NOWOŚCI

wtorek, 21 lutego 2012

Książka #101. Siostrzyca, aut. John Harding

Tytuł oryginalny: Florance and Giles
Gatunek: thriller
Wydawca: Mała Kurka
Rok wydania: 2010 (W. Brytania), 2011 (Polska)  
Projekt okładki: Czartart,. Magdalena Muszyńska, Izabela Surdykowska-Jurek
Tłumaczenie: Karolina Zaremba
ISBN 978-83-62745-01-2
Ilość stron: 288  | Format:135x210 mm

Powieść do kupienia na stronie - Mała Kurka

    Pozycji literackich, które potrafią zahipnotyzować czytelnika jest niewiele. Niektóre z nich uznajemy naszymi powieściami życia, bo najzwyczajniej coś nam z siebie dały. Wśród tych wszystkich opowieści pojawia się ta jedna, „Siostrzyca”autorstwa Johna Hardinga, która zaskakuje i przede wszystkim wprowadza sporo nowości w nasze nudnawe życie. Wszystko to za sprawą braku gotowego rozwiązania, małej dziewczynki kochającej książki i jej niezwykłej zdolności do tworzenia nowych zwrotów. Książka już w pierwszych tygodniach zyskała uznanie czytelników i krytyków, a na polskim rynku zyskała także tytuł najlepszej książki na jesień. Z pewnością kury z Domu Wydawniczego Mała Kurka są bardzo dumne z tego, że to właśnie im w udziale przyszło przeniesienie tej niezwykłej lektury do polskich domów.

    Florence jest nastoletnią dziewczynką, która wraz ze swoim bratem- Gilesem, mieszka w starej rezydencji wuja. Dziećmi sprawnie opiekują się gospodarze domu, którzy zabraniają im zagłębiania się w lektury znalezione w bibliotece. Florence nie może dłużej tego znieść i ostatecznie zakrada się do zakazanego miejsca, aby w ukryciu czytać. Pewnego dnia, do ich nudnego życia sprowadza się tajemnicza guwernantka- panna Taylor, w której Florence od razu widzi zagrożenie. Dziewczynka postanawia przeprowadzić własne śledztwo coraz bardziej zaniepokojona swoimi nocnymi wizjami dotyczących kobiety. Dostrzega w niej pewne podobieństwo do ich dawnej opiekunki, która poniosła tragiczną śmierć na pobliskim jeziorze. Florance musi chronić nie tylko siebie, ale przede wszystkim swojego młodszego braciszka.
    Kiedy bierzemy do ręki tę powieść, to co się rzuca nam w oczy to dość nietypowy tytuł, niepodobny do żadnego, z którymi dotychczas mieliśmy do czynienia, bo przecież, czymże jest tytułowa Siostrzyca? Odpowiedź znajdziemy na kolejnych stronicach powieści, kiedy to zagłębiamy się w kolejne sekrety młodej bohaterki i zarazem narratorki. Jak się okazuje, Florence, jest nie tylko bardzo inteligentna, ale ma też niebywała zdolność tworzenia neologizmów. Jej zwroty typu „bosostopowałam”, „zeschodkowałam”, „samotniłam”, czy też „wchowanegowaliśmy” bywają zaskakujące. Niekiedy niezrozumiałe, a innym razem całkowicie słuszne. Oczywiście, nikt nie posługuje się tego typu językiem, ale czasami ułatwiamy sobie wypowiedzi podobnymi zwrotami. Jak się okazuje John Harding ma talent do tworzenia tego typu udziwnień, które niekiedy zastępują jakieś dobrze nam znane słowo, a innym razem stanowią całkiem nowe określenie uczucia, czy czynności. Jest to niezwykle ciekawe, zdecydowanie ubarwia to tę opowieść, choć trzeba też przyznać, że niekiedy bywa bardzo męczące.
    Idea powieści jest dość interesująca, w szczególności, że Harding postanowił nie podawać nam rozwiązania na tacy. Wiele jest tutaj znaków zapytania, ale jak się okazuje, przy finale nie będzie nam dane ich rozwikłać. Z jednej strony jest to bardzo dobre zagranie, gdyż tym sposobem autor sprawia, że czytelnik jeszcze przez długi czas będzie rozmyślał o zakończeniu i próbował zrozumieć to co miało miejsce i dlaczego w ogóle się wydarzyło. Bo czy to książki mogły mieć aż tak zły wpływ na człowieka? Czy to może już jakoś głęboko zakorzenione emocje? Zaczynamy dochodzić do pewnych niezbyt pozytywnych wniosków na temat postaci tej powieści, przez co zaskoczenie jest jeszcze większe.
      Sporym atutem jest to jak John Harding buduje napięcie. Gdyby tak nie czytać opisu na tylnej okładce, a jedynie stopniowo zaczytywać się w kolejne stronice, można zauważyć jak wszystko się rozwija. Nie jest to tak, że w pewnym momencie akcja nabiera dynamicznego tempa, o nie. W zasadzie wszystko dzieje się tak spokojnie, że aż trudno uwierzyć, że czytamy o takich a nie innych wydarzeniach. Wszystko zaczyna się dość niewinnie, bo oto poznajemy nadzwyczajną dziewczynkę, która pomimo zakazu postanawia pielęgnować swoją miłość do książek. I to nie do byle jakich dzieł, a takich twórców jak Szekspir, czy Poe. Widać, że kocha czytać i to jest cudowne, bo być może zarazi niejedną czytelniczkę swoją miłością. Wszystko w zasadzie się zmienia kiedy pojawia się nowa guwernantka. Pojawia się pewien niepokój, ale czy to jest nasz niepokój, czy tylko obawa Florence? Jej opisy i zwroty są dość sugestywne przez co w pewien sposób narzuca czytelnikowi to jak ma odbierać otoczenie i ludzi. Jest to typowe dla narracji pierwszoosobowej, bowiem wszystko oglądamy oczami jednego bohatera. Zaczyna się robić groźnie, nawet bardzo. Dziewczyna zaczyna czuć się odsunięta. Czuje, że panna Taylor zabiera jej brata- dosłownie, ale też i w przenośni, gdyż cała jego uwaga skupiła się właśnie na guwernantce. A dziewczynce zależy tylko na jednym- na jej bracie. Pozostaje tylko pytanie, czy jest to powodem jej osobistych obaw i późniejszych wydarzeń. Tego można jedynie domniemywać.
      Klimat tej historii udało się zbudować Hardingowi nie tylko poprzez neologizmy, ale także poprzez styl wypowiedzi innych bohaterów, ale przede wszystkim opisy miejsc. Stara dziewiętnastowieczna rezydencja, jej puste korytarze, potrafią przyprawić każdego o gęsią skórkę. W dodatku opisy strojów, a także wyglądów bohaterów nie są zbyt przyjemne przez co cała opowieść zyskuje nieco gotycki charakter. Jest mrocznie i przez to czytelnik odczuwa niepokój. Wszechobecna groza powoduje ściskanie w dołku, ale to tylko sprawa, że lektura wciąga nas jeszcze bardziej.
      Po zakończeniu lektury, „Siostrzyca” zajmuje specjalne miejsce w naszych sercach, w moim sercu. Muszę stwierdzić, że jest to chyba najlepsza książka, którą udało mi się przeczytać w tym roku- dobrze, że udało mi się tego dokonać przed jego końcem! Z początku byłam sceptycznie nastawiona, bowiem poza wspaniałą okładką i w ogóle jej wykonaniem, wydawało mi się, że nie będzie w stanie mnie zainteresować. Na szczęście zostałam bardzo mile zaskoczona, co sprawiło, że uporałam się z nią w rekordowym tempie. Żałuję, że nie ma więcej tego typu lektur. Jest to książka lekka, którą bardzo przyjemnie się czyta, choć pojawianie się co niektórych zwrotów jest niczym rzucanie kłód pod nogi. Można jednak przeboleć ten fakt, bo w nietypowy sposób czaruje to czytelnika, wprowadzając go w niesamowity świat małej Florence i jej zagmatwanego umysłu. Czy ma ona do czynienia z duchem, czy po prostu musi mierzyć się ze swoimi własnymi demonami, to już czytelnik sam musi do tego dojść, a to powoduje, że po lekturze czujemy jeszcze większą satysfakcję i fascynację.

Ocena: 5/6

Książkę otrzymałam od Kury Bożeny z Domu Wydawniczego Mała Kurka. Dziękuję!

1 komentarz :

  1. Lubię książki wnoszące coś do naszego życia, a "Siostrzyca" wydaje się idealnym przykładem. W przyszłości chętnie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń