NOWOŚCI

poniedziałek, 25 stycznia 2010

573. Światła sceny: Chwytaj szansę, reż. Steven Jacobson

Oryginalny tytuł: Center Stage: Turn It Up
Reżyseria: Steven Jacobson
Scenariusz: Karen Bloch
Zdjęcia: Dino Parks
Muzyka: Laura Karpman
Kraj: USA / Kanada
Gatunek: Muzyczny / Dramat
Premiera światowa: 30 października 2008
Premiera polska: 17 marca 2009
Obsada: Rachele Brooke Smith, Kenny Wormald, Peter Gallagher, Sarah Jayne Jensen, Lucia Walters, Crystal Lowe, Jacqueline Ann Steuart, Ethan Stiefel
    Film Stevena Jacobsona, który jest dla niego debiutem reżyserskim, to nowsza wersja tanecznego hitu sprzed 8 lat „Światła sceny” („Center Stage”). Ze względu na  to, że do tej pory mieliśmy okazję widzieć wiele różnych, a jednocześnie takich samych filmów tanecznych, dlatego też przez Jacobsonem stanęło trudne zadanie. Pomimo tego, że film zawiera w sobie coś z każdego dotychczasowego hitu to jednak dalej się podoba. Daje pewną świeżość, pewnie dlatego, że motywem przewodnim nie jest hip hop, ale balet.
    Młoda dziewczyna o imieniu Kate Parker uwielbia taniec. Wyjeżdża ze swojego rodzinnego Detroit do Nowego Jorku, aby wziąć udział w przesłuchaniu do Szkoły Baletowej. Niestety dyrektor Jonathan Reeves odrzuca ją i woli przyjąć SuzanneVon Stroh, której ojciec mógłby wesprzeć finansowo szkołę. Kate jest załamana, a wielu nauczycieli biorący udział w przesłuchaniu zszokowani. Dziewczyna jednak nie chce wrócić do domu, aby nie zawieść swojej młodszej siostry Belli informując ją o swoim niepowodzeniu. Postanawia zostać w mieście, a kiedy zostaje zaproszona przez znajomego imieniem Tommy do nowego klubu jego kumpla, Sala, wywiera na nim takie wrażenie, że dostaje propozycję pracy. Ponadto Tommy i Suzanne mają okazję wystąpić w znanym przedstawieniu, ale Tommy pouczony przez swojego nauczyciela Coopera musi znaleźć w sobie ogień. W związku z tym bierze lekcje od Kate, ponieważ to właśnie ona jest jego inspiracją. Tommy namawia ją także, aby ponownie postarała się dostać do szkoły.
    Do tego filmu podchodziłam dość sceptycznie, ponieważ widziałam już chyba wszystkie filmy z tego gatunku, no może oprócz tych starszych jak „Flashdance”, ale jeszcze nic straconego. Film jednak pozytywnie mnie zaskoczył, ale nie powiem-wady też posiadał, i to całkiem sporo. No, ale zacznijmy od przyjemniejszych rzeczy. Film stanowi jakby zbiorczy obraz większości filmów. Zmienną tutaj jest rodzaj tańca, który teraz zamieniono na balet, ale jakby nie było to pojawiały się też choreografie hiphopowe. Motyw z tym, że główna bohaterka nie dostaje się do wymarzonej szkoły tanecznej i przypadkowo dostaje pracę w barze to pomysł z „Just Dance- tylko taniec!” („Make It Happen”). Mamy także wiele zaczerpnięć z filmu „Step Up”. Najbardziej rzuca się w oczy oczywiście zakończenie filmu- finałowy taniec, który porusza serca. Przynajmniej moje poruszył.
    Oceniając taki film jak „Center Stage: Turn It Up” najważniejszym elementem oceny są choreografia oraz muzyka. Co do choreografii to przyznam się szczerze, że mi się spodobała. Nie widziałam nigdy filmów opartych na balecie. Nie wiedziałam,że ten taniec może być taki porywający. Patrząc na występ Suzanne i Tommy`ego przedstawiających na przyjęciu duet z „Jeziora Łabędziego” naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Podobały mi się także występy hiphopowe. Faktycznie główna bohaterka Kate, miała ten ogień, aż miło było na nią patrzeć jak tańczyła. Najbardziej jednak z hiphopowych występów podobał mi się taniec Kate i Tommy`ego, kiedy tańczyli przed imprezą, a Kate go uczyła odpowiednich ruchów. Powiem wam, że uwielbiam patrzeć na ludzi, którzy tak tańczą jakby nie sprawiało im to żadnego wysiłku fizycznego. Tak zwinnie tańczyli i tak płynnie jakby faktycznie płynęli a nie tańczyli. Najbardziej urzekający jednak był występ finałowy. Aż ciarki mnie przeszły z wrażenia. Takie tańce właśnie chce oglądać. Takie, które porywają i sprawiają, że żałuję, iż sama tak nie tańczę. Myślę jednak, że na odbiór wpływa z pewnością muzyka, która została idealnie odebrana. Utwór Jem wykorzystany do ostatniego tańca był przepiękny i idealnie pasował do tego tańca, chociaż to dziwne, bo z tego co pamiętam to miał być„Kopciuszek”, no ale cóż ;P Teraz sobie właśnie słucham tego utworu i przypomina mi się film i ten taniec, no i sama mam ochotę zacząć tańczyć. Utwór ten to piosenka Jem pt. „24”. Polecam :)
    Film jest pełen schematów, chociaż w pewnym momencie to historia odbiegnie trochę od tradycyjnej historii miłosnej. Kiedy to Kate rozstała się z Tommy`m byłam pewna, że już do niego nie wróci tylko znajdzie sobie innego, bo akurat na celowniku pojawił się Cooper. No, ale niestety nie było zaskakująco. Znowu dziewczynie się nie udało dostać do szkoły, poznaje chłopaka i on zmienia jej nastawienie, dzięki czemu ponownie startuje do przesłuchania. Co prawda tutaj wyglądało to troszku inaczej, bo nie poszła na przesłuchanie do szkoły, ale na przesłuchanie do sztuki. To było ciekawe.
    Jednakże było także coś co totalnie mnie irytowało, a mianowicie dwójka głównych bohaterów. No, ale w sumie co się dziwić. Dla obojga była to pierwsza przygoda z filmem, chociaż Kenny Wormald występował już wcześniej, ale tylko tancerz. Okazuje się bowiem, że zamiast aktorstwem zajął się tańcem. Jeżeli chodzi o Rachele Brooke Smith to nie znam jej przeszłości niestety, bo wygląda to tak jakby nagle wyszła spod ziemi, bo nie słyszano o niej wcześniej. Oboje jednak zagrali beznadziejnie. Tańczyli fantastycznie, ale w filmach fabularnych nie da się przekazać wszystkiego samym tańcem. Kenny był moim zdaniem za sztywny w roli Tommy`ego. Nie podobał mi się. Wyglądał sztucznie, a i wszystko co mówił jakoś nie trafiało do mnie. To samo jeżeli chodzi o Rachele. Była naprawdę urocza, ale już pod koniec filmu jej uśmiech od ucha do ucha zaczął wkurzać. Co prawda nie tak samo jak w przypadku Demi Levato z „Camp Rock”, no ale jednak. Jednakże Rachele także nie była przekonująca, co prawda o niebo lepsza od Kenny`ego, ale niestety i tak za mało. Także pod względem gry aktorskiej było dosyć marnie, a szkoda.
    Cały film odbieram jednakże bardzo pozytywnie, ponieważ bardzo mi się spodobał. Muzyka wpadająca w ucho, choreografia porywająca do tańca. Jakby nie było to historia też nie najgorsza, no i w końcu niesie to za sobą jakiś morał, co prawda jest taki sam jak w każdym innym filmie tego gatunku, czyli więcej pewności siebie i wiary, że uda Ci się osiągnąć to co zamierzasz. Film jest zdecydowanie lepszy od „Just Dance- tylko taniec”, ale i tak nie wystarczająco dobry, aby dorównać „Step Up”.
Ocena: 7/10

1 komentarz :

  1. girl_love@amorki.pl9 kwietnia 2014 19:03

    Oglądałam pierwszą część, nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie :P zakochana-w-dziewczynie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń