
Reżyseria: John Hamburg
Scenariusz: Larry Levin, John Hamburg
Zdjęcia: Lawrence Sher
Muzyka: Theodore Shapiro
Kraj: USA
Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera światowa: 20 marca 2009
Premiera polska: 31 marca 2009
Obsada: Paul Rudd, Jason Segel, Rashida Jones, Thomas Lennon, Jamie Presley, Jon Favreau, Liz Cackowski, J.K. Simmons, Jane Curtin, Lou Ferrigno
Czegoś tutaj nie rozumiem. Jak to jest możliwe, że ktoś kto ma na swoim koncie takie zabawne komedie jak „Poznaj mojego tatę”, czy „Nadchodzi Polly” nagle bierze się za taką produkcję jak„Stary, kocham Cię”. John Hamburg, bo to o nim mowa, zaczął na dawać na zupełnie innych falach. Stworzył modną w dzisiejszych czasach komedię romantyczną dla facetów, która niestety nie bawi,nie wspominając już o jakimkolwiek romantyzmie. Jest to bowiem film o przyjaźni facetów przeznaczona jedynie dla tego gatunku.

Jestem bardzo zawiedziona tym filmem. Wiele słyszałam pozytywnych opinii na jego temat i sądziłam, że naprawdę się pośmieję –w końcu. Jednakże stało się tak jak to zawsze się dzieje ostatnimi czasy, czyli w ogóle mnie nie rozbawił. Uśmiechnęłam się może z raz, a tak to w ogóle się nie śmiałam. Nie uważam,żeby przedstawione w filmie wydarzenia były zabawne. Nie rozumiem co to za skupianie się na roli drużby na ślubie. Przecież Peter równie dobrze mógł poprosić swojego brata na świadka. No, ale film w końcu o czymś musi być.

Dlatego też podobało mi się to, że pokazano tutaj wiele stron przyjaźni i związków. Hamburg pokazał też ciemne strony damskiej przyjaźni, czyli to jak opowiadają sobie o wszystkim- nawet o najintymniejszych szczegółach, chociaż ja osobiście takimi rzeczami się nie dzielę, ale rozumiem co twórcy chcieli przekazać. Widać idealnie jak męska przyjaźń różni się od damskiej. To oczywiście jest plus tego filmu. Dla niektórych film może wydawać się dość gejowski, no i może z początku tak jest kiedy Peter szuka sobie przyjaciela. Wtedy jest naprawdę ciekawie, ale jak już odnajduje Sydneya to wszystko jakoś idzie w dobrym kierunku chociaż ja wciąż miałam wątpliwości co do tego wszystkiego. Niestety, film kończy się tak jak wszystkie inne filmy. Schemat ten sam, a mogłoby się skończyć inaczej, byłoby ciekawiej według mnie, no ale, to ten film na pocieszenie, a nie żeby widza dobić.
Wśród opinii wyszukanych na Internecie można wyczytać, że jest to film dla fanów zespołu Rush, który pojawia się w tym filmie.Można posłuchać ich piosenek i muszę powiedzieć, że całkiem fajnie grają. W filmie możemy także zobaczyć znanego kulturystę włoskiego pochodzenia Lou Ferrigno, którego to dom sprzedawał Peter. Tak więc dla fanów tych dwóch postaci może być to naprawdę odjechany film.

Ten typ komedii zdecydowanie nie leży w moim guście. Mam nadzieję,że szybko minie moda na takie tragiczne filmy, bo jak dla mnie to nic sobą nie wnoszą. Bywało zabawnie, ale nie aż tak, żeby zrywać boki ze śmiechu. Było ciekawie, ale nie aż tak, żeby niemożna było opędzić się od ziewnięć. Było uroczo, ale nie na takim poziomie na jakim się tego oczekuje. Nic nie jest przeciętne,ponieważ jest poniżej przeciętności. Mogło być zdecydowanie lepiej, a szkoda, bo zapowiadało się naprawdę interesująco.
Pamiętam, oglądałam go rok temu, nie taki najgorszy jak na film tych twórców, ale żadna rewelka.
OdpowiedzUsuń