NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karey Kirkpatrick. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karey Kirkpatrick. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2019

1256. Mała Stopa, reż. Karey Kirkpatrick

     Zima w pełni wobec czego zimowe klimaty w kinematografii są jak najbardziej trafione. W szczególności, gdy dotyczą animacji, bo śnieżne opowieści dostarczać mogą wiele frajdy zarówno małym, jak i dużym widzom. „Mała Stopa” stworzona przez Kareya Kirkpatricka zdecydowanie do takich należy, bo przecież porusza temat fascynujący ludzkość od dziesiątków lat- opowieści o Yeti, przedstawiona z całkiem innej perspektywy, a do tego świetnie wyglądająca wzbudza sympatię i ciekawość.
Źródło: Galapagos Films

     Migo (Stefan Pawłowski) jest synem tego, który każdego poranka musi wybudzić Słońce ze snu uderzając głową w wielki gong. Każdy wśród ich małej, górskiej społeczności ma w swoim życiu jakiś cel, aby przysłużyć się dobru ogółu. Jedyne czego się obawiają, to nie tylko proroctwa z tajemniczych kamieni zawieszonych na szyi wielkiego wodza, ale również i „Małej Stopy”. Dlatego też, gdy podczas swoich starań odnalezienia miejsca w życiu Migo trafia do świata małych stóp, zarówno jego życie, jak i żywot Percy'ego (Sebastian Stankiewicz) ulegnie diametralnej zmianie.

     Podobają mi się współczesne animacje i ich złożoność. To już nie są jedynie bajki dla dzieci, z lekkim morałem przyswajalnym przez każdego, to naprawdę mądre kino, które zadowoli także dorosłego widza. „Mała Stopa” to historia opowiedziana z całkiem innej perspektyw. Do tej pory to ludzie fascynowali się pogłoskami o istnieniu Yeti, wzajemnie się nakręcając i tworząc coś na skraju lokalnej legendy, a wręcz budząc strach. A gdyby tak sytuacja się odwróciła, gdyby to ludzie byli tym tajemniczym gatunkiem żyjącym gdzieś pod wielką chmurką i o którym szepcze się, że istnieje lub też nie. Świetny pomysł, który znajduje ujście w naprawdę przezabawnych scenach związanych z pierwszym spotkaniem, próbą komunikacji, czy zachwytem Wielkiej stopy nad Małą stopą. Urocze i zabawne jednocześnie. Przy tym naprawdę można się świetnie bawić. Jednakże gdzieś pomiędzy tą zabawą pojawia się również czas na refleksję i to refleksję ocierającą się nie tylko o tolerancję, strach przed odmiennością i starciem rzeczywistości z legendą. To coś znacznie głębszego. Animacja budzi lekką trwogę w widzu, przyrównując wierzenia Yeti do naszych własnych chrześcijańskich. To już jest temat bardzo „śliski”, który może rzutować na odbiór filmu u jednej z grup odbiorców. Mądrości zapisane na kamiennych tablicach, brzmi znajomo? Tutaj twórcy podejmują bardzo odważną decyzję pójścia o krok dalej i pokazania drugiej strony tych zasad, czy jak to tam zwać.
Źródło: Galapagos Films

     „Mała Stopa” bardzo fajnie prezentuje się pod względem wizualnym. Utrzymana w zdecydowanie zimowych barwach bardzo dobrze buduje cały klimat. Wszędzie śnieg, do tego górzyste tereny- plenery więc magiczne. Nawet wtedy, gdy sielskie leśne klimaty zamieniamy w metropolię- lekki kontrast, ale i tak komponuje się do całości. W tym wszystkim urocze istoty, które może urodą swoją nie zachwycają, ale postarano się o ich niesamowity wygląd. Każdy z Yetich jest inny, ma inne cechy charakteru, a co za tym idzie inne cechy wizualne. Nie trudno więc stwierdzić, że produkcja dostarcza przyjemnych wrażeń dla oka.

     Dubbing nigdy nie jest łatwą rzeczą, ale problemem jest w przypadku produkcji aktorskich. W sytuacji animacji nie ma większego wyzwań, gdyż postać jest taka jaką ją usłyszymy, jakie cechy charakteru zaserwuje jej aktor wraz ze swoją interpretacją. W „Małej Stopie” pierwsze skrzypce grają Migo wraz z Percym, a więc Stefan Pawłowski i Sebastian Stankiewicz. Ciężko oceniać poza stwierdzeniem, że świetnie się spisali, bowiem ich głosy dobrze tutaj zagrały dając uczucie spełnienia dla tych właśnie postaci. Zaskakującym okazało się zepchnięcie na dalszy plan towarzyszki Percy'ego, bowiem Brenda mogła sporo namieszać w fabule. Twórcy najwyraźniej poszli innym tropem i to bardzo dobrym w dodatku. Reszta postaci stanowiła bardzo dobre tło, motor do działania, wizualizację pewnych pragnień i obaw. A obsada dubbingująca? Urzeczywistniła te emocje. 
Źródło: Galapagos Films

     Najnowsza animacja Kareya Kirkpatricka to nie jest żadne objawienie, niestety. Owszem, film jest bardzo pomysłowy w swojej interpretacji, z pewnością dostarcza wielu bardzo złożonych emocji, jednakże czegoś mi tutaj brakuje. I nie mowa tu o złocistej kresce Disneya, ale zwyczajnego ducha w opowieści. „Mała Stopa” i owszem porusza ważne tematy, w szczególności dla małego dziecka, które dopiero poznaje świat, próbuje również robić to w dość zabawny i przystępny sposób, ale całe go zagłębianie się w inną kulturę wydaje się dość lakoniczne. Coś takiego jest w tej animacji, co nie pozwala zapamiętać jej na dłużej. Nie robi aż tak spektakularnego wrażenia, choć nie można jej odmówić, że przyjemnie się ją ogląda.

Ocena: 6/10
Recenzja filmu DVD „Mała Stopa” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: Smallfoot / Reżyseria: Karey Kirkpatrick / Scenariusz: Karey Kirkpatrick, John Requa, Glenn Ficarra / Muzyka: Heitor Pereira / Dubbing polski: Sebastian Stankiewicz, Stefan Pawłowski, Jacek Król, Małgorzata Kozłowska, Anna Smołowik, Jakub Wieczorek, Wojciech Mecwaldowski, Arkadiusz Jakubik / Kraj: USA / Gatunek: Animacja

Premiera kinowa: 13 września 2018 (Świat) 28 września 2018 (Polska)
Premiera DVD: 30 stycznia 2019

poniedziałek, 29 listopada 2010

207. Skok przez płot, reż. Tim Johnson, Karey Kirkpatrick

Oryginalny tytuł: Over the Hedge
Reżyseria: Tim Johnson, Karey Kirkpatrick
Scenariusz: T. Lewis, Michael Fry, Len Blum
Na podstawie: komiksu Michaela Fry'a i T. Lewisa
Muzyka: Rupert Gregson- Williams, Hans Zimmer
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Familijny
Premiera światowa: 22 kwietnia 2006
Premiera polska: 07 lipca 2006
Dubbing: Bruce Willis, Garry Shandling, Wanda Sykes, Steve Carell, William Shatner, Avril Lavigne, Eugene Levy, Catherine O`Hara, Shane Baumel, Allison Janney, Nick Nolte

    Szop pracz o imieniu R.J. niszczy wózek z jedzeniem pewnego niedźwiedzia o imieniu Vincent. Niedźwiedź daje mu czas do pełni księżyca, czyli dokładnie tydzień, aby R.J. zebrał wszystkie zniszczone przez niego produkty. W tym samym czasie zwierzęta z pobliskiego lasu budzą się z zimowego snu. Stojący na czele rodziny żółw Verne wraz z wiewiórką Hammym odkrywają, że coś dziwnego stało się z ich lasem, ponieważ został ogrodzony czymś czego wcześniej nie znali. W tym momencie pojawia się R.J., który jest obeznany w sprawach ludzi. Wyjaśnia im, że to dziwne coś to żywopłot, a ich las w czasie zimy zamienił się w nowe osiedle mieszkaniowe. R.J. wykorzystuje uprzejmość leśnych zwierząt, aby zebrać wszystkie smakołyki dla niedźwiedzia.
    Już od jakiegoś czasu nie oglądałam żadnej bajeczki. Bardzo chciałam zobaczyć "Skok przez płot", a gdy już go zobaczyłam... to troszkę się rozczarowałam. Niby miało być takie zabawne... nie mówię, że nie było, ale jakoś mniej się śmiałam niż sądziłam, że będę się śmiała. A może to z moim poczuciem humoru jest już cosik nie tak...
    Ogólnie bajeczka jest dosyć przyjemna, ale momentami troszkę przynudnawa. Tak to jest jak te bajki są schematyczne... zawsze jest ktoś zły, albo ktoś na złej ścieżce swojego życia, który spotyka ludzi, czy też (tak jak tutaj) zwierząt, którzy są rodziną. On w jakiś sposób ich wykorzystuje, tą ich dobroć. Po czym następuje spłata długu, a potem nagle jest olśnienie typu, że to oni są jego rodziną, bądź też przyjaciółmi. A potem wszyscy żyją długo i szczęśliwie :)
    Prawdę powiedziawszy to nie spodziewałam się, że to R.J. będzie głównym bohaterem całej tej akcji. Jego osoba jakoś nie specjalnie przypadła mi do gustu. Nawet Bruce Willis nic tutaj nie pomógł. Mnie najbardziej podobała się wiewiórka :D i co chwile udający martwego Opos :P Z nich dwóch miałam największy ubaw i prawdę mówiąc... chyba jedyny. Chociaż jeszcze troszkę rozbawił mnie początek filmu, gdy R.J. próbował dostać się do paczki chipsów z automatu :D jednak ta bajka to już nie to samo co Shrek, czy Madagaskar. Za komizm sytuacji odpowiadają jedynie jednostki takie jak Hammy. Dobrze chociaż, że to jeszcze nam zostało.
    Oczywiście tak jak to bywa w filmach.. zawsze znajdzie się cosik co mnie się spodoba. Mówię tutaj o akcji a nie o postaciach :) Gdy pojawia się R.J. i namawia zwierzęta, aby zebrały jedzenie z domów na osiedlu i otwiera im paczkę chipsów. Wtedy na wszystkich.. hmmm.. jak by to ująć? spływa fala uderzeniowa w postaci całego tego proszku chipsowego :D oczywiście Hammy jako pierwszy zaczął się nim zachwycać :D tak samo jak ciastkami :) Gdy R.J. pokazywał Hammiemu ciasteczko. Jedno z tych rozwożonych przez harcerki :) pokazuje mu a potem wyrzuca ciastko, a Hammy z rozpaczą w oczach: "Ale ja lubię pieguski". Oczywiście niezłe były też fragmenty, gdy Opos udawał zdechłego :D Myślałam, że momentami to wysiądę i już nie wrócę :D
    Czyżby tylko tyle mi się podobało? Hmm... więcej fajnych scen nie pamiętam, przynajmniej nie takich które specjalnie by mnie urzekły. Jak wiecie ostatnio mam dosyć spatrzony gust, a wam i tak podoba się co innego niż mnie hihi :P
    Jak przystało na każdą bajkę także i ta ma morał. Oczywiście taki jak większość bajek, czyli przyjaciele przede wszystkim, ale najpierw trzeba byłoby ich mieć ;]
    W oryginalnej wersji językowej, czyli tej, którą ja miałam zaszczyt oglądać, bo tylko takie preferuję, głosu użyczył przede wszystkim mój ulubiony i ukochany Bruce Willis, który przemówił jako R.J. Z innych znanych nam osób, a właściwie aktorów możemy usłyszeć również Steve Carella jako Hammiego :) był naprawdę genialny :) i ukochałam go bardzo za tą rolkę, poza tym on zawsze jest zabawny. Natomiast w filmie mogliśmy usłyszeć głos pewnej pani, która jest znana fanom muzyki typu... yyy... nie wiem czy to lżejszy Rock czy Punk czy co, ale mówię tutaj o Avril Lavigne, która dała swój głos małej oposicy (tak to się odmienia?) Heather, która jest córką tego Oposa co ciągle udaje martwego :) Reszty ekipy nie znam tak sobie po nazwiskach, tzn. po nazwiskach może i znam, ale jakoś nie specjalnie ich kojarzę :)
    Mnie się baja podobała, zresztą jak wszystkie inne baje. To już są schematy, ale dalej pociągające.