albo też tekstów, które pozostawały by w pamięci na dłużej – nie mniej pokazano, że nawet taka historia potrafi się dalej rozwijać. Ogólnie film mi się podobał i myślę, że spodoba się każdemu fanowi  „Obcego”.

   

4 komentarze :

  1. może kiedyś wezmę się za wszysstkie filmy o Obcynm, bo na razie wdziałam tylko jeden:0

    OdpowiedzUsuń
  2. O, jednak jeszcze notka na tym blogu ;) Wezmę się za Obcego kiedyś w końcu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O WoW! Tylu recenzji filmow to jeszcze na zadnym blogu nie widziałem! Gratuluję! Nie pierwszy raz jestem na twoim blogu i bardzo mi się podoba. Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten film to kicha , nawet trójka była lepsza.

    OdpowiedzUsuń